Do Polski trafi 5 tys. żołnierzy z USA. Wszystko dobre, co się dobrze kończy – tak Radosław Sikorski podsumowuje zmianę podejścia Donalda Trumpa do obecności amerykańskich wojsk w Polsce. Jak ocenił w szwedzkim Helsinborgu szef MSZ , decyzja o wysłaniu 5 tys. Żołnierzy z USA do naszego kraju stawia Władimira Putina w niekomfortowej sytuacji. Po tygodniu od informacji o wycofaniu z rotacji 4 tysięcy żołnierzy Donald Trump ogłosił w nocy z czwartku na piątek, że wysyła do Polski dodatkowe 5 tysięcy wojskowych. Nie jest jasne, co spowodowało zmianę decyzji. W ostatnich dniach w Stanach Zjednoczonych narastała presja Kongresu, a sprawa „porzucenia najlepszego sojusznika”, jakim jest Polska, robiła się coraz głośniejsza w amerykańskich mediach, wywołując powszechne oburzenie.Sikorski: Reputacja Polski ma znaczenieW szwedzkim Helsinborgu szefowie MSZ krajów NATO rozmawiają głównie o Ukrainie. Tam też zastała ich decyzja prezydenta USA o wysłaniu dodatkowych żołnierzy do Polski. – Chcę podziękować prezydentowi Donaldowi Trumpowi za ogłoszenie, iż rotacja, czy obecność amerykańskich wojsk w Polsce zostanie utrzymana na dotychczasowym poziomie – powiedział wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Jak zaznaczył, z pewnością pomogła tu także reputacja Polski jako kraju, który poważnie traktuje swoją obronność.5 tysięcy żołnierzy z USA w Polsce Podsumowując zamieszanie wywołane w ubiegłym tygodniu przez amerykańską administrację, Radosław Sikorski podkreślił: „wszystko dobre, co się dobrze kończy”. – Myślę, że ta sytuacja sprawia, że Putin nie jest w komfortowej sytuacji – dodał. Podziękował przy tym prezydentowi Trumpowi i sekretarzowi stanu USA Marco Rubio, z którym kontaktował się bezpośrednio w sprawie sił USA w Polsce.– Kancelaria Prezydenta wykonała to, co do niej należy. Wszyscy widzieliśmy też wysiłki wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza w Waszyngtonie – wskazał Sikorski. Pytany przez dziennikarzy, czy ogłoszona kilka godzin wcześniej decyzja Trumpa to odwrócenie poprzedniej decyzji o rotacji, czy dodatkowe 5 tysięcy żołnierzy YSA w Polsce, szef MSZ przekazał, że polski ambasador przy NATO Jacek Najder jest w kontakcie z władzami Sojuszu i amerykańskim odpowiednikiem. – Szczegółów jeszcze nie ma – podsumował minister spraw zagranicznych.„Putin może zrobić coś szalonego”Szef MSZ podczas briefingu prasowego w Helsinborgu odniósł się też do rozpowszechnianych przez Moskwę kłamstw o tym, że kraje bałtyckie, w tym Łotwa, udostępniają Ukrainie swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Jego zdaniem może to być „propagandowym przygotowaniem do czegoś szalonego”.Sikorski przyznał, że należy się tego obawiać. Przypomniał też, że 13 maja „znana z demokratyczności” Duma Państwowa, niższa izba rosyjskiego parlamentu, uchwaliła prawo dające Władimirowi Putinowi mandat do interwencji zbrojnej za granicą na podstawie domniemania, że „jakiś Rosjanin może czuć się niekomfortowo”.– To brzmi groźnie, bo to, że Rosji wojna nie idzie, nie oznacza, że nie mogą zrobić czegoś nieodpowiedzialnego albo gorzej – podkreślił minister, który jest w Helsingborgu w Szwecji, gdzie trwa dwudniowe posiedzenie ministrów spraw zagranicznych państw NATO.Sikorski ocenił, że Rosja „zawsze kłamie”. – Tak jak kłamała w sprawie rzekomych ukraińskich prowokacji przeciwko Rosji przed atakiem na Ukrainę – przypomniał. Państwa bałtyckie zaprzeczyły zarzutom Moskwy i nazwały je dezinformacją.Zobacz także: Pożar i eksplozja w zakładach MOL. Nie żyje co najmniej jedna osoba