Cień Kremla. Policja bada, czy za cyberatakiem na Telewizję Republika nie stoją rosyjskie służby lub współpracujący z nimi hakerzy. 53-latek podejrzewany o rozsyłanie fałszywych wiadomości o zagrożeniu życia, co skutkowało interwencjami mundurowych u pracowników stacji, też padł ofiarą przestępstwa. Hakerzy włamali się do jego poczty internetowej, aby zmylić śledczych. „W związku z ujawnionymi przypadkami fałszywych zgłoszeń prowadzone są intensywne czynności operacyjne, dochodzeniowo-śledcze, analityczne i procesowe. Poszczególne wątki prowadzą poza granice kraju, stąd do działań zaangażowano ekspertów z Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Analizie poddawane są także hipotezy dotyczące możliwego udziału tzw. wątku wschodniego” – poinformowała w niedzielę Komenda Stołeczna Policji. Według nieoficjalnych informacji, wspomniany „wątek wschodni” dotyczy udziału w cyberataku służb rosyjskich lub współpracujących z nimi hakerów. Okazuje się bowiem, że wykonawcy działań wymierzonych w pracowników Telewizji Republika potrafili dobrze zacierać prowadzące do nich ślady. – To wszystko wygląda bardzo podejrzanie. Rosjanie są mistrzami siania zamętu. I mają do tego narzędzia oraz pieniądze na przeprowadzenie takich operacji. A co narobi większego zamieszania niż wywołanie przekonania, że służby rządzącej koalicji nękają najpopularniejszą prawicową stację telewizyjną? – mówi portalowi TVP.Info oficer jednej z polskich służb. Czytaj także: Cyberatak na pracowników Telewizji Republika. Policja ujęła podejrzewanego „Zaplanowana i skoordynowana akcja” Stołeczni policjanci przyznali w niedzielę, że zatrzymany w piątek 53-latek, podejrzewany o dokonanie cyberataku, został zwolniony do domu. „Zgromadzony materiał wskazuje, że doszło do nieuprawnionego wykorzystania danych osobowych mężczyzny oraz dostępu do wykorzystywanej przez niego poczty elektronicznej. Przeprowadzone czynności i szczegółowa analiza materiału dowodowego nie potwierdzają jego bezpośredniego i świadomego udziału w rozsyłaniu fałszywych wiadomości o zagrożeniu życia i zdrowia” – twierdzi KSP. 53-latek z podejrzewanego stał się teraz pokrzywdzonym w śledztwie. Okazuje się jednak, że nie on jeden. „Tym samym statusem zostaną objęte także dodatkowe dwie osoby, które padły ofiarą podszycia się i wykorzystania ich danych przez sprawców” – informuje policja. Śledczy uważają, że zebrane dotąd dowody „wskazują na to, że doszło do działań na szeroką skalę, które wymagały odpowiedniego zaplanowania i koordynacji czasowej”. Postępowanie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów, a śledztwo przejął Wydział Dochodzeniowo-Śledczy KSP. Czytaj także: Czytaj także: ABW wygrała w sądzie z TV Republika. „Kłamstwa wymagają sprostowania”Prowokacja na dużą skalę W piątek 15 maja po południu, TV Republika grzmiała: „Policja wtargnęła do domu Tomasza Sakiewicza i skuła asystentkę”. W wydaniu specjalnym pojawił się szef prawicowej stacji . On sam na antenie, był oburzony na działanie służb. – Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że w zagrożeniu znajduje się tu jakieś dziecko – mówił, podkreślając, że funkcjonariusze mieli nie chcieć się wylegitymować i nie posiadali nakazu. Całą sprawę nazywał prowokacją. Dyrektor programowy stacji Michał Rachoń ujawnił podczas wiecu w obronie Republiki, że sprawa Sakiewicza, to nie odosobniony incydent. – Wiemy o około 30 różnego rodzaju incydentach, które wszystkie mają bardzo podobny przebieg. Rozpoczynały się od wysłanych do różnych instytucji, głównie do policji, maili, o tym, że pod różnymi adresami znajdują się zamachowcy z pasami Szahida (...) albo ciało człowieka, czy ludzie, chcący popełnić samobójstwo – wyliczał Rachoń. – To absolutny skandal. Żądamy od instytucji państwa polskiego, żeby znalazły człowieka lub ludzi, którzy wysyłają te fałszywe alarmy – dodał. Rzecznik Komendanta Stołecznego Policji podkom. Jacek Wiśniewski tłumaczył podczas konferencji prasowej, że policja musi błyskawicznie reagować na zgłoszenia zagrożenia życia i zdrowia. – Informacja taka zgodnie z przyjętymi zasadami otrzymała najwyższy priorytet, a na miejsce niezwłocznie skierowany został patrol policji – wyjaśniał zaprzeczając, aby interweniujący policjanci nie stosowali się do procedur, a asystentka Sakiewicza została skuta kajdankami, bo nie stosowała się do poleceń mundurowych. Czytaj także: Ucieczka Ziobry do USA. Śledczy przesłuchają Sakiewicza