„Rozmowy (nie)wygodne” w TVP Info. Gościem Mariusza Szczygła w „Rozmowach (nie)wygodnych” był Janusz Leon Wiśniewski – doktor informatyki, doktor habilitowany chemii, fizyk, ekonomista, a także pisarz i autor książki „Samotność w sieci”.Szczygieł przypomniał słowa Wiśniewskiego o tym, że „szczęśliwi ludzie książek nie piszą, że do pisania potrzebne jest nieszczęście”.„Rozmowy (nie)wygodne”: gościem Janusz Leon Wiśniewski– Źródłem tego, że zamiast pisać programy dla chemii – w zasadzie też napisałem o czymś, co jest związane wyłącznie z chemią, bo ja wiem, co ludzie mają w mózgu, jak się kochają albo co się dzieje, jak te substancje im giną – był autentyczny smutek. Wynikał on z zaniedbań w moim życiu i zajęcia się swoją – w cudzysłowie – tak zwaną karierą naukową. Byłem skupiony na robieniu tych wszystkich tytułów naukowych, które mam – wyjaśnił autor „Samotności w sieci”.Czytaj również: „Uzyskałem skórę nosorożca”. Jan Peszek w „Rozmowach (nie)wygodnych”– Tak mi się zdarzyło, z wszystkiego mogę się wytłumaczyć, ale moje małżeństwo się rozpadało wtedy, a ja zaniedbałem swoją rodzinę… Przychodziłem do domu tak późno, że już dzieci spały, żeby czytać im bajki, a wychodziłem tak wcześnie, że jeszcze spały. W pewnym momencie kobieta, która była ze mną, nie chciała się z tym pogodzić, że została... i rozstawaliśmy się. To było dla mnie straszne przeżycie, związane z czymś, co skończyło się depresją – wspominał pisarz.Pisanie książki „pojawiło się na boku”Janusz Leon Wiśniewski przyznał, że jego priorytetem były projekty naukowe, a pisanie książki „pojawiło się na boku”. – Przez długi czas moja żona nauka o tej kochance literaturze w ogóle nic nie wiedziała – jak to u mężczyzn bywa, nie mówią o takich sprawach – dodał.Wiśniewski wyznał, że kiedy powstawała większość jego książek, mieszkał w Niemczech. – Jedynie moja ostatnia pozycja wydana w Znaku – zbiór opowiadań „Stany splątane” – została napisana w Polsce – zaznaczył.– Kiedy pojawił się smutek związany z rozpadem mojego małżeństwa, uznałem, że w moim instytucie pisanie o miłości mogłoby zostać odebrane jako niepoważne w porównaniu z tą wielką, stojącą na piedestale, boską nauką, którą się zajmowałem. Postanowiłem więc nikomu o tym nie mówić – przyznał autor.– Przez osiem lat udawało mi się utrzymać to w tajemnicy. Jak pan wspomniał, powstał już nawet film, a książka trafiła do siedemnastu krajów, ale w samych Niemczech wciąż była niedostępna. Zrobiłem wszystko, aby się tam nie pojawiła – trzymałem swoją twórczość w sekrecie i nie wysyłałem maszynopisów do niemieckich wydawnictw. Działo się to ku ogromnemu żalowi moich córek, które bardzo chciały zobaczyć książkę tatusia na niemieckiej półce księgarskiej – dodał Janusz Leon Wiśniewski.Czytaj również: Jego akcją żyła cała Polska. Łatwogang ogłasza, że znika z sieci