Chcą przedterminowych wyborów. Ponad 180 tysięcy osób demonstrowało w sobotę wieczorem w Belgradzie, domagając się przedterminowych wyborów – poinformowała organizacja Archiwum Zgromadzeń Publicznych (AJS). Wskazała, że była to druga co do wielkości demonstracja w Serbii od upadku reżimu Slobodana Milosevicia. „Na proteście 'Ty i ja, Slavija, bo studenci zwyciężają' zebrało się od 180 do 190 tys. osób. Szacunki AJS opierają się na zmierzonej powierzchni zgromadzenia wynoszącej 107 tys. metrów kwadratowych i współczynniku średniej gęstości 1,7 osoby na metr kwadratowy. To drugi co do wielkości protest w Serbii od upadku Miloszevicia” – podała organizacja.Na wiecu zorganizowanym w marcu 2025 roku przez serbskich studentów demonstrowało od 275 do 325 tys. osób.Studenci rozpoczęli swój protest w sobotę wieczorem na Placu Slavija w centrum Belgradu. Powtórzyli żądanie organizacji wyborów. Podczas zgromadzenia głos zabrali przedstawiciele środowiska akademickiego, wymiaru sprawiedliwości, aktorzy i pedagodzy.Zamieszki i ranni policjanciPo proteście w stolicy wybuchły zamieszki i starcia z policją. Doszło do nich w pobliżu Parku Pionirskiego, gdzie przed rozpoczęciem protestu studenckiego zgromadził się obóz zwolenników władz. Park został zabezpieczony przez policję. Po zakończeniu demonstracji część protestujących zaczęła rzucać w służby butelkami czy racami.Minister spraw wewnętrznych Ivica Daczić poinformował w sobotę wieczorem, że policja zatrzymała 23 osoby. Dodał, że w zamieszkach ranni zostali policjanci, ale nie sprecyzował, ilu ich było. Prezydent Aleksandar Vuczić ocenił, że uczestnicy protestu studenckiego pokazali jedynie „swoją agresywną naturę".Czytaj też: Myśliwiec kontra UFO. „Załoga nie mogła wykrztusić słowa”Sobotnia demonstracja była pierwszym tak licznym zgromadzeniem zorganizowanym przez serbskich studentów w bieżącym roku. Organizowane od końca 2024 roku protesty są odpowiedzią na tragedię na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie z 1 listopada 2024 roku. W wyniku zawalenia się części dachu budynku zginęło 16 osób.Studenci i popierający ich obywatele, którzy przez cały ubiegły rok regularnie organizowali masowe protesty, oskarżają prorosyjskie władze o korupcję i zaniedbania, które miały doprowadzić do wypadku. Prorządowe media i politycy związani z obozem władzy krytykują protesty, nazywając ich organizatorów „terrorystami wspieranymi przez podmioty zagraniczne". Demonstracje są też regularnie nazywane przez władze „kolorową rewolucją".