Żyje w twierdzy i zachęca do protestów. Ścigany przez policję były prezydent Boliwii Evo Morales nie rezygnuje z wystąpień publicznych, w których zagrzewa do nasilenia antyrządowych protestów. Polityk może spać spokojnie, bo przed aresztem chronią go tysiące rolników z włóczniami i tarczami, fort oraz – według władz – grupa „dobrze uzbrojonych” obcokrajowców. Mimo wydanego przez sąd nakazu aresztowania lewicowy polityk nie ukrywa się, nie ucieka z kraju i nie zmienia adresu. Powszechnie wiadomo, że przebywa w miejscowości Lauca N, w słynącej z upraw koki prowincji Chapare, w regionie Tropico de Cochabamba, który jest jego politycznym bastionem.Według mediów w Lauca N sympatycy Moralesa zbudowali fort otoczony palisadą oraz drewniane wieże strażnicze, z których wypatrują nadjeżdżających samochodów. Kontrolują okoliczne drogi, a w połowie maja zablokowali miejscowe lotnisko, by uniemożliwić zatrzymanie polityka.– Będziemy bronić naszego niekwestionowanego przywódcy nawet za cenę życia – powiedział mediom kierujący akcją na lotnisku Teofilo Sanchez.Zasiłki i dopłaty do paliw. Programy socjalne zapewniły politykowi rzesze zwolennikówZe swojej twierdzy Morales regularnie publikuje odezwy, w których wzywa do nasilenia trwających w kraju protestów przeciwko rządowi nowego prezydenta Rodrigo Paza. Zwycięstwo centroprawicowego polityka w wyborach w ubiegłym roku zakończyło w Boliwii prawie 20-letnią dominację socjalistów, rozpoczętą przez Moralesa.66-letni polityk, plantator koki i przywódca związkowy, rządził krajem w latach 2006-2019. Był pierwszym prezydentem Boliwii wywodzącym się ze społeczności rdzennych. Jego rządy były najdłuższymi w historii kraju i jednymi z najdłuższych w Ameryce Łacińskiej.Lewicowy polityk zjednał sobie rzesze wyborców, szczególnie z grup najmniej zarabiających i społeczności rdzennych, poprzez rozbudowane programy pomocy społecznej i dotacji, m.in. do paliw. W latach 2006-2018 odsetek ubóstwa w Boliwii spadł z 38 do 17 proc., choć według krytyków ponownie wzrósł w ostatnim roku rządów Moralesa.„Nie” dla USA, „tak” dla Rosji i ChinPolityka, którą zapoczątkował, doprowadziła jednak później do poważnego kryzysu gospodarczego, wyczerpania rezerw walutowych i wysokiej inflacji. Morales, który pozycjonował się jako przeciwnik amerykańskiego imperializmu, zacieśniał współpracę z Rosją i Chinami.CZYTAJ TEŻ: MSZ odradza podróże do kolejnego kraju. „Sytuacja niestabilna”Dotyczyła ona m.in. bogatych złóż litu, używanego do produkcji akumulatorów do laptopów, telefonów i samochodów elektrycznych. Na obszarze boliwijskiego solniska Salar de Uyuni znajdują się jedne z największych złóż tego metalu na świecie.Poważne zarzuty wobec byłego prezydenta. Sąd nie może doręczyć pism Prokuratura zarzuca Moralesowi, że utrzymywał relacje seksualne z niepełnoletnią dziewczyną, która w 2016 roku, wówczas jako 15-latka, miała zajść z nim w ciążę. Jest oskarżony o gwałt, a także o udział w handlu ludźmi, gdyż według prokuratury rodzice dziewczyny zgodzili się na jej związek z prezydentem w zamian za korzyści polityczne.Morales nie przyznaje się do winy. Obrońca polityka Jorge Perez twierdził, że jego klient jest „niewinny i prześladowany politycznie”, a nakaz jego aresztowania jest nielegalny, ponieważ Morales nie został osobiście zawiadomiony o oskarżeniu. Doręczenie pism sądowych uniemożliwiają jego zwolennicy.W ubiegłym roku ówczesne boliwijskie władze ogłosiły, że Moralesa otaczają „trzy pierścienie” ochrony. Zewnętrzny krąg stanowią dwa tysiące rolników z chałupniczo wykonanymi tarczami i włóczniami, których widać na zdjęciach publikowanych przez prasę. Mają go też chronić „dobrze uzbrojeni” obcokrajowcy.W połowie 2025 roku, gdy Moralesowi uniemożliwiono start w wyborach, jego sympatycy przez dwa tygodnie blokowali drogi w różnych częściach kraju. Doszło do starć, w których zginęło czterech policjantów i dwóch cywilów.Niespokojnie w Boliwii. Kolejny tydzień protestów przeciwko kryzysowiCzęść komentatorów podkreśla, że obecne władze kraju mają na głowie pilniejsze sprawy niż aresztowanie Moralesa. W kraju od trzech tygodni trwają masowe protesty przeciwko niedoborom paliw i wprowadzanym przez nowy rząd cięciom budżetowym, a blokady dróg zakłócają dostawy towarów pierwszej potrzeby do stolicy kraju, La Paz.Minister spraw zagranicznych Boliwii Fernando Aramayo określił protesty jako „zamach stanu” i próbę obalenia demokratycznie wybranego rządu. Podobną opinię wyraziła administracja Stanów Zjednoczonych, dla której ubiegłoroczne zwycięstwo Paza oznaczało możliwość odbudowy relacji po prawie 20 latach rządów lewicy.Uprawa i handel liśćmi koki nie są w Boliwii nielegalne. W konstytucji z 2009 roku, przyjętej pod rządami Moralesa, roślina została oficjalnie uznana za część kulturowego dziedzictwa kraju. Liście, żute tradycyjnie przez andyjskie społeczności, uważane są za naturalny środek pobudzający, szczególnie pomocny na dużych wysokościach.CZYTAJ TEŻ: Na mundial statkiem Wikingów. „Szalony pomysł” norweskich kibiców