Spór o przyszłość finansowania UE. Pomysł objęcia gier hazardowych i zakładów bukmacherskich online nową unijną opłatą wywołał spór w Parlamencie Europejskim. Zwolennicy przekonują, że cyfrowy hazard powinien współfinansować unijny budżet i działania społeczne, przeciwnicy mówią o odbieraniu państwom członkowskim fiskalnej suwerenności i ryzyku rozwoju szarej strefy. Debata pojawiła się w kontekście prac nad nowymi Wieloletnimi Ramami Finansowymi UE na lata 2028-2034. Komisja Europejska zaproponowała budżet wart około 2 bln euro, argumentując, że Unia potrzebuje dodatkowych środków zarówno na bezpieczeństwo, jak i utrzymanie polityki spójności czy Wspólnej Polityki Rolnej.„Jeśli chcemy utrzymać dotychczasowe finansowanie WPR i spójności, a jednocześnie mieć pieniądze na nowe priorytety, to trzeba albo zwiększyć składkę członkowską, albo zwiększyć dług, albo wprowadzić nowe zasoby własne. Nie ma innej drogi” – wskazało źródło w Komisji Europejskiej uczestniczące w tworzeniu budżetu.Hazard online jako nowe źródło dochodów UEChoć Komisja Europejska oficjalnie zaproponowała pięć nowych źródeł dochodów – ETS, CBAM, podatek od niepoddanych recyklingowi odpadów plastikowych, udział UE w minimalnej akcyzie tytoniowej i składkę od dużych firm (CORE) – Parlament Europejski chce rozszerzyć katalog także o opłatę od hazardu internetowego i zakładów online.Komisarz UE ds. budżetu Piotr Serafin podkreślał, że bez nowych źródeł finansowania trudno będzie utrzymać ambitne cele wspólnoty. – Jedyna droga do ambitnego budżetu UE (…) prowadzi przez zasoby własne – zaznaczył.Serafin wskazał jednocześnie cztery warunki dla nowych opłat: mają przynosić realne dochody, nie obciążać nadmiernie firm, być możliwe do szybkiego wdrożenia i stanowić część całego systemu finansowania UE.Czytaj także: Nawet kilkanaście groszy na litrze. Paliwo będzie tańszeZwolennicy: „to nie podatek, lecz ukierunkowana składka”Zwolennicy nowej opłaty przekonują, że rynek hazardu online ma charakter transgraniczny, dlatego wymaga europejskiej odpowiedzi.Europoseł rumuńskich socjalistów Victor Negrescu podkreślał, że rozwiązanie przypominałoby krajowe modele i nie ingerowałoby w kompetencje państw członkowskich. – To nie jest podatek nakładany na obywateli, a ukierunkowana składka – przekonywał.Według niego możliwa byłaby opłata na poziomie ok. 1 proc. od przychodów lub obrotu największych operatorów, a środki mogłyby finansować edukację, ochronę zdrowia psychicznego czy profilaktykę uzależnień.Zwolennicy podkreślają też skalę rynku. Europoseł Zielonych Rasmus Andresen zwracał uwagę, że branża hazardu online i zakładów sportowych generuje ogromne zyski, dlatego powinna współfinansować unijne priorytety. – Potrzebujemy w tej sprawie europejskiej odpowiedzi – mówił.Także część lewicy uważa, że opodatkowanie hazardu internetowego ma sens, ponieważ operatorzy działają ponad granicami i korzystają z mniej restrykcyjnych regulacji w części państw UE.Czytaj także: Prezes serwisu Cinkciarz.pl aresztowany w Stanach ZjednoczonychPrzeciwnicy: „odbieranie suwerenności państwom”Prawica ocenia propozycję zupełnie inaczej. Europosłowie konserwatywni i narodowi argumentują, że opodatkowanie hazardu należy do kompetencji państw członkowskich, a Bruksela próbuje rozszerzać swoje wpływy fiskalne.Przedstawiciel grupy Patrioci dla Europy Julien Sanchez ostrzegał, że UE „planuje wydatki, zanim jeszcze wie, czy będzie miała odpowiadające im dochody”, a zamiast tworzyć nowe podatki powinna ograniczać koszty funkcjonowania Wspólnoty.Przeciwnicy podkreślają, że dochody z hazardu powinny pozostawać w krajach, w których są generowane. Alexander Jungbluth ocenił, że nowe unijne opłaty „podważają społeczną i fiskalną autonomię poszczególnych krajów”.Prawica ostrzega też przed rozwojem szarej strefy. Według przeciwników dodatkowe obciążenia mogą wypchnąć część graczy do nielegalnych operatorów i osłabić ochronę konsumentów.– Doprowadzi to do wzmocnienia czarnego rynku i pozbawi budżety krajowe ważnych zasobów – przekonywał Jungbluth.Spór o przyszłość finansowania UEDebata wokół hazardu online stała się szerszym sporem o kierunek rozwoju UE i sposób finansowania jej rosnących ambicji. Zwolennicy nowych opłat przekonują, że bez dodatkowych źródeł dochodów Unia nie będzie w stanie realizować nowych priorytetów i utrzymać obecnych programów.– Nie mamy złudzeń: ambitny i wiarygodny budżet można zbudować tylko dzięki nowym dochodom i rzeczywistemu koszykowi nowych zasobów własnych – oceniła współsprawozdawczyni Parlamentu Europejskiego ds. budżetu UE Carla Tavares.Przeciwnicy odpowiadają jednak, że problemem nie jest brak nowych podatków, lecz skala wydatków i coraz większa centralizacja kompetencji finansowych w Brukseli.Czytaj także: Nowy szef Fed to jeden z najbogatszych urzędników w historii