Nieadekwatny hejt. Przyznam, że wciąż zaskakuje mnie to, w jakim tempie w Polsce (a może po prostu dzięki internetowi, tak całkiem globalnie?) można stać się wrogiem publicznym nr 1. Wystarczy jeden fałszywy krok, nieprzemyślany gest, jakaś głupota, niepotrzebny podpis na umowie o współpracy, chwilowe zaćmienie, dziwny stupor, jeden zły doradca, by powiedzenie „od zera do bohatera” zaczęło obowiązywać, tyle że w odwróconej formie. Pewnie, że cenie ludzi konsekwentnych, którzy wiernie trwają przy swoich życiowych wyborach, światopoglądzie i zasadach. I jak mówią, że są weganami, to nie promują skórzanych torebek i parówek ze stacji benzynowych (przykład bez związku z panią Ostaszewską). Pewnie, że wolałabym wierzyć, że wszystko, co przepływa przez palce wybitnych pisarzy to wytwór ich wyobraźni, wypadkowa wiedzy i ekstremalnie skomplikowanego riserczu, a nie efekt współpracy z AI. Pewnie, tak wyglądałby świat idealny.Mam jednak wrażenie, że chyba już powinniśmy wiedzieć, że świat idealny wcale nie jest. Za to na pewno trzęsie się w posadach.Tokarczuk i AI W tym komentarzu odnoszę się rzecz jasna do dwóch głośnych afer ostatnich dni. Jedną z nich wywołała, pewnie całkiem przez przypadek, sama noblistka Olga Tokarczuk, która w czasie konferencji Impact'26 pokusiła się o wyznanie, że rozmawia z chatem AI i bywa „w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne”. Dodała też, że jako użytkowniczka AI wykupiła najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego, do którego zwraca się czule, mówiąc np.: „kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”.Internet po tych słowach Tokarczuk też się „pięknie rozwinął”, a w zasadzie zapłonął, wszak nic (no może oprócz narodowych zrywów pomocowych, patrz historia Łatwoganga) nie wychodzi nam tak dobrze, jak święte oburzenie. I co z tego, że sama noblistka rozłożyła na czynniki pierwsze swoje dość niefortunne myśli, pisząc w sieci, że „uwagi wygłaszane podczas publicznych spotkań na żywo, podobnie jak wszystkie inne rozmowy, mogą być niewłaściwie zrozumiane” i dodała jeszcze, że „nie napisała książki, która ukaże się jesienią w Polsce, ani z AI, ani z nikim innym”, bo Tokarczuk, jak zapewniła, „od kilkudziesięciu lat pisze sama”. To nie ma znaczenia. Internet wydał wyrok, pod którym podpisali się też znani pisarze, potępiając ideę korzystania ze sztucznej inteligencji przez ludzi „pióra”. I co do zasady, ja się z tym zgadzam, ale – jak mam być szczera – mam dość tego internetowego oburzenia, z którego nic nie wynika. Które jest tylko odpowiedzią na narastające w ludziach frustracje, bo daje możliwość zwodowania emocji pt. „Ja? Ja nigdy bym tego nie zrobił/nie zrobiła, brzydzę się tym, a fe”. I dzięki temu daje szansę na to, by bezkosztowo poczuć się lepiej.Ostaszewska reklamuje skóryTo samo dotyczy afery z Mają Ostaszewską w roli głównej. I choć w ogóle bardzo żałuję, że świetne aktorki wchodzą czasem w deale reklamowe, które w mojej opinii mogłyby sobie darować, to zrobienie z Ostaszewskiej największej hipokrytki RP, bo podpisała pakt z diabłem i ośmieliła się – jako znana obrończyni praw zwierząt i ekoaktywistka – reklamować galanterię skórzaną czy ogólniej firmę, której taka galanteria jest flagowym produktem – sprawia, że chciałabym zadać pytanie:Czy Państwo tak na poważnie?Naprawdę nie mamy się czym internetowo i narodowo już zajmować? Brakuje tematów do omówienia? Bo jeśli tak, chętnie podrzucę kilka z tych najbardziej „palących” (może zaczęłabym od ochrony zdrowia, choćby w kontekście, o którym mówi moja najnowsza podcastowa gościni, czyli alkoholu pitego przez przyszłe matki i fatalnych tego skutków dla dzieci!).Bo czy sprawa Ostaszewskiej albo Tokarczuk sprawi, że doczekamy się merytorycznej dyskusji na temat odpowiedzialności społecznej bohaterów masowej wyobraźni? Nie sądzę. Czy zawodowo Ostaszewskiej i Tokarczuk przestanie się powodzić? Nie sądzę (i dobrze!), czy ludzie przestaną być hipokrytami, a celebryci słupami reklamowymi? Nie podejrzewam. Czy autorytety przestaną popełniać błędy, nawet te wizerunkowo kosztowne? Też nie. Przecież Olga Tokarczuk już kiedyś palnęła coś o tym, że literatura nie jest dla idiotów. I co, wydawnictwa w akcie buntu i w geście ukłonu dla czytelników się od pisarki odwróciły? No nie. Jej książki zniknęły z półek bestsellerów? Komitet noblowski kazał jej zrobić przelew zwrotny? Z pewnością nie.Dlatego następnym razem, zanim zaczniemy internetowy lincz na kolejnej postaci, której z mniej lub bardziej merkantylnych powodów wizerunkowo coś nie wyszło, lub która nie zna reguł rządzących światem mediów społecznościowych i po prostu coś palnie, zastanówmy się, czy naprawdę nie mamy ważniejszych wojen do stoczenia. To wymachiwanie szabelkami w sieci i szukanie „nowych wrogów” w świecie, w którym realne problemy narastają w galopującym tempie, staje się po prostu absurdalne.Czytaj też: Tresuj swój algorytm, zanim będzie za późno. „Sama wpadłam w pułapkę”