Ponad milion podpisów pod inicjatywą. Wyłączane serwery, znikające aktualizacje i gry, które po kilku latach przestają działać — takie kłopoty spotkały niejednego gracza. Nad tym problemem debatował Parlament Europejski. Impulsem stała się obywatelska inicjatywa „Stop niszczeniu gier wideo”, pod którą podpisało się niemal 1,3 mln osób. W Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbyła się debata na temat praw graczy gier wideo, którzy skarżą się na to, że wydawcy potrafią im odciąć dostęp do gier, jeśli te okażą się nierentowne lub stracą na popularności.Ponad milion podpisów pod inicjatywąPrzyczynkiem do dyskusji stała się europejska inicjatywa obywatelska „Stop niszczeniu gier wideo”, której celem jest naświetlenie problemów środowiska graczy. A to jest niemałe, bo autorom udało się zebrać pod inicjatywą niemal 1,3 mln podpisów, z czego ponad 143 tys. z samej Polski.Problem „znikających” gier– Gracze wskazują na to, że część firm produkujących gry komputerowe stosuje praktyki, które powodują, że kilka lat po zakupie gry przestaje ona działać, ponieważ wyłączane są serwery, które umożliwiały granie w tę grę, lub uniemożliwiane jest ściąganie odpowiednich aktualizacji. I de facto wyłącza się używanie produktu, który został zakupiony z myślą, że będzie używany bezterminowo – wyjaśniał w rozmowie z dziennikarzami europoseł PiS Piotr Müller.Jak dodał europoseł KO Bogdan Zdrojewski, producenci często skracają prawa licencyjne, przez co żywotność gier jest ograniczona.Cyfrowe gry a prawa konsumentówJak zauważają gracze, kiedyś gry kupowało się na nośnikach, na przykład płytach. Można z nich było korzystać tak długo, jak tylko się chciało. Teraz, jako że większość gier udostępniana jest na serwerach, jeśli wydawca uzna, że gra straciła na popularności lub przestała być rentowna, dostęp do niej jest po prostu wyłączany. W tej sytuacji część graczy, która zapłaciła za możliwość korzystania z gry, zostaje z niczym. – Gracze domagają się tego, żeby przepisy były jasne. Chcą wiedzieć, kupując produkt cyfrowy, jak długo będzie on działał – mówił Mueller.Inicjatorzy akcji żądają od wydawców gier, aby pozostawili je w stanie funkcjonalnym, czyli umożliwiającym granie oraz zaprzestali ich zdalnego blokowania. Jak podkreślili, inicjatywa nie ma na celu ani przejęcia własności gier i związanych z nimi praw intelektualnych, ani przejęcia prawa do zarobku na grach.Czytaj także: Sezon na polskie truskawki. Kiedy spadną ceny?Możliwe rozwiązania i obawy branżyEuroposeł Müller nie ukrywał, że rozwiązanie tej sytuacji nie będzie proste, bo trzeba będzie znaleźć konsensus, a jednocześnie starać się uniknąć nadmiernego przeregulowania rynku oraz windowania ich cen. – Krótko mówiąc, chcemy po prostu jasnych, uczciwych zasad. Producent ma informować klarownie, co konsument kupuje, a gracz ma być pewien, jaki produkt zakupił – powiedział polityk PiS.Müller przyznał, że pomysłów jest sporo, między innymi umożliwienie graczom „wygasłych” gier kontynuowania gry offline, tu jednak – jak zaznaczył polityk – musiałaby się zmienić architektura części gier. Pojawiły się też pomysły, żeby gracze mogli wykupywać abonamenty umożliwiające dostęp do platform z grami, przypominające korzystanie np. z Netflixa.Parlament Europejski apeluje do Komisji EuropejskiejZdrojewski przyznał, że PE będzie szukał propozycji kompromisowej, by wydłużyć czas funkcjonowania gier, choć proponowane wstępnie rozwiązania przypominają raczej „kosmetykę” niż konkretne plany działania.Europarlament wezwał w czwartek KE do działania i opracowania odpowiednich przepisów. Müller zapowiedział, że PE będzie nadal zajmował się inicjatywą.Czytaj także: Efekt brexitu. Polonia w Wielkiej Brytanii się kurczy