Reżyserka nie korzysta z portalu X. Po referendum w Krakowie w mediach społecznościowych zaczęły szybko rozprzestrzeniać się wpisy przypisywane Agnieszce Holland. Internauci udostępniali zrzuty ekranu z komentarzem, w którym reżyserka miała obrażać mieszkańców stolicy Małopolski i podważać wyniki głosowania. Publikowane wpisy są fałszywe. Według rozpowszechnianych treści, reżyserka filmowa miała stwierdzić, że Krakowianie „nie dorośli do demokracji”, a nawet miała sugerować możliwy wpływ Rosji na rezultat referendum. Wpis wywołał ogromne emocje, osiągając setki tysięcy wyświetleń oraz liczne udostępnienia. Co istotne, wiele osób zaczęło przekazywać dalej fałszywą wypowiedź bez sprawdzenia źródła, traktując ją jako autentyczne stanowisko reżyserki.Pod postami pojawiły się z kolei setki komentarzy, często agresywnych i obraźliwych wobec Agnieszki Holland. Nie brakowało także wpisów sugerujących, że wypowiedź jest dowodem pogardliwego stosunku części środowisk artystycznych do wyborców.Do sprawy odnieśli się również politycy, którzy powielali zrzuty ekranu bądź komentowali jej rzekome słowa.CZYTAJ TAKŻE: „Jest ryzyko, że knur odzyska władzę”. Holland ostro o OrbanieHolland odcina się od medialnych wpisówW rzeczywistości wpis nie został opublikowany przez Agnieszkę Holland. Pochodził z satyrycznego konta podszywającego się pod reżyserkę. Profil wykorzystywał jej imię i nazwisko, jednak jednocześnie widoczny był inny „nick”, sugerujący, że konto nie jest oficjalne. Mimo tego wiele osób nie zwróciło uwagi na szczegóły i uznało wpis za prawdziwy. Dopiero po narastającej fali komentarzy i udostępnień sama Holland odniosła się publicznie do sprawy. Wyjaśniła, że nie korzysta z platformy X i że konto, które opublikowało wpis jest fałszywe.Reżyserka podkreśliła również, że podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej, a ktoś celowo wykorzystuje jej nazwisko do rozpowszechniania dezinformacji oraz wywoływania politycznych emocji.Jej oświadczenie miało uciąć spekulacje, jednak fałszywy wpis nadal krążył w sieci i był powielany przez kolejnych użytkowników.CZYTAJ TEŻ: Agnieszka Holland: Potrzebujemy mesjaszaKonto odpowiedzialne za publikację wpisu pozostało aktywne, choć zmieniło nazwę i zaczęło wyraźnie sugerować satyryczny charakter działalności.Nie zmieniło to jednak faktu, że wiele osób nadal traktowało publikowane tam treści jako autentyczne wypowiedzi znanych osób.Mechanizm ten pokazuje, jak łatwo w mediach społecznościowych można wykorzystać rozpoznawalne nazwisko do budowania zasięgów i wywoływania skrajnych reakcji.