Rocznica śmierci słynnej koszykarki. Miała słabość do ciastek i wielki talent do koszykówki poparty doskonałymi warunkami fizycznymi. Zrobiła karierę w amerykańskiej WNBA, a z reprezentacją zdobyła w 1999 roku mistrzostwo Europy. Właśnie mija 15 rocznica śmierci Małgorzaty Dydek – jednej z najlepszych zawodniczek w historii polskiej koszykówki. Małgorzata Dydek zmarła 27 maja 2011 roku w australijskim Brisbane. Miała 37 lat. Koszykarka – zwana przez przyjaciół „Ptysiem”, ze względu na słabość do tych ciastek – odnosiła sukcesy na polskich i światowych parkietach. W latach 1992-2003 wystąpiła w 132 razy w reprezentacji, a podczas ME 1999, które zakończyły się triumfem biało-czerwonych, została wybrana do pierwszej piątki turnieju i była jego najskuteczniejszą zawodniczką (154 pkt).Miała poczucie humoru i lubiła robić żarty– Była osobą o bardzo ciepłym wnętrzu i wszystkie w kadrze „grzałyśmy się” przy tym jej cieple. Na zgrupowania przywoziła „świat”, czy to z klubów WNBA, czy europejskich. Uwielbiałyśmy jej słuchać, a ona lubiła opowiadać nie tylko o sportowej rywalizacji. Cały czas bardzo mi jej brakuje, a jej śmierć przeżyłam jako osobistą tragedię – powiedziała Elżbieta Nowak, obecna wiceprezes PZKosz, a przed laty koszykarka, koleżanka Dydek z drużyny mistrzyń Europy.Zobacz także: Pierwszy Polak odpadł z French Open. Majchrzak rozbity przez ChilijczykaJak przyznała, Dydek byłą bardzo otwarta na ludzi i miała poczucie humoru.– Dawała ludziom, kibicom całą siebie, ale były chwile, gdy potrzebowała też strefy dla siebie. Siadała w autokarze tuż za kierowcą, słuchawki, czapka i jej nie było. Miała poczucie humoru i lubiła robić żarty. Pamiętam jak z Beatą Krupską-Tyszkiewicz (najniższą w kadrze przyjaciółką z czasów wspólnej gry w Olimpii Poznań – red.) robiły popisowy numer. Gosia „pakowała” ją do torby na piłki i przynosiła do sali. Gdy ktoś otwierał torbę, Beata wyskakiwała i obydwie z „Ptysiem” zanosiły się śmiechem, widząc zdumione, a czasami i zdezorientowane koleżanki – wspomniała Elżbieta Nowak.Małgorzata Dydek w Galerii Sław FIBADydek, która uczestniczyła w igrzyskach w Sydney (2000), grała w najlepszych klubach Europy, m.in. w Hiszpanii i Rosji oraz w lidze WNBA w barwach Utah Starzz, San Antonio Silver Stars czy Connecticut Sun. Karierę zakończyła w barwach Los Angeles Sparks w 2008 roku. W sumie rozegrała za oceanem 323 spotkania, w których uzyskała 3220 punktów, miała 2143 zbiórki oraz 877 bloków, co do dziś jest rekordem tej ligi.– Trenerzy ustawili mnie w reprezentacji „na czwórce” przy Małgosi grającej jako środkowa „na piątce”. Na początku byłam zła, ale taki układ sprawdził się znakomicie, to dzięki niemu zdobyłyśmy mistrzostwo Europy, pojechałyśmy na igrzyska. Między nami nigdy nie było złej rywalizacji. A przecież przez nią siedem razy byłam wicemistrzynią Polski, bo przegrywałyśmy w finale z jej drużyną. Małgosia była gwiazdą i wiedziałam, że nie mam szans z nią konkurować w kadrze. Nie dawała jednak nikomu odczuć tego, że jest zawodniczką światowej klasy. Była olbrzymią częścią naszych sukcesów reprezentacyjnych. Bez niej nie byłoby złotego medalu w Katowicach. Dla mnie gra z nią była przyczynkiem do rozwoju, bo jako „czwórka” nauczyłam się nowych rzeczy – dodała Nowak i przyznała, że jest wdzięczna, iż dane było jej grać z Dydek w jednym zespole.Pośmiertnie – w 2019 roku – Dydek została wprowadzona do Galerii Sław Międzynarodowej Federacji Koszykówki (FIBA) jako druga osoba z Polski. Pierwszym uhonorowanym był w 2007 roku Marian Kozłowski, były prezes krajowej federacji i działacz FIBA, po nim zaszczytu dostąpił w 2021 r. słynny koszykarz i trener Mieczysław Łopatka, a ostatnio – w kwietniu – legendarny szkoleniowiec reprezentacji Polski i Wisły Kraków Ludwik Miętta-Mikołajewicz.Zobacz także: Mundialowy stadion przeszkadza Szwedom. Organizator opuści wielkie żaluzjeJej imię nosi Szkoła Podstawowa nr 6 w Ząbkach, gdzie odbył się jej pogrzeb. Osierociła dwóch synów Davida Twigga, który obecnie ma 18 lat i trenuje koszykówkę w zespole w Sopocie, oraz młodszego o dwa lata Alexandra, który mieszka razem z ojcem, Brytyjczykiem Davidem Twiggiem oraz młodszą siostrą Małgorzaty – Martą w Australii.Koszykarka żyje nie tylko w naszej pamięciDydek po spotkaniach nigdy nie odmawiała kibicom, także tym najmłodszym, autografu czy wspólnego zdjęcia. Czasami trwało to tak długo, że trenerzy czekający w szatni wraz z zespołem musieli „interweniować”, by zaprowadzić ją na pomeczowe odprawy.– Cieszy nas, że wielu ludzi w rozmowach z nami pamięta o Gosi, wspomina bezpośrednie spotkania z nią, nawet jeśli były krótkie i jednorazowe. Żyje nie tylko w naszej pamięci, to pewne – podkreśliła starsza siostra Katarzyna Dydek.19 maja 2011 roku u Dydek, będącej w czwartym miesiącu ciąży, doszło do zatrzymania akcji serca. Była w swoim domu w Brisbane, gdzie mieszkała z rodziną po zakończeniu kariery sportowej. Trafiła bardzo szybko do szpitala, ale próba wybudzenia jej ze śpiączki farmakologicznej nie powiodła się. Zmarła 27 maja.Zobacz także: Norweska piłkarka jak... Bednarek. Włamanie przed finałem LMNagroda jej imienia za zaangażowanie w sprawy społeczne jest przyznawana w Connecticut, gdzie występowała w lidze WNBA. W 1999 roku została odznaczona przez prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi, zaś pośmiertnie, w 2011, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.