„Nie dajmy się ogłupić”. Samodzielne zbieranie i oddawanie butelek do butelkomatów nie stanowi działalności gospodarczej – powiedział we wtorek wiceminister finansów i szef KAS Marcin Łoboda. Jego zdaniem, dopiero zlecenie zbierania butelek miałoby znamiona działalności gospodarczej. Łoboda został zapytany we wtorek na konferencji prasowej o to, czy zbieranie butelek i oddawanie ich do butelkomatów stanowi działalność gospodarczą.– Nie dajmy się ogłupić – cel systemu kaucyjnego jest zupełnie inny, a mianowicie recykling. Samo zbieranie jest pozytywnym efektem – odpowiedział wiceminister. – Jeśli sami zbieramy i sami oddajemy, to nie widzę możliwości, aby była to działalność gospodarcza – dodał.Co z działalnością zorganizowaną?Podkreślił, że nieco inaczej wygląda sytuacja, gdyby butelki zbierali wynajęci do tego celu pracownicy.– Jeśli to jest w wersji zorganizowanej, kiedy mamy osoby, które dla nas zbierają, a my tylko i wyłącznie korzystamy, to wtedy ślady organizacyjne i przede wszystkim systemowe działalności gospodarczej są widoczne i takie rzeczy na pewno będą opodatkowane – powiedział Łoboda.W mediach pojawiły się opinie, że jeśli oddajemy do butelkomatów własne butelki, wówczas od zwróconej kaucji nie należy płacić podatku, jednak jeśli zbieramy butelki porzucone przez innych i uzyskujemy z tego przychód, to tego typu działalność należy już rozliczyć przed urzędem skarbowym i zapłacić podatek. Zbieranie butelek okazjąWraz z rozwojem systemu kaucyjnego coraz więcej osób zaczyna patrzeć na zwrot puszek i butelek nie wyłącznie jako sposób na odzyskanie kilku złotych, ale także jako formę dodatkowego zarobku. Coraz częściej pojawiają się relacje o osobach, które dzięki zbieraniu opakowań potrafią zdobyć znaczące kwoty – od kilkuset złotych dziennie po jednorazowe wpływy liczone w tysiącach.Choć takie przypadki nadal należą do rzadkości, wiele osób traktuje zbieranie opakowań jako prosty sposób na podreperowanie domowego budżetu. Butelki i puszki są zbierane podczas spacerów, codziennych wyjść czy przy okazji różnych aktywności. Dla części osób oznacza to regularny dodatkowy dochód, który w sprzyjających warunkach może wynosić nawet kilkaset złotych dziennie.Specjaliści zwracali jednak uwagę, że jeśli taka aktywność zaczyna przybierać bardziej zorganizowaną formę i generować większe przychody, może wzbudzić zainteresowanie fiskusa. Granica między okazjonalnym dorabianiem a działalnością wymagającą rozliczenia podatkowego bywa bowiem nieoczywista.Zobacz też: Zebrał tysiące butelek. Pieniądze z kaucji przeznaczy na szczytny cel