Nieodłączony element Wiecznego Miasta. Kalendarz z portretami przystojnych „księży” to jedna z popularnych pamiątek z Rzymu, sprzedawana w pobliżu Koloseum czy Fontanny di Trevi. Okoliczności powstania tzw. Rzymskiego Kalendarza ujawnił bohater zdjęcia z okładki, który nie jest księdzem, ale stewardem w liniach lotniczych. – To zdjęcie mnie prześladuje od 23 lat – powiedział żartobliwie włoskiemu dziennikowi „La Repubblica” Giovanni Galizia. Jego czarno-białe zdjęcie w sutannie na okładce kalendarza, sprzedawanego obecnie już na przyszły rok, widnieje w setkach miejsc w Wiecznym Mieście: na straganach i w sklepach z pamiątkami.– Czy jestem najsłynniejszym księdzem z Rzymu? Nie, mówią mi, że jest nim papież. Tak przynajmniej słyszałem – dodaje z uśmiechem bohater okładki. 39-letniemu Giovanniemu Galizii nie pozostaje nic innego, jak żartować z sytuacji, w jakiej znalazł się zupełnie przez przypadek.„Nigdy nie byłem księdzem”Spogląda on z okładki kalendarza ze zdjęciami młodych, atrakcyjnych mężczyzn w sutannach. Pamiątka ta kosztuje około 10 euro i stała się wręcz nieodłącznym elementem miejsc w historycznym centrum Rzymu, odwiedzanych przez turystów z całego świata. – Mogę zapewnić, że nie byłem nigdy księdzem – podkreślił w rozmowie z rzymską gazetą.– Cała ta historia zaczęła się od znajomego moich przyjaciół podczas spotkania w Palermo przed laty. Fotograf Piero Pazzi chciał przedstawić miasta seriami zdjęć – w Wenecji z gondolierami, a w Rzymie z księżmi. Zapytał mnie, czy chciałbym się przyłączyć do tego projektu. To była zabawa – wyjaśnił, dodając, że to fotograf przygotował dla niego sutannę. Sesja odbyła się, gdy Giovanni miał 17 lat.Zobacz także: Legenda odjechała na emeryturę. „Chcę zapamiętać tę chwilę na zawsze”Sławny tylko w RzymieGalizia zaznaczył, że przez te wszystkie lata nikt nigdy go nie rozpoznał.– Nie zdarzyło mi się to, ale to dlatego, że nie mieszkam w Rzymie. Jestem sławny tylko w stolicy. To sława, o której opowiadają mi przyjaciele. Kiedy przyjeżdżają do Rzymu, przysyłają mi zawsze zdjęcia kalendarza – wyjaśnił.Bohater słynnej fotografii zastrzegł także, że nigdy na tym nie zarobił i nie poprosił nawet o 1 euro. – To wszystko było dla zabawy – powtórzył.Zapytany o to, czy księżmi nie byli też inni mężczyźni z kalendarza, odparł, że „jeden na pewno nie był i nie był też chyba Włochem”.– Ale muszę też wyznać, że moje zdjęcie nie pochodzi z Rzymu. Zostałem sfotografowany przed barokowym kościołem w moim rodzinnym Palermo – wyjawił steward, który obecnie zajmuje się szkoleniem personelu pokładowego.Opowiedział także, że raz zdjęcie to przysporzyło mu problemów, bo zostało wykorzystane przez jedną z gazet w artykule na temat księdza, który dopuścił się przestępstw.– Musiałem zwrócić się do sądu z żądaniem usunięcia tej fotografii – dodał.Zobacz też: „Sztuczne jajo” wykluło pierwsze kurczaki. Naukowcy chcą wskrzesić dodo