W niedzielę koncert w hołdzie Agnieszce Osieckiej. Dla ambitnych mężczyzn była wyzwaniem. Osiecka najbardziej chciała tych, których nie mogła mieć. Z ogromnej puli zakochanych w niej wybitnych przedstawicieli polskiej inteligencji, ale też niemałej – uroczych i mniej uroczych – łobuzów, wybierała tych najbardziej niedostępnych – mówi w rozmowie z portalem TVP.info Joanna Podsadecka, autorka książki „Mężczyźni Osieckiej”. W niedzielę, 7 czerwca podczas 63. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu odbędzie się koncert „Kiedy mnie już nie będzie…” w hołdzie Magdzie Umer i Agnieszce Osieckiej.Marta Kawczyńska: Twoja ulubiona piosenka Agnieszki Osieckiej to…Joanna Podsadecka: Trudno wymienić jedną! Bardzo bliskie są mi utwory takie jak „W żółtych płomieniach liści”, „Uciekaj moje serce”, „Na całych jeziorach – ty”, „Ja z podróży”, „Na zakręcie”, „Wielka woda”.Można pokusić się o stwierdzenie, że większość piosenek Osieckiej to efekt nieudanych związków, relacji z mężczyznami?Można. Większość z nich powstała z jej nienasycenia. Rodziły się z refleksji nad przeżywanymi przez nią rozmaitymi końcami i początkami, dlatego są gęste od fraz, z którymi tak łatwo się utożsamić. Wszyscy kochamy, rozczarowujemy się, cierpimy, tęsknimy, bywamy poobijani. Agnieszka Osiecka zamykała swoje doświadczenia w tekstach piosenek, które wciąż pomagają nam żyć. Opowiadają nie tylko o niej, ale i naszych bólach, zachwytach, rozpaczy, zagubieniu, bezradności oraz tęsknocie.Piosenki stały się jej kryjówkami. Ich strofy okazały się pojemne. Pisanie było dla niej procesem oczyszczania, wyrzucania z siebie, przemyśliwania doświadczeń, nadawania im sensu. Nieustannie szukała słów, którymi można coś wykrztusić, wygadać, wypłakać.Była naturalna, nie malowała się, nie ubierała modnie, a jednak zachwycała inteligencją, błyskotliwością, poczuciem humoru.Dlaczego „ugryzłaś” Osiecką właśnie przez pryzmat jej relacji z płcią przeciwną? Do tej pory powstało wiele jej biografii, ale chyba nikt tak mocno nie skupił się właśnie na mężczyznach Osieckiej.Czytaj także: „Był aktorem charakterystycznym”. Bogumił Kobiela przewidział własną śmierć?Chciałam po swojemu zinterpretować Osieckiej wybory. Jej życie fascynowało mnie od zawsze. Czytałam wszystko, co ukazywało się na jej temat. Gdy przygotowywałam się do pisania książki „Mężczyźni Osieckiej”, udało mi się dotrzeć do niemal dwustu źródeł. Bardzo się cieszyłam, gdy trafiały w moje ręce białe kruki od kolekcjonerów – archiwalne pisma z wywiadami z Osiecką – np. „Stolica”, „Radar”, „Panorama”. Słuchałam jej piosenek, oglądałam rozmowy z nią, czytałam jej zapiski. Zrozumiałam, że chciałabym opowiedzieć ją poprzez jej wybory, bo nasze relacje mówią o nas bardzo wiele.Nie jest tak, że opowiadam głównie o tych mężczyznach, a Agnieszka Osiecka jest tłem. To ona jest na pierwszym planie.Co sprawiało, że tych mężczyzn było tak wielu? Jaką magię miała w sobie Agnieszka Osiecka?Henryk Grynberg, który też się w niej kochał, mówił, że była sobą w czasach, gdy tylu innych udawało. Była naturalna, nie malowała się, nie ubierała modnie, a jednak zachwycała inteligencją, błyskotliwością, poczuciem humoru. Wymykała się i schematom, i mężczyznom. Napisała: „[…] nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go”.Lubili za nią gonić? Próbowali ją złapać w przysłowiowe sidła miłości, romansu?Dla ambitnych mężczyzn była wyzwaniem. Osiecka najbardziej chciała tych, których nie mogła mieć. Z ogromnej puli zakochanych w niej wybitnych przedstawicieli polskiej inteligencji, ale też niemałej – uroczych i mniej uroczych łobuzów – wybierała tych najbardziej niedostępnych. Wspominała, że gdy miała 17 lat, kochała się w 14-letnich chłopcach, w dodatku homoseksualnych, a więc nie do zdobycia. Osiecka była świadoma swoich atutów. Szybko nudzili jej się mężczyźni poukładani i cali dla niej.Wielu pokusiłoby się o stwierdzenie, że sama nie wiedziała, czego chce?Osiecka wiecznie szukała, ciągle była pomiędzy. Będąc w relacji z wysublimowanym intelektualistą, tęskniła za niegrzecznym chłopcem i na odwrót. Wciąż była w drodze. Przeżyła tak wiele, swoją biografią mogłaby obdzielić 20 innych osób, ale na płaszczyźnie relacyjnej była po prostu niespełniona.Czytaj także: Z festiwalu na wielkie sceny. „Nie zawsze ci, co wygrywają, robią kariery”Wiktor Osiecki pisanie piosenek uważał za mało poważne zajęcie. Ale w tej dziedzinie Agnieszka sukcesy odnosiła niemal od początku. Nigdy nie była zależna finansowo od żadnego mężczyznyCzy na jej relacje z mężczyznami, miała wpływ ta z ojcem? Jaki był Wiktor Osiecki dla swojej córki?Myślę, że to kluczowa postać dla zrozumienia, skąd się wzięła jej dwoista natura. Z jej ust w wielu wywiadach padało stwierdzenie, że ojciec uczył ją odwagi, a matka całe życie uczyła ją lęku. Uważała, że to spowodowało, że raz ryzykowała, wchodziła w barwne związki, by już za chwilę się wycofać, uciec. Do domu rodzinnego na Saską Kępę w Warszawie wracała, by zaleczyć rany po kolejnej nieudanej miłości.Wiktor Osiecki ze względu na to, jak potoczyło się jego życie, nigdzie nie czuł się zakorzeniony. Z jednej strony czuł się obywatelem świata, z drugiej strony bezpańskim psem. Gdy po wojnie wrócił z żoną i małą Agnieszką do Warszawy, postanowił, że da córce takie kompetencje, że będzie góry przenosiła, zawsze będzie niezależna. Osiecka od małego uczyła się pięciu języków obcych i uprawiała sport, który według Wiktora Osieckiego uczy dyscypliny i kształtuje charakter.Podobno zabraniał jej czytać gazety?Tak, nie chciał, żeby wiedziała cokolwiek o sytuacji politycznej w Polsce. Uważał, że ta wiedza jest jej zbędna. Karcił ją też, gdy widział, że jest zbyt służalcza wobec rówieśników. Tymczasem takie bywają dzieci, którym brak rodzicielskiej czułości. Ani jej ojciec, ani matka nie mieli odruchu, by własne dziecko przytulić, pocałować, pogłaskać po głowie.To czym próbowała zaimponować ojcu?Skończyła dwa fakultety. Ojcu imponowali ludzie, którzy mają za sobą dwa kierunki studiów. Szybko zaczęła utrzymywać się z pisania. Wiktor Osiecki pisanie piosenek uważał za mało poważne zajęcie. Ale w tej dziedzinie Agnieszka sukcesy odnosiła niemal od początku. Nigdy nie była zależna finansowo od żadnego mężczyzny.Kto był tym pierwszym mężczyzną, na punkcie którego tak na dobre oszalała?Witold Dąbrowski. Poznali się w 1955 roku na Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów o Pokój i Przyjaźń w Warszawie. Osiecka była wówczas festiwalową korespondentką. Od pierwszego wejrzenia oszalała na punkcie Witka. Mimo ogromnego zmęczenia pracą, którą wówczas wykonywała, znajdowała czas na randki z nim i nocne eskapady po mieście. Przez chwilę chciała nawet zostać jego żoną, ale gdy nabrała tej ochoty, on zrobił unik. To spowodowało, że Osiecka się opancerzyła i stwierdziła, że musi być niezależna w związkach z mężczyznami. Postanowiła, że bycie z kimś więcej nie zburzy jej poczucia własnej wartości.Dopiero po mniej więcej roku zaczęła zauważać jego wady. Doszli do punktu, w którym ona miała go serdecznie dość. Witek tak ją zmęczył, że gdy zakochał się w niej Staszek Młynarczyk, kolega z STS-u, to zaczęła się z nim spotykać. Po kilku miesiącach cierpienia związanego z byciem w przedziwnym trójkącie, kiedy straciła chęć do życia, postanowiła się ratować. Wyjechała w góry, nie kontaktowała się z nikim, a kiedy wróciła, zdecydowała się skończyć z obydwoma. To był czas, gdy o jej względy walczyli nie tylko Witek i Staszek, ale i Andrzej Jarecki, Jerzy Giedroyc czy Marek Hłasko.Zanim poznała Frykowskiego, była w związku z Andrzejem Jareckim. Powiedziałabym, że to był jeden z absolutnie najważniejszych mężczyzn w jej życiuWspomniałaś o Marku Hłasce. To był rzeczywiście romans, czy po prostu głęboka przyjaźń?Przez chwilę był to związek, ale obydwoje szybko pozbyli się złudzeń. Bardzo chcieli, by coś się między nimi wydarzyło. Marek był początkującym obiecującym autorem uznawanym za głos pokolenia, za kogoś, który zrobi wielką karierę. Osiecka podziwiała jego talent, a on wyczuwał jej potencjał. Notowała w dzienniku, że wspaniale się koleżankom pochwalić kimś takim. Ale czuła, że to ktoś w rodzaju brata, a nie kochanka. Mówiła nawet, że uwodziła ją jego dusza, a nie uwodziło jego ciało. On z kolei nazywał ją swoją „małą, rozsądną dziewczynką”. Potrzebował kogoś, na kogo mógłby zawsze liczyć. W listach, które pisał do niej z emigracji, nadbudowywał uczucie do Agnieszki. W pewnym momencie Osiecka nie była jego partnerką, ale przyjaciółką i w pewnym sensie menedżerką.Czytaj także: Najważniejsza literacka lista roku. Znamy nominacje do nagrody NikeTen, któremu w szalony sposób oddała swoją rękę, był Wojciech Frykowski.Zanim poznała Frykowskiego, była w związku z Andrzejem Jareckim. Powiedziałabym, że to był jeden z absolutnie najważniejszych mężczyzn w jej życiu. Człowiek, o którym ona sama mówiła, że był kryształowy, dojrzalszy niż rówieśnicy (czasem mu to nawet wyrzucała). Nigdy nie wątpiła w jego wielką klasę i wiedzę. Uwielbiała jego ironiczne poczucie humoru, jego czułość. Schodzili i rozchodzili przez sześć lat. Obydwoje mieli mocne charaktery. Do dzisiaj przyjaciele Agnieszki Osieckiej mówią, że gdyby ten związek przetrwał, to byłaby najszczęśliwsza właśnie z Jareckim.Osiecka już w dniu ślubu wiedziała, że to pomyłka. Miała wrażenie, że gra w ponurym filmieKiedy się rozstali, niemal w tym samym czasie on ożenił się z aktorką Anną Prucnal, a ona wyszła za Wojciecha Frykowskiego. Znajomi uważali, że zrobili sobie w ten sposób na złość. Frykowski był kolorową postacią. Ciągle kręcił się w środowisku filmowym, bo marzyło mu się, by być producentem, choć nieszczególnie miał do tego talent. Ale miał bardzo bogatego ojca i korzystał z jego pieniędzy. Słynął z udziału w rajdach samochodowych, w których rozbijał auta, a także z imprez w jego mieszkaniu w Łodzi, które potrafiły trwać miesiąc. Jego idolem był Marek Hłasko, więc gdy Wojtek poznał Agnieszkę, imponowało mu, że ta kobieta była kiedyś związana z jego idolem.Nikt tej relacji nie wróżył sukcesu, bo obydwoje byli z innych światów, byli krańcowo różni. Osiecka mówiła o Frykowskim, że „ludzie go słuchali jak wędrownego łódzkiego Homera”, bo miał takie wyczucie co komu opowiedzieć.Podobno sama mu się oświadczyła?Tak rzeczywiście było. Wzięli ślub w Zakopanem. Osiecka już w dniu ślubu wiedziała, że to pomyłka. Miała wrażenie, że gra w ponurym filmie. Jej rodzice, a zwłaszcza ojciec, byli przeciwni temu małżeństwu. Ale z racji tego, że wychowywali córkę w poczuciu wolności, po prostu przyjęli to do wiadomości.Przyborze było przykro, gdy z czasem uzmysłowił sobie, że to on zakochał się bardziej niż ona. Agnieszka wyznała mu, że długo wydawało jej się, że to „jest na lipę”Małżeństwo to jednak długo nie trwało.Kilka miesięcy, ale formalnie 18. Osiecka wstydziła się przed znajomymi, że Frykowski jest jej mężem. Jego ojciec podarował im po ślubie posiadłość w Radonicach, do której zapraszali znajomych z Warszawy. Agnieszka w roli pani domu nie potrafiła się odnaleźć. Czuła się tam wyobcowana. Uciekła w końcu od Frykowskiego, bo ten był o nią bardzo zazdrosny i bywał agresywny. Gdy dowiedział się, że Andrzej Jarecki po jednym ze spektakli odprowadził ją do domu, podniósł na nią rękę. Następnego dnia Osiecka u adwokata złożyła papiery rozwodowe.Relacją, o której swego czasu, dużo mówiło się w kontekście Osieckiej, była ta z Jeremim Przyborą, a to za sprawą książki z listami, które do siebie pisali.Gdy się poznali, ona miała 28 lat, była już po rozwodzie z Frykowskim. Jeremi Przybora miał 49 lat i dogorywało jego drugie małżeństwo. Ukrywali tę relację, w którą obydwoje weszli błyskawicznie. Poznali się w STS-ie i zaiskrzyło. W życiu Przybory to był najbardziej twórczy czas, czas wielkich sukcesów Kabaretu Starszych Panów. Wiele milionów Polaków oglądało go, kiedy tylko mogło.On zakochał się w niej, choć całe życie gustował w świetnie ubranych dziewczynach, do których Osiecka nie należała. Była za to niebywale błyskotliwa i inteligentna. Przyborze było przykro, gdy z czasem uzmysłowił sobie, że to on zakochał się bardziej niż ona. Agnieszka wyznała mu, że długo wydawało jej się, że to „jest na lipę”. Z jego strony to nigdy takie nie było.Można powiedzieć, że to była relacja bardziej korespondencyjna niż na żywo?Tak. Myślę, że to podobna relacja do tej z Markiem Hłaską. Obie strony chcą się wznieść na wyżyny swoich umiejętności, korespondować z kimś, kto jest na ich poziomie. Jakże Agnieszka i Jeremi mogliby nie wykorzystać do uwodzenia swoich najmocniejszych kart. Wiedzą, jak stymulować te miejsca, które karmią wyobraźnię. Składają hołdy swoim talentom.We wstępie do książki „Mężczyźni Osieckiej” wspomniałam, że „ludzi kochających pisać nic nie podnieca tak, jak dobrze użyte słowo”. Ich uczucie najgorętsze jest, gdy do siebie piszą. Na kanwie tej miłosnej korespondencji rodzą się teksty śpiewanych potem przez całą Polskę piosenek o miłości, niepewności i tęsknocie. Mam na myśli „Byle nie o miłości”, „Dookoła noc się stała” czy „Na całych jeziorach ty”. A z Kabaretu Starszych Panów „S.O.S” czy „Inwokacja” ze słynnym wersem: „Bez ciebie jestem tak smutny, jak kondukt w deszczu pod wiatr".Jej przekleństwem okazało się to, że lubiła „ładne nieprawdy”, złudzenia, niedomówienia, znaki zapytania. One karmiły jej wyobraźnię i jej twórczość, ale nie karmiły jej poczucia bezpieczeństwaPo Jeremim Przyborze w jej życiu pojawił się Daniel Passent. Jeden z tych statecznych, odpowiedzialnych mężczyzn. Przeciwieństwo tych, z którymi do tej pory tworzyła relacje?Jej znajomi zastanawiali się, jak długo przetrwa ten związek. Rzeczywiście Daniel Passant był poukładanym mężczyzną. Spędzili ze sobą niemal dekadę. Osiecka miała przeczucie, że nie jest osobą stworzoną do budowania domu. Mówiła, że potrafi sobie wyobrazić, jak bardzo można chcieć napisać książkę, ale nie potrafi sobie wyobrazić, jak bardzo można chcieć mieć dom jednorodzinny. W jej rodzinnym domu była zawsze gosposia. Agnieszka nigdy nie musiała na przykład gotować. No więc nie umiała tego robić. Ale naprawdę starała się z Danielem Passentem stworzyć dom. Bardzo chcieli mieć dziecko. Swoją córkę Agatę Osiecka urodziła, mając 37 lat.Daniel Passent rzeczywiście okazał się dla niej ostoją?Był człowiekiem, na którym zawsze mogła polegać, ciepłym i błyskotliwym. Niektórzy uważali, że był zbyt nudny dla Agnieszki, ale ona temu zaprzeczała. Bywało, że razem pisali. Do śmierci Daniel Passent powtarzał, mimo że się rozeszli, że z Agnieszką, gdy było dobrze, to we wszystkim. Bo była skupiona na miłości, na obdarowywaniu ukochanej osoby, robieniu niespodzianek. A o siebie szczególnie nie dbała. Do końca życia pozostali przyjaciółmi.Ostatnie lata Agnieszki Osieckiej to związki z młodszymi od niej mężczyznami.Rzeczywiście. Zastanawiała się, czy to przypadek. Czy przyczaiła się do młodości, zmasakrowała swój dojrzały dom, żeby odwlec dorosłość, starość, śmierć. Zakochała się w mężczyźnie 15 lat młodszym, początkującym, obiecującym dziennikarzu. Postanowiła opuścić Stany Zjednoczone, gdzie przebywała z Passentem oraz Agatą, i wrócić do Polski. Dla kogoś, o kim nie mogła zapomnieć. Ale nie umiała też sobie darować, że zrobiła to Agacie. Kochała ją bardzo, chwaliła się nią, tylko że była z natury wolnym ptakiem.Co twoim zdaniem było największym przekleństwem Agnieszki Osieckiej?To, że gdy mogła wybrać między poczuciem bezpieczeństwa a piękną iluzją, zawsze wybierała iluzję. I że w swojej wyobraźni żyła trochę innymi historiami niż te, które wydarzały się naprawdę. Twierdziła, że ma skłonność do zmyślania ludzi, do życia we śnie, do realizowania fikcji na sobie samej, jak na króliku doświadczalnym. Jej przekleństwem okazało się to, że lubiła „ładne nieprawdy”, złudzenia, niedomówienia, znaki zapytania. One karmiły jej wyobraźnię i jej twórczość, ale nie karmiły jej poczucia bezpieczeństwa. A pod koniec życia napisała: „Człowiek potrzebuje w życiu czegoś stałego. Choćby nie wiem jak cygańsko, bujnie czy odkrywczo chciał żyć, potrzebuje stałych lądów, powtarzających się wątków, wiernych stworzeń. Od tego zależy jego bezpieczeństwo”.Czytaj także: Wyjątkowa premiera filmu Pawlikowskiego. Produkcja wyróżniona w Cannes