Ukraiński dziennikarz o wspólnej historii. Nikt w Ukrainie nie gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej, ale wielu Ukraińców uważa UPA za część walki o niepodległość – powiedział PAP Roman Romaniuk, dziennikarz polityczny opiniotwórczego portalu „Ukraińska Prawda”, komentując decyzję prezydenta Ukrainy o nadaniu jednostce sił zbrojnych imienia „Bohaterów UPA” i emocje, jakie to wywołało w Polsce. Jego zdaniem źródłem obecnego sporu jest zasadnicza różnica między polską i ukraińską pamięcią historyczną.Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski 27 maja nadał jednej z jednostek sił zbrojnych swego kraju imię „Bohaterów UPA”, co wywołało falę krytyki w Polsce. Prezydent Ukrainy mówił, że chciał „przywrócić historyczne tradycje narodowego wojska”. Dodał, że decyzję powziął „uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych jej zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.Dziennikarz polityczny Roman Romaniuk, pytany dlaczego Ukraina odwołuje się dziś do postaci takich jak przywódcy OUN, które budzą silne emocje w Polsce, odparł, że niektórzy z nich są dla Ukraińców bohaterami narodowymi. „Jeśli mówimy o Andriju Melnyku, Jewhenie Konowalcu czy Stepanie Banderze, to dla znacznej części Ukraińców są oni bohaterami narodowymi. Dlatego się do nich odwołujemy. Dlatego też podejmowane są działania, by ich szczątki spoczęły w ojczystej ziemi, o której niepodległość walczyli” – wskazał. Dodał, że odniósł wrażenie, że źródłem wielu nieporozumień jest założenie obecne w części polskiej opinii publicznej, że gdy prezydent nadaje jednostce wojskowej nazwę „Bohaterów UPA”, to automatycznie gloryfikuje osoby odpowiedzialne za zbrodnie popełnione na Polakach na Wołyniu”. Założenie to jest według Romaniuka błędne. Czytaj też: Zełenski straci Order Orła Białego? „Nie zalecam decyzji nieprzemyślanych”„Nikt w Ukrainie nie gloryfikuje ludzi odpowiedzialnych za czystki etniczne czy inne zbrodnie. Naród, który sam przeżył Wielki Głód, represje sowieckie i deportacje, nie może czcić sprawców podobnych zbrodni” – podkreślił.Jego zdaniem problem polega na tym, że przez wielu Polaków UPA jest postrzegana wyłącznie przez pryzmat zbrodni wołyńskiej. Tymczasem w Ukrainie pamięta się przede wszystkim tysiące ludzi, którzy walczyli w jej szeregach o niepodległość kraju.Jak podkreśla, nikt nie próbuje negować ani usprawiedliwiać zbrodni wołyńskiej. „W Ukrainie panuje przekonanie, że były to tragiczne i zbrodnicze wydarzenia. Prosimy jedynie, by nie obarczać winą całej UPA za działania części jej członków oraz by nie przenosić odpowiedzialności za te wydarzenia na cały współczesny naród ukraiński” – zaapelował.Przyznał też, że sam pochodzi z Wołynia i nie zna ludzi, którzy twierdziliby, że to, co wydarzyło się na Wołyniu, nie było zbrodnią.„Mam jednak wrażenie, że Polacy i Ukraińcy patrzą dziś na różne fragmenty tej samej historii. W Polsce UPA kojarzona jest przede wszystkim z ludźmi odpowiedzialnymi za zbrodnie. W Ukrainie pamięta się przede wszystkim walkę o niepodległość” – wskazał.Zaznaczy, że Ukraina wielokrotnie przepraszała Polaków za tragiczne wydarzenia na Wołyniu. Gwałtowna reakcja w Polsce, brak zainteresowania w UkrainiePremier Tusk, komentując w miniony piątek sprawę, zaznaczył, że decyzja Zełenskiego jest niepokojąca z punktu widzenia relacji między oboma państwami, narusza polską wrażliwość historyczną, i „niepotrzebnie znowu wynosi na dość niepokojący poziom kwestie różnic historycznych”, a reakcja prezydenta Karola Nawrockiego „jest podobnym krokiem”. Dodał, że „bardzo by chciał, żeby prezydenci obu krajów mądrze dbali o to, żeby nasze relacje były jak najlepsze” i oczekiwałby od obu prezydentów, żeby potrafili wznieść się ponad historyczne emocje.Czytaj też: Były ambasador Polski zwrócił Zełenskiemu medal „Za zasługi”Sprzeciw wobec decyzji Zełenskiego wyraził też Instytut Pamięci Narodowej, podkreślając, że Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.Roman Romaniuk powiedział, że zobaczył „bardzo gwałtowną reakcję w Polsce i niemal całkowity brak zainteresowania tą sprawą w Ukrainie”. „Rozumiem polskie emocje, ponieważ wynikają one z przekonania, że UPA jako całość ponosi odpowiedzialność za zbrodnie. Z ukraińskiej perspektywy jest to jednak założenie błędne. Trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś celowo chciał wywołać konflikt z Polską w momencie, gdy po latach napięć udało się wznowić dialog historyczny, rozpocząć ekshumacje ofiar i poprawić atmosferę we wzajemnych relacjach. Nie widzę w tym żadnej świadomej prowokacji” – wskazał.UPA punktem spornym relacji polsko-ukraińskich Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków, w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.Warszawa i Kijów od lat różnią się w ocenie tych wydarzeń. Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często postrzegane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu.Czytaj też: Kijów odpowiada na oburzenie w Polsce. Chodzi o „bohaterów UPA”