Maja o meczu ze Sznajder. – Myślę, że była to niezwykła batalia, szczególnie pierwszy set. Kosmicznie ciężki mecz dla mnie i dla niej. Psychicznie i fizycznie – powiedziała na antenie Eurosportu Maja Chwalińska, która awansowała do finału Rolanda Garrosa. Imprezę w Paryżu Polka rozpoczynała trzy tygodnie temu od kwalifikacji. Nikt tego jeszcze nie dokonał. Maja Chwalińska napisała historię polskiego sportu i światowego tenisa. Po Agnieszce Radwańskiej i Idze Świątek jest trzecią polską zawodniczką, która wystąpi w wielkoszlemowym finale w erze Open w grze singlowej.Kosmicznie ciężki mecz, bataliaChwalińska stała się także pierwszą w historii Rolanda Garrosa kwalifikanktą, która awansowała do finału. W półfinale 24-latka pokonała w czwartek Dianę Sznajder 7:5, 6:4. – Jestem fanką gry Diany. Myślę, że była to niezwykła batalia, szczególnie pierwszy set. Kosmicznie ciężki mecz dla mnie i dla niej. Psychicznie i fizycznie – mówiła Maja Chwalińska dodając po prostu, że było to „fajne doświadczenie”.Chwalińska przyznała, że „ma nadzieję, że to nie ostatni” tak doskonały turniej w jej wykonaniu. – Będę nad tym pracować – uśmiechnęła się i szybko skierowała uwagę na finał, w którym zmierzy się w sobotę z kolejną Rosjanką Mirrą Andriejewą.Chwalińska: Dziękuję za trzymanie kciuków– Mam nadziej, że będę w stanie to celebrować. Będę chciała wygrać. Mam nadzieję, że uda mi się celebrować ten dzień – mówiła i zaprosiła kibiców do trzymania dalej kciuków za jej występ:„Gorąco zapraszam wszystkich kibiców do oglądania. Dziękuję za trzymanie kciuków, ale jeszcze się zmobilizujmy na ten dzień”. Bezpośrednio po zwycięstwie w wywiadzie na korcie mówiła, że to, co się wydarzyło, „jest jak sen. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć”.Chwalińska nie ukrywała, że w związku z rozegraniem meczów także w kwalifikacjach czuje się „nienajlepiej, nie będę kłamać”. – Gra z jednymi z najlepszych zawodniczek na świecie dzień po dniu to ogromne wyzwanie. Ale to jest Wielki Szlem, więc trzeba dawać z siebie wszystko i jeszcze więcej. Ja na to ani trochę nie narzekam – podkreśliła. Przez większość zaciętego pojedynku z dwa i pół roku młodszą i znacznie wyżej notowaną w światowym rankingu Sznajder Polka potrafiła zachować spokój. – Czasem też bywam szalona... Ale staram się panować nad sobą, bo wiem, że to dla mnie najlepszy sposób, żeby grać na moim najwyższym poziomie. Staram się być spokojna, ale we mnie, w środku, jest burza – mówiła z szerokim uśmiechem Chwalińska.