Wpisy pomijają kluczowy kontekst. W mediach społecznościowych ponownie pojawiają się wpisy sugerujące, że Unia Europejska narzuci zakazy dotyczące aut spalinowych, podczas gdy unijni politycy sami korzystają z limuzyn na benzynę i diesla. Tymczasem UE nie planuje zakazów związanych z korzystaniem z obecnych aut, a po 2035 r. nadal będzie to możliwe. Na portalach społecznościowych coraz częściej pojawiają się wpisy sugerujące, że „Bruksela zakazuje ludziom samochodów spalinowych, a sama jeździ luksusowymi limuzynami na benzynę i diesla”.W tym kontekście często pojawia się również nazwisko Ursuli von der Leyen oraz zarzut hipokryzji: zwykłym obywatelom mają być narzucane elektryki, podczas gdy unijni urzędnicy nadal korzystają z aut spalinowych.Tego typu przekaz został udostępniony na X m.in. przez polityka PiS Macieja Wąsika. Czytaj także: Kolejne umowy z SAFE podpisane. W tym tygodniu kilkadziesiąt następnychUE nie narzuca obywatelom zakazówJednakże Unia Europejska nie zakazuje ludziom korzystania z obecnych samochodów spalinowych ani nie narzuca obywatelom licznych zakazów.Osoby, które dziś mają auta benzynowe albo diesle, nadal będą mogły nimi jeździć, sprzedawać je i kupować używane samochody także po 2035 roku. Nie ma również planów odbierania ludziom aut ani wyrzucania silników spalinowych z dróg. Unijne przepisy dotyczą wyłącznie sprzedaży nowych aut w przyszłości, a nie użytkowania obecnych pojazdów. Co więcej, sama UE zaczęła wycofywać się z najbardziej radykalnej wersji wcześniejszych planów. Początkowo politycy w Brukseli mówili o praktycznym zakończeniu sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 roku.Z kolei dziś podejście jest znacznie bardziej elastyczne. Zamiast sztywnego zakazu – wbrew medialnym publikacjom – coraz częściej mówi się o ograniczeniu emisji CO2 i pozostawieniu producentom większej swobody technologicznej. Oznacza to, że po tym czasie nadal mogą funkcjonować hybrydy, hybrydy plug-in czy silniki spalinowe korzystające z paliw syntetycznych i niskoemisyjnych. Uproszczenia związane z unijnymi politykamiNa tym tle często wraca też temat służbowych samochodów unijnych polityków. Internetowe wpisy przedstawiające, iż „obywatelom każą jeździć elektrykami, a sami nadal wybierają limuzyny spalinowe” jest dużym uproszczeniem.W rzeczywistości unijni urzędnicy przez lata korzystali ze spalinowych aut służbowych, głównie ze względów bezpieczeństwa. Ursula von der Leyen jeździ opancerzoną limuzyną spalinową, gdyż na rynku nie ma jeszcze odpowiednio chronionego elektryka.Hasło „zakazują ludziom, a sami jeżdżą spalinówkami” działa głównie dlatego, że trafia w emocje. Łatwo buduje obraz elit, które są z dala od codziennych problemów kierowców. Jednakże taki przekaz pomija najważniejsze fakty – UE nie odbiera ludziom samochodów, nie narzuca zakazów o autach spalinowych i sama zaczyna odchodzić od najbardziej radykalnych planów pełnej elektryfikacji. Czytaj także: Przygotowania do rozmów z Moskwą. „Europa nie będzie neutralnym mediatorem”