„Dwadzieścia kilogramów wystarczy”. Rosja wcale nie jest tak silna, jak się wydaje. Kiedy ukraińskie drony zaatakowały terminal naftowy w obwodzie leningradzkim, 39-letni major Jewhen Karas, dowódca jednostki, która przeprowadziła atak, sam był zaskoczony, z jaką łatwością to przyszło. O swoich wrażeniach opowiedział portalowi „The Baltic Sentinel”. – Można śmiało powiedzieć, że cele znajdujące się na terytorium Rosji są łatwiejsze do trafienia niż w poprzednich latach, ponieważ wiemy znacznie więcej o ich systemach obrony powietrznej, taktyce, o tym, jak wysoko lub nisko musimy latać, oraz gdzie i kiedy musimy użyć dronów-wabików – powiedział Karas. Jak podkreślił, „rosyjska obrona powietrzna stała się znacznie słabsza”. – Rosja stała się bardziej przejrzysta dla naszych dronów rozpoznawczych – powiedział.CZYTAJ TAKŻE: Rosja słabnie w oczach. Tak źle nie było od początku napaści na UkrainęWedług Karasa niewiele potrzeba, aby podpalić terminal naftowy lub rafinerię. Dron szturmowy nie musi przenosić setek kilogramów materiałów wybuchowych, aby to zrobić. – Dwadzieścia kilogramów wystarczy, jeśli trafi się w odpowiednie miejsce – powiedział Karas. Ukraińskie drony dalekiego zasięgu są już w stanie przenosić taką ilość materiałów wybuchowych na odległość do 2000 kilometrów.– Czasami dodają tam obronę przeciwlotniczą, ale ogólnie rzecz biorąc, jest to dla nas bardzo łatwy cel – dodał major, odnosząc się do ataków na obiekty w Rosji związane z rafinacją ropy naftowej i transportem.– Rosyjska obrona przeciwlotnicza stała się już czymś w rodzaju zbyt krótkiego koca – powiedział Karas – nieważne, w którą stronę go rozciągniesz, albo twoje stopy wystają, albo górna część ciała pozostaje odsłonięta.