Sprawa o miliony. Norweski piłkarz Manchester City Erling Haaland od trzech lat nie mógł zarejestrować znaku handlowego ze swoim nazwiskiem na terenie Unii Europejskiej, ponieważ zrobił to wcześniej ktoś inny. Jak się okazało, był to zamieszkały w Oslo... Polak. Jak podały norweskie media, gwiazdor wygrał sprawę w europejskim urzędzie patentowym EUIPO, który podjął ostateczną decyzję o przyznaniu pełnych praw komercyjnych piłkarzowi i zastrzeżeniu jego nazwiska jako znaku handlowego.Historia zaczęła się latem 2023 roku, kiedy piłkarz złożył do norweskiego urzędu patentowego podanie o zarejestrowanie marki „Erling Haaland”.Wniosek natychmiast odrzucono, ponieważ w 2022 roku pewien 30-letni mieszkaniec Oslo zastrzegł markę „Haaland” i urząd uznał, że „Erling Haaland” to nazwa zbyt podobna, więc musi odmówić rejestracji.Nieznany mężczyzna zastrzegł markę „Haaland” w całej Unii Europejskiej na 16 branż produktów – od napojów energetycznych i batonów, przez ubrania, aż po buty sportowe.Zastrzeżony „Haaland”. Polak z Oslo odmówił kontaktuKanał telewizji TV2 ustalił, że chodzi o obywatela polskiego zamieszkałego w Oslo, który jednak odmówił jakichkolwiek wyjaśnień i kontaktu.Adwokaci piłkarza przez dwa lata pracowali nad wnioskiem o wyrejestrowanie istniejącej już marki jako powstałej „w złej wierze” i tylko w celu uzyskania korzyści finansowych. We wrześniu 2025 wygrali pierwszą sprawę w EUIPO.W listopadzie jednak właściciel marki „Haaland” złożył apelację, której wynik ogłoszono teraz.Kreatywne, ale mało wiarygodne argumenty „polskiego biznesmena”TV2 przypomniała, że Manchester City i Borussia Dortmund doszły do porozumienia w maju 2022 i Haaland został piłkarzem angielskiego klubu 1 lipca tamtego roku.Transfer był bardzo głośny i szeroko opisywany przez media, natomiast 8 września w urzędzie patentowym w Oslo zarejestrowano markę „Haaland”. Adwokaci piłkarza podkreślali, że wnioskodawca musiał być bardzo wyrafinowany i świadomy jej wartości.Czytaj także: Nasze gwiazdy nie zawiodły. Polska lepsza od reszty świataOsoba nazywana w norweskich mediach „polskim biznesmenem” próbowała w apelacji wyjaśnić, że Haaland to skrót od projektu pod nazwą „High Advanced Activity Land” i parafraza polskiego słowa „hala”, lecz apelacja została odrzucona w całości z podkreśleniem, że są to „bardzo kreatywne, ale mało wiarygodne tłumaczenia”, zwłaszcza że w polskim słowie nie występuje podwójna litera „a”, jak w nazwisku piłkarza.