Alfabet Oczkosia. Alfabet jest bezlitosny. Po literze „B” przychodzi „C”. A skoro „C”, inaczej być nie może. Dziś rzecz się będzie miała o cymbalistach. Ale! Nie tych od instrumentów. Tamci przynajmniej potrafią wydobyć z siebie jakiś składny dźwięk. Mówię o nowej elicie politycznej, społecznej, narodowej. O ludziach, którzy wiedzą WSZYSTKO. Zawsze i od razu. Bez czytania, bez sprawdzania, bez zastanawiania się.Zastanawianie się jest zresztą mocno przereklamowane. Zresztą zrecenzować sztukę, którą się obejrzało w teatrze, czy książkę, którą się przeczytało, potrafi każdy, za przeproszeniem, głupi. W dzisiejszych czasach liczy się refleks i bezczelność w połączeniu często z chamstwem i głupotą. Kiedyś cymbalista siedział na kanapie i opowiadał rodzinie, jak powinien grać Kowalski w lidze podwórkowej. Dziś cymbalista ma internet i wie, jak Kowalski ma grać, a raczej rozgrywać i ogrywać na salonach wszelakich. I tu zaczyna się jazda bez trzymanki. Szołbiz pełną gębą. Czytaj też: Jak doszło do zmiany ustroju? Przemilczana historia opozycji Politycy bez mównicy Cymbalista współczesny ma jedną, niezwykłą cechę. Jest ekspertem od wszystkiego. Na epidemii zna się lepiej niż epidemiolodzy, na ekonomii lepiej niż ekonomiści, a na piłce nożnej lepiej niż trenerzy. Szczególnie wtedy, gdy jego drużyna właśnie przegrała z Ukrainą czy zremisowała z Nigerią. Jeszcze nie skończy się konferencja prasowa przeciwników politycznych, jeszcze kolega polityk nie zdąży zejść z mównicy, jeszcze dziennikarz nie zdąży postawić ostatniej kropki, a już tabuny cymbalistów wiedzą wszystko, a nawet więcej. Kto kłamie. Kto kradnie. Kto zdradza. Kto jest Niemcem. Kto jest agentem. Kto jest Bolkiem. Kto nie ma dostępu do tajemnic. I naturalnie, kto powinien natychmiast podać się do dymisji. Polityka wręcz uwielbia cymbalistów. Bo cymbalista jest wierny. Nie faktom. Nie argumentom. Nawet nie poglądom. Jest wierny emocjom. Dzisiaj klaszcze i krzyczy Donald Trump, Donald Trump – czy coś równie mądrego. Jutro gwiżdże. Pojutrze znów klaszcze. Wszystko zależy od tego, kto wrzuci bardziej efektowny filmik i kto napisze większymi literami, że właśnie uratował Polskę. Bo jak wiadomo: Po pierwsze Polska; po drugie nie kradnij, czy jakoś tak. Na każdy temat, czyli nieustający talk-show Najpiękniejsze jest jednak to, że cymbalista nigdy nie mówi: „Nie wiem”. To zdanie zniknęło z polskiego słownika. Zostało uznane za przejaw słabości charakteru. Dziś każdy ma opinię na każdy temat. Inflacja? Proszę bardzo. Wojna? Oczywiście. Energetyka jądrowa? Żaden problem. Hodowla alpak? Żaden problem. Nawet jak zapytają o uprawę alpak, też się wypowie. Przecież jak nie ma zielonego pojęcia, to i tak ma. W dawnych czasach, żeby zostać autorytetem, trzeba było coś osiągnąć. Napisać książkę, przeprowadzić badania, odkryć planetę albo przynajmniej wynaleźć spinacz biurowy. Dzisiaj wystarczy konto w mediach społecznościowych i zdjęcie profilowe wykonane pod odpowiednim kątem. I można budować zasięgi. Żyjemy bowiem w złotej epoce cymbalistów. Nigdy wcześniej nie mieli tak dobrze. Nigdy wcześniej nie dysponowali takimi narzędziami. Kiedyś, żeby opowiadać głupoty, trzeba było wyjść na rynek miasta i krzyczeć. Potem trzeba było znaleźć kilku słuchaczy. Dzisiaj wystarczy telefon, internet i przekonanie o własnej genialności. A z tym akurat nie ma najmniejszego problemu.Czytaj też: Subiektywny tydzień Zawioły. PSG dopięło swego. Złe informacje z Ukrainy Czy leci z nami pilot? A Polska jest krajem wyjątkowym. U nas każdy jest selekcjonerem reprezentacji, ekonomistą, strategiem wojskowym i konstytucjonalistą. Jednocześnie. To trochę tak, jakby pasażer lecący samolotem nagle wstał z miejsca i powiedział: „Pilot może sobie odpocząć. Obejrzałem trzy filmiki na YouTubie. Dam radę”. I niestety mam nieodparte wrażenie, że spora część pasażerów jeszcze by mu biła brawo. Współczesny świat przypomina gigantyczny konkurs pod tytułem: „Kto nic nie wie, ale wypowie się jako pierwszy?”. Nagrody oficjalnie nie przewidziano, chociaż patrząc na kariery niektórych wybitnych cymbalistów, np. w polityce, zaczynam mieć wątpliwości. W dawnych czasach niewiedza była czymś naturalnym. Dzisiaj powiedzenie „nie wiem” brzmi niemal jak publiczne przyznanie się do przestępstwa.Społeczeństwo oczekuje opinii. Natychmiast. Najlepiej w ciągu trzydziestu sekund od wydarzenia. To nie wydarzenie jest ważne. Ważniejszy jest komentarz do wydarzenia. A jeszcze ważniejszy komentarz do komentarza. I tak powstaje perpetuum mobile współczesnego życia publicznego. Politycy coś powiedzą. Media skomentują. Eksperci wyjaśnią. Internauci wyśmieją. Potem politycy komentują komentarze ekspertów, eksperci komentują reakcje internautów, a internauci komentują wszystko razem. Po tygodniu nikt już nie pamięta, od czego się zaczęło. Nie ma znaczenia logika. Nie ma znaczenia pamięć. Najważniejsza jest bańka, najlepiej internetowa. Bo cymbalista w ogóle nie szuka prawdy. On szuka swoich. A kiedy już ich znajdzie, przestaje słuchać. Wtedy każda krytyka jest atakiem. Każdy argument prowokacją. Każdy fakt manipulacją. A źródłem „wiedzy” pozostają memy. Człowiek, który przeczytał pół nagłówka i już jest gotowy do walki. Nie zna faktów. Nie zna kontekstu. Nie zna tematu. Ale jak już wspomniałem, zna emocje. A emocje są dzisiaj walutą znacznie cenniejszą od wiedzy. Najgorsze jest jednak to, że cymbalistów nie da się przekonać. Można im pokazać dane. Można przedstawić dokumenty. Można wyciągnąć nagrania. Można pokazać zdjęcia. A oni odpowiedzą: Tak, ale ja mam swoje zdanie. I wtedy człowiek rozumie, że właśnie przegrał starcie z najpotężniejszą bronią XXI wieku. Nie z argumentem. Nie z wiedzą. Nie z logiką. Ze świętym prawem do nieomylności, bezczelności, często zwykłego chamstwa. Medalista cymbalista Dlatego sądzę, że cymbalista powinien zostać oficjalnie uznany za symbol naszych czasów. Nie bocian. Nie żubr. Nie orzeł. Nie kapibara. Cymbalista po prostu.I dlatego mam postulat. Trzeba koniecznie ustanowić Dzień Cymbalisty. Raz w roku wszyscy spotkaliby się na wielkim kongresie „Cymbały i Przyjaciele”. Jedni tłumaczyliby innym, jak prowadzić państwo. Inni wyjaśnialiby, jak trenować reprezentację, jak i dlaczego nie należy się szczepić, dlaczego rodzina to chłopak i dziewczyna, a jeszcze inni opowiadaliby, jak wychowywać dzieci, choć ich największym osiągnięciem pedagogicznym było utrzymanie przy życiu kaktusa przez dwa tygodnie i podanie kotom saszety. Z tym kongresem mam tylko jeden problem. Gdzie miałby się odbyć? Gdzie ich wszystkich zmieścić z takim ogromem mądrości i… ego. Największym „sukcesem” współczesności nie jest AI, czyli sztuczna inteligencja. Nie jest lot w kosmos czy fotowoltaika, (wiadomo, że oze-sroze). Największym „sukcesem” jest naturalna bezczelność ludzi, którzy nie wiedząc nic, nie orientują się, są zarobieni, a mimo to znajdą zawsze czas, żeby do nas mówić, przemawiać, wykrzykiwać, wrzeszczeć i pouczać innych całymi godzinami.Dawniej, jak czegoś nie wiedziałeś, to siedziałeś cicho i próbowałeś się dowiedzieć. Dawniej po prostu głupota lubiła ciszę. Dziś ma szybki internet, konto w mediach społecznościowych i poczucie misji.I tak się czasem zastanawiam, czy cymbaliści rzeczywiście są wszędzie...czy może po prostu zaczęli mówić głośniej od wszystkich pozostałych. Były kiedyś takie czasy, że cymbały służyły do tworzenia muzyki. Było minęło. Teraz cymbaliści naszych czasów produkują wyłącznie hałas, hejt, kłamliwe narracje i złe emocje.A najciekawsze jest jednak to, że każdy z nas zna przynajmniej kilku cymbalistów. A jeśli twierdzisz, że nie znasz żadnego... to istnieje spore ryzyko, że właśnie znalazłeś się na liście podejrzanych. :-)***„Było cymbalistów wielu, Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu” (A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, Księga XII)