Janusz Piechociński w „Pytaniu dnia”. Mamy specyficzną prezydenturę w USA, dlatego warto koncentrować się na wspólnych – w ramach europejskiej części NATO – odpowiedziach i w relacjach USA-UE-NATO. Nie podsycać emocji, tylko szukać kompromisów i zdroworozsądkowych rozwiązań – ocenił Janusz Piechociński. Były wicepremier i szef Izby Przemysłowo-Handlowej był gościem Justyny Dobrosz-Oracz w programie „Pytanie dnia”. Janusz Piechciński został zapytany przez red. Justynę Dobrosz-Oracz o to, czy Ministerstwo Obrony Narodowej ma dziś przed sobą trudniejsze zadanie niż kilkanaście lat temu. Ocenił, że obecnie „za dużo emocji jest w polskiej dyplomacji, polityce i debacie publicznej”.– Zamiast zachowywać się racjonalnie, propaństwowo i mniej reagować na twitterowe wpisy prezydenta USA i innych przywódców krajów NATO, warto ze sobą rozmawiać i iść z jednym przekazem do społeczeństwa. Zaraz będziemy mieć trzecią (co do wielkości – przyp. red.) armię pancerną w NATO i przeznaczymy prawie 5 proc. wydatków na zbrojenia. Wydaje się, że (szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz) jest konsekwentny w tym, co robi, i ma określoną praktykę. Oby tylko (politycy) mniej mu przeszkadzali i nie wykorzystywali tematów obronności do budowania własnych karier politycznych – podkreślił były wicepremier.Jak kształtować relacje z Białym Domem?Piechociński został następnie zapytany o to, jak powinny kształtować się polskie relacje z administracją Donalda Trumpa. Polityk stwierdził, że „jest zwolennikiem dużego dystansu”.– Mamy specyficzną prezydenturę w USA, dlatego warto koncentrować się na wspólnych – w ramach europejskiej części NATO – odpowiedziach i w relacjach USA-UE-NATO. Nie podsycać emocji, tylko szukać kompromisów i zdroworozsądkowych rozwiązań – zaznaczył gość „Pytania dnia”.Szef Izby Przemysłowo-Handlowej wskazał także na jeden z powodów napięcia pomiędzy administracją USA i europejską częścią NATO – „program SAFE”, na którym potencjalnie stracą amerykańskie firmy, ponieważ środki będą wydatkowane w Europie. – Będą w tym programie udział brać, także firmy amerykańskie, ale tylko te, które zainwestowały w Europie – wyjaśnił.Zobacz także: SAFE z udziałem Kanady. PE zatwierdził porozumienie z OttawąZa cła zapłacili AmerykaniePiechociński krytycznie ocenił także politykę handlową Trumpa i politykę ceł. – Amerykański budżet i późniejsze analizy pokazały, że w 90-92 proc. za podniesione cła zapłacili konsumenci amerykańscy. Jednocześnie wcale nie poprawił się znacząco wzrost gospodarczy USA. W pierwszym kwartale tego roku dług USA z 36 bilionów skoczył do 39 bilionów dolarów. Dziennie na obsługę tego długu przeznaczane są dwa miliardy dolarów, czyli tyle co pierwszy miesiąc operacji w Iranie – zwrócił uwagę polityk.Były wicepremier dodał, że „USA słyną z firm high-teh i szalejącej giełdy”. – To w którymś momencie może skończyć się potężnym tąpnięciem. Jesteśmy bliżej niż dalej tego zjawiska. Z drugiej strony USA mają także największy kompleks obronny: to największy producent i eksporter nowoczesnej broni, po bardzo dobrej rentowności. Później jest gaz, ropa i później żywność – wyliczał.– 20 lutego amerykański sąd uznał, że cła są nielegalne i zostały wprowadzone niepoprawnie. Natychmiast ponad tysiąc firm zgłosiło się po ponad 170 miliardów dolarów zwrotu tych pieniędzy. Osiem dni później rozpoczęła się operacja w Iranie, który miał być momentalnie rozjechany. W tej chwili jesteśmy w sytuacji, gdzie Azja ma większy udział w cieśnienie Ormuz niż my – podkreślił Piechociński.Zobacz także: Iran grozi wojną „poza regionem”. Trump: Zobaczymy, co się stanie