Głosowanie w niedzielę. Już w niedzielę Krakowianie zdecydują o losie prezydenta Aleksandra Miszalskiego w referendum po miesiącach burzliwej kampanii. Włodarz Krakowa nie czeka jednak na wyrok losu i prowadzi ofensywę w mediach społecznościowych. Odwołanie prezydenta miasta w referendum nigdy nie łatwe ze względu na przepisy frekwencyjne. W przypadku Krakowa, aby referendum było ważne, w głosowaniu musi uczestniczyć niemal 160 tysięcy mieszkańców – minimum 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze prezydenta miasta w II turze wyborów. Krakowianie zdecydują także czy odwołać radę miasta. W tym przypadku sprawa jest jednak trudniejsza, bo potrzebne jest minimum 180 tysięcy głosów.Równoległa kampania prezydenta Krakowa Przez ostatnie miesiące Aleksander Miszalski jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych podejmując ważne społecznie tematy dla Krakowa i przedstawiając swoją wizję miasta. Od czasu, gdy stało się jasne, że jego przeciwnicy polityczni zbiorą wymagane podpisy i referendum zostanie rozpisane – prezydent przeszedł do informacyjnej ofensywy. W stolicy małopolski rozgrywają się dwie kampanie: referendalna i równoległa do niej prezydencka. Unikając bezpośredniego odniesienia do zarzutów inicjatorów referendum Miszalski wielokrotnie zapowiada w postach częstsze spotkania z mieszkańcami i wprowadzenie zmian. W najnowszym felietonie Miszalski stwierdza, że chce by „Kraków był miastem szczęśliwym”„Jednak zadaniem prezydenta – a moim podstawowym celem na tę kadencję – jest po pierwsze tworzenie warunków stabilnego rozwoju miasta, jego odporności na wyzwania i zagrożenia, które pochodzą z naszego otoczenia. A po drugie – rozwiązywanie dziesiątków problemów, które z dużym mieście są naturalne. Dlatego nie zamknąłem się w gabinecie, ale od dwóch lat konsekwentnie zbieram sygnały mieszkańców. Zajmuję się sprawami, które utrudniają codzienne dobre funkcjonowanie w mieście" – przekonuje prezydent Krakowa, w dłuższym tekście. Zobacz także: Synagoga czeka na remont. „Gdyby to był klub nocny, byłoby łatwiej”Gra na niską frekwencjęMiszalski zachęca też do bojkotu referendum pod hasłem „zostań w domu – nie idź na referendum”. „Naszym zwycięstwem będzie niska frekwencja w referendum i wysoka w dniu każdych wyborów” – przekonuje Miszalski w mediach społecznościowych. Prezydent wspierany jest również bardzo mocno przez polityków KO – w marcowych wyborach wewnętrznych na przewodniczącego partii w Małopolsce uzyskał 91 proc głosów. Miszalski spotkał się także z nowym premierem Węgier Peterem Magyarem przy okazji jego prywatnej wizyty w Krakowie. Zobacz też: Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa. Padł terminJakie zarzuty stawiają przeciwnicy Miszalskiego? Prezydent Miszalski rządzi w Krakowie już dwa lata, a lista zarzutów wobec jego polityki tylko się wydłuża. Przeciwnicy zarzucają mu m.in. zadłużenie miasta, kolesiostwo, niespełnienie wyborczych obietnic i brak rzetelnego audytu. Z ostrą krytyką spotkało się także wprowadzenie strefy czystego transportu z jednoczesną podwyżką cen biletów na komunikację miejską. Twarzą kampanii referendalnej został Jan Hoffman przewodniczący rady dzielnicy Stare Miasto. Radca prawny od la związany z Krakowem. W poprzednich wyborach z list komitetu startował Andrzej Kuliga „Ku Przyszłości”. W akcję włączył się także były poseł PO Łukasz Gibała, który był głównym kontrkandydatem Miszalskiego w poprzednich wyborach przegrywając o włos: wynikiem 51,04 proc. do 48,96 proc., czyli dokładnie o 5 434 głosy. Referendum poparli też czołowi politycy PiS-u i Konfederacji. – Trudno szukać w historii polskiego samorządu, załóżmy od reformy w 1999 roku, takiego przykładu blamażu, jak pan prezydent Miszalski – powiedział Tobiasz Bocheński europoseł PiS w rozmowie z RMF FM. Z kolei lider Konfederacji Krzysztof Bosak, ocenił w rozmowie z „Rz”, że Miszalskiego „trzeba zmienić, arogancja i działanie przeciw obywatelom musi zostać ukarane”. Zobacz również: Kraków stawia na metro. Z pomocą rządu i funduszy UEKto po Miszalskim? Lista chętnych do zastąpienia prezydenta jest długa, jednak jedno nazwisko wybrzmiewa we wszystkich analizach politycznych: Łukasz Gibała. Lider stowarzyszenia i klubu radnych Kraków dla Mieszkańców to naturalny kandydat ze względu na drugie miejsce w poprzednich wyborach. Gibała ma też potencjalnie duże szanse wyborcze ze względu na to, że jest także akceptowalny dla liberalno-lewicowego elektoratu, który co wybory stanowi większość w Krakowie. Z kolei jedną z bardziej niespodziewanych kandydatur jest Marian Banaś, były prezes NIK i minister finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego. – Z niepokojem patrzę dziś na to, co dzieje się wokół naszego miasta, coraz więcej mieszkańców mówi o zmęczeniu, chaosie i braku dialogu. I właśnie dlatego referendum jest tak ważne. To demokratyczne prawo mieszkańców, by powiedzieć władzom „sprawdzam”. A jeśli uznają państwo, że zmiana jest konieczna, chcę jasno powiedzieć – jestem do dyspozycji mieszkańców, bo kocham Kraków – zadeklarował Banaś, pełniący obecnie funkcję lidera stowarzyszenia „Ruch Naprawy Polski”. Poważnym kandydatem na prezydenta miasta mógłby też być radny Jan Hoffman, który jest głównym architektem i jednym z inicjatorów akcji referendalnej. Na przestrzeni ostatnich miesięcy Hoffman publikuje treści niemal codziennie i to jemu przypadłyby w dużej mierze polityczne punkty, gdyby referendum doszło do skutku. Polityk na razie jednak nie przesądza o starcie. Wydaje się, że PiS rozważa na razie dwoje kandydatów: Łukasz Kmita lub Małgorzata Wasserman. Oboje polityków ma już doświadczenie krakowskiej kampanii – Kmita w 2024 roku, zaś Wasserman w 2018 roku. Otwartą kwestią pozostaje, na kogo postawią władze KO, gdyby partia została zmuszona do znalezienia nowego kandydata na prezydenta Krakowa. Zobacz także: „Tętni kulturą”. Polskie miasto wśród najlepszych kierunków na 2026 rok