Ponad setka ofiar. Mamy około 600 podejrzanych przypadków zachorowań i 139 zgonów potencjalnie z powodu wirusa Ebola – przekazał w szef Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Ghebreyesus. Dodał, że oficjalne liczby będą rosły i wirus jest zagrożeniem na skalę międzynarodową, choć nie spełnia kryteriów pandemicznych. O nowych statystykach szef WHO poinformował na konferencji prasowej w Genewie podczas corocznego szczytu państw członkowskich. Ghebreyesus nadmienił, że liczba możliwych zachorowań prawdopodobnie wzrośnie ze względu na czas, przez jaki wirus krążył do chwili wykrycia ogniska epidemii.Wypowiedź szefa oenzetowskiej agencji nastąpiła dzień po wtorkowym pilnym posiedzeniu komitetu ds. sytuacji nadzwyczajnych WHO. Zgodnie ze słowami Ghebreyesusa, komitet potwierdził, że obecna epidemia wirusa Ebola w DRK i Ugandzie stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego na skalę międzynarodową i wymaga skoordynowanej reakcji, natomiast nie nosi znamion sytuacji pandemicznej.Nie wykryto „pacjenta zero”Jak informuje agencja AP, szefowa zespołu WHO w Kongu dr Anne Ancia za pośrednictwem wideokonferencji przekazała, że epidemia może potrwać jeszcze co najmniej dwa miesiące i jej zdaniem wciąż nie zidentyfikowano „pacjenta zero”.Za trudną sytuację zdaniem Anci, jak przytacza AP, częściowo odpowiadają cięcia w finansowaniu organizacji humanitarnych. Pracownicy takich organizacji i eksperci są zdania, że wirus mógł się rozprzestrzeniać niezauważony od tygodni. Po pierwszym odnotowanym zgonie testy na obecność powszechnego typu wirusa Ebola wciąż dawały wynik negatywny.Czytaj więcej: Śmiertelność sięga 80 proc. Kraj potwierdził wybuch epidemiiCztery wersje EboliWirus występuje w czterech biotypach, z których najgroźniejsze to Zair (EBOV) i Sudan (SUDV). Śmiertelność wśród zakażonych tymi szczepami waha się między 60-95 proc. Zgony są spowodowane masywnym krwawieniem, a także uszkodzeniem narządów miąższowych, takich jak wątroba czy śledziona.Pozostałe szczepy Eboli – Tai Forest (TAFV) i Bundibugyo (BDBV) – są mniej śmiertelne.Jak wyjaśniła prof. Szuster-Ciesielska, wirusolog z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, to mniej śmiertelny szczep BDBV odpowiada za ostatnie przypadki zachorowań w Demokratycznej Republice Konga (DRK) i Ugandzie, zakwalifikowane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako epidemia.Śmiertelność po zakażeniu BDBV waha się w granicach 25–50 proc., niestety – co podkreśliła ekspertka – na Bundibugyo nie ma zatwierdzonych leków ani szczepionek.– Ci, którzy przeżywają zakażenie, mają lepiej reagujący układ odpornościowy, zresztą to dotyczy wszystkich organizmów żywych – zaznaczyła ekspertka i przypomniała, że np. w Australii wypuszczono praktycznie w 100 proc. śmiertelnego wirusa, który miał zlikwidować populację królików. Niektóre osobniki jednak przeżyły, bo taka jest „naturalna droga ewolucji”.Zobacz również: Nowy wirus atakuje. Ekspert wskazuje zagrożeniaJak przenosi się Ebola?Wirusy Ebola nie przenoszą się drogą powietrzną i dlatego na pewno nie są – jej zdaniem – tak zaraźliwe jak np. wirus grypy, wirusy przeziębieniowe czy wirus SARS-CoV-2.Aby doszło do zakażenia, trzeba mieć bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi chorego. Wirus jest także obecny w nasieniu, dlatego do zakażenia może dojść w trakcie kontaktów seksualnych. Nie ma go jednak np. w ludzkim pocie.Podczas epidemii Eboli w zachodniej Afryce w latach 2014-15, w wyniku której zmarło ponad 11 tys. osób, wiele z nich zostało zakażonych podczas mycia ciał bliskich zmarłych przed pogrzebami.Jak wyjaśniła ekspertka, do przekazania wirusa dochodziło m.in. w trakcie uroczystych ceremonii pochówku, kiedy w geście pożegnania zebrani całowali zmarłych w czoło albo w rękę. Skóra zmarłych mogła być pokryta osoczem albo wydzielinami ustrojowymi.– Nawet bardzo niewielka liczba cząstek wirusa może powodować poważny objaw chorobowy i w efekcie doprowadzić do zgonu – zauważyła Szuster-Ciesielska i dodała, że symptomy choroby obejmują gorączkę, ból głowy i mięśni, osłabienie, biegunkę, wymioty, ból brzucha i krwawienie lub siniaki.Bundibugyo ma bardzo krótki okres inkubacji – od 2 do 14 dni – choć najczęściej choroba ujawnia się już po 2-5 dniach, co według wirusologa dr. hab. Tomasza Dzieciątkowskiego ogranicza zagrożenia związane z rozprzestrzenianiem się wirusa w dużych skupiskach ludzkich.– Zakażeni nie mają czasu roznieść tego wirusa, zanim zachorują – zauważył ekspert i podkreślił, że BDBV to patogen „paradoksalnie” bardzo słabo zaadaptowany do człowieka, o czym świadczy jego wysoka śmiertelność.Zobacz też: Chińskie laboratorium odkryte w USA. W środku próbki z Ebolą, HIV i COVID-19Ebola zagrożeniem dla Europy?Jak podkreślił ekspert, nie ma powodu obawiać się, że wirus Eboli przedostanie się np. do Europy i wywoła epidemię. Przypomniał, że pierwsze zakażenie wirusem Ebola wykryto 50 lat temu. Od tego czasu zdarzyło się 40 ognisk epidemicznych tego wirusa, powodując w sumie ponad 30 tys. zachorowań i 15 tys. zgonów.– Do tzw. krajów rozwiniętych trafił w tym czasie Niemiec, hiszpańskie zakonnice, a także trzy przypadki Eboli zawleczono do USA. Można je więc wszystkie policzyć na palcach dwóch rąk – podkreślił ekspert.Przyznał jednak, że ryzyko wydostania się Eboli z Kongo czy Ugandy istnieje, ale stosowane w takiej sytuacji procedury mocno je ograniczają.– Na lotniskach testuje się pasażerów przybywających z zagrożonego terenu. Można im zmierzyć zdalnie temperaturę, a jeśli wykazują objawy grypopodobne, a od takich zaczyna się zachorowanie na Ebolę, trzeba ich izolować – wyjaśnił ekspert.Zobacz także: Wirus Ebola zaatakował. 80 ofiar w Demokratycznej Republice Konga