„To jest głupota”. Osadzony figurujący w rejestrze sprawców przestępstw seksualnych wykonywał prace na terenie Szkoły Podstawowej nr 1 w Opolu Lubelskim. Rodzice uczniów alarmują, że o sprawie dowiedzieli się dopiero po fakcie. Sprawa dotyczy współpracy szkoły z Zakładem Karnym w Opolu Lubelskim. Jak opisuje WP, grupa osadzonych została skierowana do wykonania prac związanych z przygotowaniem ścianki sensoryczno-dekoracyjnej na terenie placówki. Prace miały odbywać się w głównym holu szkoły.Według ustaleń portalu jeden z mieszkańców rozpoznał wśród pracujących więźniów mężczyznę skazanego za brutalny czyn seksualny. Osadzony odbywa karę 10 lat więzienia za napaść na mężczyznę, do której doszło w 2018 r. Informacja szybko rozeszła się wśród rodziców uczniów i wywołała duże poruszenie.– Rozumiem resocjalizację, ale szkoła podstawowa nie jest miejscem dla takich ludzi – powiedział portalowi jeden z rodziców.Inni mieszkańcy Opola Lubelskiego podkreślali, że niezależnie od zasad resocjalizacji osoby skazane za tego typu przestępstwa nie powinny pojawiać się na terenie placówek edukacyjnych. Część rodziców zwraca uwagę, że nikt nie poinformował ich o obecności więźniów w szkole.Zakład karny odpiera zarzuty Do sprawy odniosła się Służba Więzienna. Zakład Karny w Opolu Lubelskim potwierdził, że w pracach uczestniczył osadzony figurujący w rejestrze sprawców przestępstw seksualnych. Jak przekazała rzeczniczka jednostki, mężczyzna został skierowany do prac ze względu na swoje umiejętności potrzebne do realizacji projektu. Podkreślono również, że przebywa on w zakładzie półotwartym, co umożliwia udział w pracach poza terenem więzienia.Służba Więzienna zapewnia, że wszystkie działania odbywały się zgodnie z procedurami. Osadzeni mieli pozostawać pod stałym nadzorem funkcjonariusza i nie mieli bezpośredniego kontaktu z dziećmi.„To jest głupota”Władze szkoły również zapewniają, że bezpieczeństwo uczniów nie było zagrożone. Według dyrekcji osadzeni wykonywali wyłącznie prace techniczne, a działania były prowadzone w sposób kontrolowany. Placówka podkreśla, że więźniowie mieli pracować w czasie, gdy uczniowie nie przebywali w pobliżu lub w wydzielonej części budynku. Na miejscu obecny miał być zarówno funkcjonariusz Służby Więziennej, jak i pracownik szkoły.Mimo tych wyjaśnień sprawa wywołała burzliwą dyskusję wśród mieszkańców oraz w mediach społecznościowych.– Wprowadzanie na teren szkoły osoby, która figuruje w rejestrze przestępców seksualnych, to jest głupota. Rozumiem, że oni nie prowadzili zajęć z dziećmi, ale jednak pojawili się na terenie szkoły. Resocjalizacja jest ważna, ale chyba w trochę innych miejscach niż szkoła podstawowa – powiedział jeden z rodziców.Czytaj także: Mylił zdjęciami z internetu. „Łowcy głów” zatrzymali poszukiwanego adwokata