Kim jest Gagik Carukjan? Różne są sposoby, by stać się „nieśmiertelnym”. Można napisać ciekawą książkę, nagrać przebój muzyczny czy osiągnąć sukces sportowy. Można też… zbudować pomnik. Jezusa. Na szczycie wulkanu. Gagik Carukjan, jeden z najbogatszych Ormian, wpadł na ten pomysł kilka lat temu i coraz więcej wskazuje na to, że uda mu się go zrealizować. Nazywają go „Dodi Gago”. „Dodi”, czyli głuptas, tępak. Pod koniec lat 90. był mistrzem świata w… siłowaniu na rękę. Fach w, nomen omen, ręku, przydał mu się w brutalnych realiach dzikiej prywatyzacji. Potężny sportowiec, wzbudzający respekt już samą posturą, bez skrupułów kładł na łopatki kolejnych konkurentów. Zajmował się wszystkim po kolei: wódką, pszczołami, rajstopami, owcami i hodowlą pieczarek. Nad wszelkimi notkami biograficznymi unosi się chmura podejrzeń, że kolejne kroki w biznesie stawiał nie do końca czysto. Sam oczywiście wzbrania się przed jakimikolwiek oskarżeniami. „Sukces zawdzięczam uporowi i ciężkiej pracy” – powtarza dumnie refren przedsiębiorców. Dziś jego holding Multi Group kontroluje kluczowe sektory kraju: od produkcji legendarnego koniaku Ararat i fabryk cementu, przez luksusowe hotele i kasyna, aż po prywatne ogrody zoologiczne.Może i „dodi”, ale dość szybko pojął, że wielki biznes na Kaukazie trzeba okuć w polityczną zbroję. Założył partię Kwitnąca Armenia, wchodząc w rolę „dobrego pana” – populisty, który w blasku fleszy rozdawał traktory ubogim rolnikom, budował drogi i fundował stypendia, skutecznie uzależniając od siebie armię najuboższych wyborców.Kampania wyborczaA że, nie tylko w Polsce, politycy najbardziej aktywni są przed wyborami właśnie, Carukjan wymyślił przełomowy, niezwykły sposób na spektakularną kampanię. Jakiś czas temu zadeklarował, że zbuduje pod Erywaniem, stolicą kraju, gigantyczny pomnik… Jezusa Chrystusa. Nie skromną figurę, nie kaplicę, nie lokalne sanktuarium. Monument, który ma zdominować krajobraz, przyciągnąć turystów i – tu już piękne, okrągłe słowa piarowców – „dawać Ormianom nadzieję po traumie wojny” oraz „otworzyć nową, piękną stronę w historii kraju”.We wrześniu 2025 roku Carukjan ogłosił, że rozpoczęły się prace instalacyjne przy 33-metrowej figurze na górze Hatis, około 30 km na północny wschód od Erywania; cały kompleks, wraz z podstawą i infrastrukturą, ma być jeszcze większy.Tyle tylko, że – delikatnie rzecz ujmując – nie wszyscy są tym pomysłem zachwyceni.Kontrowersyjny pomysłGóra Hatis, znana także jako góra Szamiram, wznosi się na 2528 m n.p.m. i na pewno nie jest zwykłym, pustym wzgórzem, na który można wylać tony betonu. To wygasły wulkan, uznany przez armeńskie państwo za geologiczny pomnik przyrody. Znajduje się tam również około 20 zarejestrowanych zabytków kulturowych i historycznych, a w 2019 roku armeńsko-włoska ekspedycja archeologiczna odkryła na szczycie ślady stanowiska z epoki brązu i żelaza.Bo trzeba wspomnieć, że projekt Carukjana przewiduje nie tylko samą figurę. Zgodnie z opisami, ma się tam znaleźć również wielopoziomowy kompleks z kawiarnią, salą wystawową, przestrzenią obsługi turystów, toaletami i kolejką linową o długości 1300 metrów. W kwietniu 2025 roku Ministerstwo Środowiska Armenii zatwierdziło ocenę oddziaływania na środowisko, co formalnie otworzyło drogę do dalszych prac. Resort zapowiadał przy tym monitoring inwestycji, a autorzy projektu przekonywali, że konstrukcja znajdzie się poza strefami ścisłej ochrony.Mimo to, społeczeństwo jest podzielone. Podzieliło się zresztą już wcześniej, bo pomysł nie ma przecież paru miesięcy. W 2022 roku, tuż po starcie prac, Ministerstwo Edukacji, Nauki, Kultury i Sportu nakazało ich wstrzymanie, wskazując na ryzyko dla zabytków i chronionych obszarów. Dziennik Hetq, ormiańska redakcja śledcza, pisał, że fundacja Carukjana nabywała duże połacie ziemi na Hatis po bardzo niskich cenach. W 2025 roku ten sam Hetq odnotowywał, że mimo wcześniejszych wątpliwości państwo faktycznie dało projektowi zielone światło.Czytaj też: Tak zmienia się armia USA. Szykuje się do wojny z ChinamiPrzeciwny całej inwestycji jest sam Kościół. Armenia lubi podkreślać, że jest pierwszym krajem na świecie, który uznał chrześcijaństwo jako religię państwową. Podobny projekt mógłby być „kropką nad i”, ale – ku niezadowoleniu inwestora – władze kościelne kręcą nosem, wskazując, że taka forma monumentalnego przedstawienia Chrystusa nie odpowiada tradycji Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego.Carukjan, w kontrze, snuje wizje narodowego odrodzenia, wielkiego rozwoju i potencjalnego boomu turystycznego. Figura ma być widoczna, symboliczna, „jak w Rio de Janeiro”. Ma przyciągać odwiedzających, tworzyć miejsca pracy, ożywić region, a po klęsce Armenii w wojnie o Górski Karabach w 2020 roku – pomagać społeczeństwu „wyjść z rozpaczy”.Co kluczowe: większości rodaków pomysł się podoba.Jedyny taki „billboard”Czy chodziło mu tylko o politykę i sukces wyborczy? Nie. Po Aksamitnej Rewolucji z 2018 roku i dojściu do władzy premiera Nikola Paszyniana, nad Carukjanem zaczęły gromadzić się czarne chmury. Ruszyły śledztwa w sprawie korupcji, unikania podatków i nielegalnego majątku. Oligarcha trafił nawet za kratki. Wiedział jednak, jak wybrnąć z kłopotów. Kalkulacja była genialnie prosta w swojej bezczelności. Gdy aparat państwowy Paszyniana, napędzany rewolucyjnym mandatem walki z korupcją, zaczął systematycznie prześwietlać imperium Multi Group, oligarcha nie schował się za granicą ani nie zaczął palić dokumentów. Wymyślił, że da „coś” narodowi. Coś niepodważalnego, spektakularnego. Coś, za co będą mu wdzięczni do końca swoich dni. A cóż większego, lepszego i piękniejszego niż gigantyczny Jezus Chrystus?Postawienie go stało się dla niego formą najdroższej, ale i najskuteczniejszej polisy ubezpieczeniowej. Jak bowiem prokuratura ma konfiskować majątek człowiekowi, który w tym samym momencie wznosi „narodową latarnię wiary”? Jak premier ma wysłać policję, by zablokowała budowę, na którą z nadzieją patrzą tysiące ubożejących, straumatyzowanych wojną Ormian z okolicznych wsi?Chrystus z aluminium stał się tarczą antykryzysową. Paszynian, chcąc nie chcąc, musiał spuścić z tonu. Każdy radykalny krok rządu wymierzony w Carukjana mógł zostać natychmiast przerysowany przez machinę propagandową oligarchy jako bezbożny atak na chrześcijańskie fundamenty państwa.Czytaj też: Polowania na ludzi w Sarajewie. Prokuratura wszczyna śledztwoNadal może. 7 czerwca wybory. W Armenii próg wyborczy dla partii wynosi 4 proc., ale dla koalicji i sojuszy (w którym startuje Carukjan) jest on wyższy i wynosi minimum 8 proc. Samodzielny powrót Carukjana do parlamentu stał pod znakiem zapytania, ponieważ po rewolucji jego partia została zmarginalizowana. Jednak po fuzji z Matką Armenią oraz dzięki gigantycznym nakładom finansowym, sojusz Carukjana ma niemal pewne wejście do parlamentu. Szacuje się, że powalczą o miano drugiej lub trzeciej siły w kraju.Carukjan deklaruje, że nie chce zostać premierem. Że nie zamierza współpracować ani z Paszynianem, ani z Robertem Koczarianem. Że chce dać krajowi rozsądną alternatywę. Jezus jako billboard wyborczy? Tego jeszcze nie grali.