Śmiertelność sięga nawet 90 proc. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała obecne rozprzestrzenianie się wirusa Ebola w Demokratycznej Republice Konga (DRK) i sąsiedniej Ugandzie za „epidemię”. Ostrzeżono, że stanowi ona „zagrożenie dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym”. Wirus zabił w regionie już około 90 osób. Ogłoszona epidemia, której źródłem jest prowincja Ituri w północno-wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga, ma związek z rzadkim szczepem wirusa Bundibugyo. Na ten wariant nie ma zatwierdzonej szczepionki ani leczenia.Z raportu WHO wynika, że epidemia stwarza duże ryzyko regionalne, ponieważ pierwsze przypadki dotarły do stolicy kraju – Kinszasy. Zakażenia wykryto już także w Ugandzie. Organizacja powstrzymała się jednak od ogłoszenia pandemii, twierdząc, że nie zostały spełnione niezbędne kryteria.Jednocześnie agencja ONZ odradziła zamykanie granic i ograniczanie handlu z zagrożonym krajem. Niemcy jako pierwsze zaktualizowały sugestie dla turystów dotyczące podróży do DRK. Belgijskie linie Brussels Airlines utrzymały loty do tego państwa, choć dodały, że monitorują sytuację.Epidemia Eboli: setki zachorowańO wybuchu epidemii po raz pierwszy poinformowano w piątek. Pierwsze przypadki zakażenia stwierdzono w górniczym regionie Mongwalu w prowincji Ituri, niedaleko granic z Ugandą i Sudanem Południowym – poinformowało Afrykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (Africa CDC). Do soboty centrum zgłosiło 88 zgonów i 336 podejrzeń zachorowań.Centrum przyznało, że zakażeni opuszczali region, szukając leczenia poza miejscami zamieszkania, w efekcie rozprzestrzeniali wirusa. Eksperci ocenili też, że migracje ludności, słaba infrastruktura opieki zdrowotnej i przemoc ze strony grup zbrojnych w prowincji Ituri mogą utrudnić walkę z epidemią.Jak powiedział minister zdrowia DRK Samuel-Roger Kamba, pacjentem zero epidemii była pielęgniarka, która 24 kwietnia przybyła do placówki służby zdrowia w Bunia, stolicy Ituri, z objawami przypominającymi zakażenie wirusem Ebola.Lekarze walczą z epidemią– Liczba zachorowań i zgonów, które obserwujemy w tak krótkim czasie, w połączeniu z rozprzestrzenianiem się wirusa na kilka stref, a teraz także za granicę, jest niezwykle niepokojąca – oceniła Trish Newport z organizacji Lekarze bez Granic (MSF). – W Ituri wiele osób ma trudności z dostępem do opieki zdrowotnej i żyje w ciągłym poczuciu niepewności, dlatego szybkie działanie jest kluczowe, aby zapobiec eskalacji epidemii – podkreśliła.Choroba ujawniła się po raz pierwszy w 1976 roku, w dwóch równoczesnych epidemiach – w Sudanie i Demokratycznej Republice Konga. Do największej epidemii doszło w ubiegłej dekadzie w Afryce Zachodniej. Zachorowało wówczas ponad 28 tys. osób, zmarło ponad 11,3 tys. To więcej niż we wszystkich poprzednich epidemiach Eboli łącznie. Ustalono, że wszystkie szczepy łącznie spowodowały ponad 15 tys. zgonów w Afryce.W wyniku poprzedniej epidemii w Ugandzie, do której doszło na przełomie 2022 i 2023 roku, zachorowały 143 osoby. Zmarło 55, w tym sześcioro pracowników służby zdrowia – przypomniała agencja Reutera.Gorączka krwotoczna Ebola – jakie objawy?Do objawów gorączki krwotocznej Ebola (EVD) należą: wysoka gorączka, wymioty, biegunka, bóle mięśni oraz krwotoki. Choroba przenosi się pomiędzy ludźmi poprzez bezpośredni kontakt z krwią i innymi płynami ustrojowymi zakażonych oraz zmarłych. Osoby, które przeszły zakażenie, mogą przekazywać wirusa poprzez niezabezpieczone kontakty seksualne w ciągu kilku tygodni od wyzdrowienia.Do rozprzestrzeniania się wirusa Ebola mogą przyczyniać się również ceremonie pogrzebowe, w trakcie których dochodzi do bezpośredniego kontaktu z ciałem zmarłego.Od momentu zarażenia do wystąpienia objawów mija zazwyczaj od dwóch dni do trzech tygodni. Ocenia się, że śmiertelność sięga średnio około 50 proc. Podczas poprzednich epidemii odnotowywano zgony od 25 do 90 proc. chorych.Pracownicy służby zdrowia często zarażali się podczas leczenia pacjentów z podejrzeniem lub potwierdzonym zakażeniem EVD. Dzieje się tak, gdy opiekun ma bliski kontakt z pacjentem, a środki ostrożności nie są ściśle przestrzegane.CZYTAJ TEŻ: Straszą turystów śmiertelną bakterią w „raju”. Oto co mówią Polacy na miejscu