Przegląd tygodnia. W ubiegłą niedzielę mieszkańcy Krakowa zdecydowali o odwołaniu prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego. Przypomnijmy, że objął on urząd po wieloletnich rządach starszego o trzy dekady prof. Jacka Majchrowskiego. Miszalski miał być powiewem świeżego powietrza, jednak szybko spotkał się z narastającą krytyką znacznej części mieszkańców. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów jego polityki było wprowadzenie strefy czystego transportu równolegle z podwyżkami cen biletów komunikacji miejskiej. To nie mogło się udać…Inicjatywa referendalna, która rozpoczęła się od grupy około 20 osób, została szybko podjęta przez partie opozycyjne. Prawo i Sprawiedliwość od lat nie jest w stanie przebić szklanego sufitu w największych miastach w Polsce i nie wygrywa wyborów w metropoliach. Włodarze związani z PiS-em rządzą dziś właściwie tylko w kilku dużych ośrodkach, takich jak Stalowa Wola czy Chełm. Spore pieniądze w kampanię referendalną włożył też Łukasz Gibała, który już trzykrotnie próbował wygrać wybory w Krakowie, za każdym razem bezskutecznie. Gibała ma ciekawy życiorys: był związany z Platformą Obywatelską i Ruchem Palikota, a rodzinnie spokrewniony jest z Jarosławem Gowinem. Dzięki jego pieniądzom oraz zaangażowaniu dużych ugrupowań mogły powstawać gazetki, filmiki, spoty i posty, bardzo brutalnie uderzające we współpracowników i współpracowniczki Aleksandra Miszalskiego. Często też generowane lub oparte na fałszywych lub zmanipulowanych treściach.To daje nam pewien przedsmak tego, jak może wyglądać kampania przed wyborami w 2027 roku i do czego powinni przygotować się politycy. Jaki byłby wynik referendum, gdyby nie wmieszała się w nie polityka centralna i spore pieniądze – tego dziś nie zweryfikujemy.Odwołanie prezydenta z Koalicji Obywatelskiej jest oczywiście bolesnym ciosem w obóz rządzący, a przez polityków PiS, jak również Konfederacji i Partii Razem w Krakowie, zostało odebrane bardzo entuzjastycznie.Sam Miszalski grał na frekwencję wystarczająco niską, by referendum nie mogło być ważne. To zresztą częsta strategia włodarzy miast, którzy mierzą się z próbą ich odwołania. Już kilka tygodni temu mówiło się jednak, że jeśli uda się zebrać wystarczającą liczbę podpisów, aby referendum się odbyło, wynik będzie przesądzony na niekorzyść Miszalskiego. I ta prognoza się spełniła. Kampania była cały czas „dopalana”, zarówno finansowo, jak i politycznie. I mimo że 24 maja była piękna pogoda, co teoretycznie sprzyja niższej frekwencji, bo głosujący wyjeżdżają w plener, zebrała się wystarczająca liczba osób, aby referendum dotyczące Miszalskiego było ważne, a sam Miszalski został odwołany.Rada miasta nie została odwołana.W niedzielę wieczorem i w poniedziałek rano politycy PiS prześcigali się w kąśliwych uwagach. „Dzisiaj Kraków, za rok cała Polska”, „dziś krakowski Tusk, za rok Donald Tusk”. Padały też zapowiedzi, że to dopiero początek i po Krakowie podobne inicjatywy będą pojawiały się w kolejnych dużych miastach.Oczywiście dla koalicji 15 października, a zwłaszcza dla Koalicji Obywatelskiej, odsunięcie Aleksandra Miszalskiego to ogromny problem. Donald Tusk skomentował sprawę krótko: „taka jest demokracja”. Ale to, że w KO spodziewano się porażki Miszalskiego, pokazuje choćby fakt, że na ostatniej prostej właściwie żaden z ogólnopolskich polityków nie kwapił się, żeby pojechać do Krakowa i publicznie wesprzeć ówczesnego prezydenta.Co dalej? Funkcję komisarza miasta objął Stanisław Kracik, dotychczasowy wiceprezydent Krakowa. A na przełomie sierpnia i września odbędą się wybory.I tu pojawia się prawdziwa zagwozdka, bo Prawo i Sprawiedliwość, tak radośnie reagujące na przegraną Miszalskiego, nie ma dziś kandydata, który miałby wygraną w kieszeni. Podobno propozycję startu składano Małgorzacie Wassermann, bardzo popularnej polityczce PiS z Krakowa, ale miała nie być zainteresowana. Na giełdzie nazwisk pojawił się też Andrzej Duda, jednak miał być wręcz oburzony sugestią, że po dwóch kadencjach jako prezydent Polski miałby ubiegać się o funkcję włodarza miasta, nawet tak pięknego jak Kraków.Czytaj też: Miszalski żegna się z urzędem. „Nie cieszę się, ale taka jest demokracja”Kandydatka LewicyLewica zapowiada, że wystawi własnego kandydata, a właściwie kandydatkę, bo wszystko wskazuje na to, że będzie nią Daria Gosek-Popiołek, lubiana krakowska polityczka. Politycy Lewicy przekonują, że w drugiej turze oczywiście cała koalicja będzie popierać jednego wspólnego kandydata lub kandydatkę. Konfederacja już wystawiła Bartosza Bocheńczaka, sekretarza krajowego Nowej Nadziei, który pracował przy kampanii Sławomira Mentzena.Jeśli chodzi o Koalicję Obywatelską, pojawiają się takie nazwiska jak Bogdan Klich, który miałby wrócić ze Stanów Zjednoczonych, senatorka Monika Piątkowska czy Paweł Kowal. Są też zgłoszenia zaskakujące, jak Marian Banaś czy Marianna Schreiber.Najbardziej prawdopodobny wydaje się dziś scenariusz, w którym prezydentem Krakowa zostanie Łukasz Gibała, tak mocno zaangażowany w kampanię przeciwko Miszalskiemu. Pytanie, czy poprze go któraś z dużych partii ogólnopolskich. Jeszcze dwa lata temu, podczas wyborów samorządowych, Prawo i Sprawiedliwość podobno nie akceptowało Gibały z uwagi na jego dawne związki z Ruchem Palikota. Czy poprze go Koalicja Obywatelska? Taki scenariusz dziś trudno sobie wyobrazić, ale polityka wielokrotnie pokazywała, że wszystko jest możliwe.***Niedługo PiS mógł cieszyć się porażką Koalicji Obywatelskiej w Krakowie, bo sprawę dość szybko przykryła kolejna wewnętrzna awantura. Oto bowiem prezydent Karol Nawrocki powołał sędziego Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego.Decyzja ta spotkała się z gwałtowną i bardzo krytyczną reakcją Sławomira Cenckiewicza, byłego szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ale też przecież bliskiego przyjaciela Karola Nawrockiego. Z decyzją prezydenta nie zgadza się także Jarosław Kaczyński, który jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem nominacji napisał na platformie X: „26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawę agenturalnej przeszłości L. Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 roku, nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego”. Później Kaczyński stwierdził, że choć w dalszym ciągu uważa tę decyzję za błąd, to prezydent jest tutaj decydentem i nie ma do niego pretensji.Ciekawe jest też to, że Telewizja Republika, sprzyjająca Prawu i Sprawiedliwości, po decyzji Karola Nawrockiego dotyczącej sędziego Kępińskiego bardzo ostro zaatakowała prezydenta i nie szczędziła mu krytycznych słów.O co chodzi? W skrócie o to, że w 2000 roku Zbigniew Kapiński znajdował się w składzie sędziowskim, który orzekł, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne i nie był agentem służb specjalnych PRL. Prawo i Sprawiedliwość i Sławomir Cenckiewicz nie mogą tego Kapińskiemu wybaczyć.***W tym tygodniu doszło również do pierwszych zatrzymań w sprawie serii fałszywych alarmów, które przetoczyły się przez Polskę w ciągu ostatnich kilkunastu dni. Okazało się, że chodzi o grupę młodych ludzi, którzy komunikowali się za pomocą platform internetowych. Część z zatrzymanych miała już wcześniej problemy z prawem.Minister Kierwiński nie wyklucza kolejnych zatrzymań, ale już te pierwsze działania pokazują, że wbrew zarzutom opozycji służby pracują i reagują. Pewnie dopiero przed nami ustalenie, czy za grupą dwudziestokilkulatków stał ktoś jeszcze i czy tropy mogą prowadzić również na wschód.***W piątek Sejm uchwalił ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. „Za” była zdecydowana większość koalicji 15 października, poza czterema posłami PSL-u, przeciw oczywiście PiS i Konfederacja.Choć proponowane rozwiązanie jest bardzo okrojone w porównaniu z pierwotnymi zapowiedziami i tym, nad czym zaczynała pracę Katarzyna Kotula, wówczas ministra do spraw równości, a dziś ministra w Kancelarii Premiera i pełnomocniczka rządu do spraw równości, to jednak daje związkom niebędącym małżeństwem pewne podstawowe minimum zabezpieczenia ich praw.Mimo to PiS i Konfederacja mówią o uderzeniu w polską rodzinę, powołując się na konstytucję, i twierdzą, że ustawa o statusie osoby najbliższej daje osobom podpisującym taki dokument przywileje równe małżeństwom. To oczywiście nieprawda, ale nie ma wątpliwości, że mimo iż Karol Nawrocki nawet w trakcie kampanii wyborczej formułował sugestie, że mógłby poprzeć jakieś rozwiązanie dotyczące statusu osoby najbliższej, jest raczej pewne, że ustawę, gdy trafi na jego biurko, zawetuje.Jest to jednak historyczny moment, ponieważ to pierwsza ustawa jakkolwiek regulująca związki, które mogą zawierać także osoby tej samej płci, przyjęta przez polski Sejm. Niespełnienie tych obietnic i oczekiwań części elektoratu będzie więc obciążać przede wszystkim Karola Nawrockiego.Czytaj też: Fałszywe alarmy. Szef MSWiA: Planowane kolejne zatrzymania