Zaskakujące kulisy tej sprawy. Dokładnie tydzień temu na Węgrzech doszło do oficjalnej zmiany rządu. Przejmujący władzę, po 16 latach rządów Viktora Orbana, Péter Magyar już w kampanii wyborczej zapowiadał (i potwierdził to po zwycięstwie swojej partii TISZA), że Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski, politycy PiS, którzy otrzymali od Orbana polityczny azyl, nie będą mogli dłużej liczyć na ochronę ze strony Węgier. Od wielu tygodni w przestrzeni publicznej padało więc pytanie, dokąd w takim razie mogą udać się Ziobro i Romanowski. Jednym z potencjalnych kierunków były Stany Zjednoczone, choć jeszcze w połowie kwietnia minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przekonywał, że podczas rozmowy z ambasadorem USA w Polsce Thomasem Rosem usłyszał, iż Amerykanie nie planują udzielenia politykom PiS azylu. Tymczasem w niedzielę, 10 maja, dowiedzieliśmy się, że Zbigniew Ziobro jest już w Stanach. I o ile sam cel podróży nie budzi aż tak wielkiego zdziwienia, bo bliskość części obozu Prawa i Sprawiedliwości z administracją Donalda Trumpa jest powszechnie znana, to kulisy całej sprawy są już zdecydowanie bardziej zaskakujące.Okazuje się bowiem, że Zbigniew Ziobro ma zostać komentatorem Telewizji Republika. – Nie zamierzam się ukrywać. Nie ukrywałem się też na Węgrzech. Będę uważnym obserwatorem tego, co dzieje się w Polsce. Zamierzam pozostać w Stanach Zjednoczonych i korzystać z amerykańskiej wolności – powiedział Ziobro na antenie stacji.W komunikacie Prokuratury Krajowej czytamy natomiast, że prowadzone są czynności sprawdzające zmierzające do ustalenia, czy inne osoby pomagały podejrzanemu Zbigniewowi Ziobrze w ucieczce i unikaniu odpowiedzialności karnej, utrudniając tym samym śledztwo dotyczące Funduszu Sprawiedliwości. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek dodał, że od miesięcy podejmowane są wszelkie działania, by Ziobro stanął przed polskim wymiarem sprawiedliwości, a podjęcie czynności procesowych utrudniał zarówno sam podejrzany, jak i rząd węgierski, udzielając mu ochrony.Czytaj także: Prokuratura upomina się o Ziobrę. „Wniosek ekstradycyjny gotowy”Być może dlatego redaktor naczelny Telewizji Republika, pytany o sprawę Ziobry unika jednoznacznych odpowiedzi. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty powiedział z kolei w rozmowie z „Super Expressem”, że nie można być zawodowym posłem, nie wykonywać mandatu, dorabiać na boku i jeszcze pobierać za to publicznych pieniędzy. I rzeczywiście, Zbigniew Ziobro będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest jeszcze czynnym politykiem i wiceszefem Prawa i Sprawiedliwości, czy może właśnie rozpoczyna nową karierę medialną.Ze strony polityków koalicji rządzącej słychać dziś głównie żarty, docinki, pytania o przyszłe nagrody Pulitzera i o to, jakie pierwsze śledztwa dziennikarskie zamierza prowadzić były minister sprawiedliwości. Pozostaje pytanie znacznie poważniejsze: jak to możliwe, że polskie służby nie wiedziały o wyjeździe Ziobry do Stanów Zjednoczonych? Jak można było przeoczyć podróż byłego ministra poza strefę Schengen? I czy rzeczywiście może być tak, że Zbigniew Ziobro objęty jest nieformalną ochroną ze strony amerykańskiej administracji?Z drugiej strony politycy PiS przekonują, że cała sprawa kompromituje obecny rząd, który mimo buńczucznych zapowiedzi nie był w stanie postawić Ziobry przed wymiarem sprawiedliwości. Jednak gdy gasną światła kamer i wyłączane są mikrofony, w samym PiS słychać coraz więcej cierpkich komentarzy pod adresem partyjnych kolegów. Bo od pamiętnej wypowiedzi Ryszarda Terleckiego sprzed kilku miesięcy, że „sprawa Ziobry topi Prawo i Sprawiedliwość”, niewiele się zmieniło. Kolejne badania opinii publicznej pokazują wyraźnie, że większość Polaków chciałaby, aby Zbigniew Ziobro wrócił do Polski i odpowiadał przed polskim wymiarem sprawiedliwości, tak jak musiałby to zrobić każdy obywatel, a nie prowadził polityczną grę w kotka i myszkę z państwem.I oto największy problem PiS. Partia chciałaby dziś atakować rząd w sprawach służby zdrowia, gospodarki czy drożyzny. Tymczasem wciąż musi odpowiadać na pytania o to, gdzie są Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski.Czytaj również: Ucieczka Ziobry do USA. Śledczy przesłuchają Sakiewicza***No właśnie, gdzie jest Marcin Romanowski? Jego sytuacja prawna jest bardziej skomplikowana niż Zbigniewa Ziobry, bo o ile wobec Ziobry wystawiono w Polsce list gończy, o tyle w wymiarze międzynarodowym nikt go nie ściga. Natomiast w przypadku Marcina Romanowskiego sytuacja wygląda inaczej, został za nim wystawiony europejski nakaz aresztowania, czyli ENA. Choć jego sprawa również przechodziła różne perturbacje – nakaz był, potem go nie było, potem znowu się pojawił – to rzeczywiście sytuacja Romanowskiego pozostaje trudniejsza. Jeszcze na początku tygodnia portal wPolityce pisał, że Romanowski również może przebywać w USA. Jak miałby się tam dostać? Tego nie wiemy. Nie ma też pewności, czy rzeczywiście tam jest.W czwartek Romanowski opublikował na platformie X wideo, w którym uderza w rząd Donalda Tuska. Film jednak był nagrany na tle białej ściany, co uniemożliwia ustalenie, gdzie w tej chwili się znajduje. Pojawiają się nawet głosy, że być może wcale nie opuścił Węgier, a może przebywa obecnie w Serbii.***Jakby tego było mało, okazuje się, że sprawa podziałów w Prawie i Sprawiedliwości wraca ze zdwojoną siłą. Chodzi o spór, którego jednym z objawów było powstanie stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego „Rozwój Plus” oraz kontrstowarzyszenia, które mieli tworzyć współpracownicy Przemysława Czarnka pod hasłem „Po Pierwsze Polska”.Awantura, jak się okazuje, wybuchła na nowo. W środę odbyło się wyjazdowe posiedzenie klubu Prawa i Sprawiedliwości i według relacji atmosfera była tam wyjątkowo napięta. W zależności od rozmówcy pojawiają się różne wersje wydarzeń. Według jednych Mateusz Morawiecki miał być wręcz bliski płaczu, według innych – bardzo merytoryczny, natomiast atakująco, niemal histerycznie miał się zachowywać Przemysław Czarnek.Skutkiem braku porozumienia ma być decyzja Jarosława Kaczyńskiego, który postanowił, że stowarzyszenia działające wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości mają zostać zamrożone. Nie zlikwidowane, ale właśnie zamrożone. Politycy Koalicji Obywatelskiej, z którymi rozmawiałam w tym tygodniu, ironizują, że będzie to raczej wieczna zmarzlina. Z kolei współpracownicy Mateusza Morawieckiego przekonują, że o żadnym zamrożeniu nie ma mowy, stowarzyszenie zostało zarejestrowane i będzie działać prężnie. To wszystko pokazuje, że kolejne rozejmy w PiS trwają coraz krócej, a partia wyraźnie trzeszczy w szwach.Czytaj także: Wewnętrzny konflikt w PiS wychodzi na jaw. Morawiecki apeluje o jednośćPytanie, czy wytrzyma w całości do wyborów w 2027 roku, pozostaje otwarte. W interesie samego Mateusza Morawieckiego nie leży odejście z Prawa i Sprawiedliwości, łatwo byłoby mu przypiąć łatkę zdrajcy. Z drugiej strony, gdyby doprowadził do sytuacji, w której zostałby z partii wyrzucony, mógłby jako polityczny męczennik budować nową siłę centroprawicową.W tle pozostaje też kalkulacja innych graczy. Politycy Konfederacji z pewną satysfakcją obserwują napięcia w PiS, licząc, że ewentualne osłabienie ugrupowania mogłoby uczynić ich drugą siłą w Sejmie i wzmocnić ich pozycję negocjacyjną przy przyszłych rozmowach o rządzie w 2027 roku. Jednocześnie nieoficjalnie przyznają, że żadnego scenariusza nie traktują jako przesądzonego, zwłaszcza patrząc na skalę wewnętrznych napięć po obu stronach.Bo choć dziś mówimy o Prawie i Sprawiedliwości, to i w samej Konfederacji spór między Krzysztofem Bosakiem a Sławomirem Mentzenem potrafi być wyraźnie widoczny. Obaj liderzy zdają się jednak mieć świadomość, że razem są silniejsi niż osobno i to prawdopodobnie powstrzymuje ich przed jakimikolwiek poważniejszymi ruchami rozłamowymi przed wyborami.***W tym tygodniu Sejm po raz kolejny zajął się kwestią regulacji rynku kryptoaktywów w Polsce. W piątek, wyprzedzając nieco bieg wydarzeń, przyjął po raz trzeci projekt rządowy już z pewnymi poprawkami względem poprzedniej wersji, dwukrotnie zawetowanej przez Karola Nawrockiego. Pytanie, czy i tym razem sprawdzi się maksyma „do trzech razy sztuka”. Czy prezydent, który po miesiącach przedstawił własne rozwiązanie, tym razem podpis złoży, czy ponownie sięgnie po weto?Czytaj także: „Błędy prokuratury w sprawie Ziobry”. Mecenas wskazuje ryzykoJednocześnie na początku tygodnia doszło do zaskakującej wolty. Prawo i Sprawiedliwość wyszło z inicjatywą, która w praktyce mogłaby oznaczać delegalizację obrotu kryptowalutami w Polsce. Projekt przewidywał surowe kary – nawet do ośmiu, a w niektórych przypadkach do dziesięciu lat pozbawienia wolności.Zaskoczenie było duże, także wewnątrz samego PiS. Projekt krytykowali m.in. Mateusz Morawiecki i jego frakcja. Janusz Kowalski, który nie jest już członkiem Prawa i Sprawiedliwości, stwierdził wręcz, że taka polityka może otworzyć drogę do kolejnej kadencji rządu Donalda Tuska.Pojawia się pytanie: skąd tak gwałtowny zwrot? Przecież jeszcze kilka tygodni wcześniej PiS wspierał prezydenckie weto wobec rządowych propozycji, które Karol Nawrocki uznawał za przeregulowane. Teraz partia idzie w kierunku znacznie bardziej radykalnym. Czy to realizacja słów Jarosława Kaczyńskiego, który pytany przez Justynę Dobrosz-Oracz stwierdził, że kryptowaluty powinny zostać zakazane? A może próba politycznego odcięcia się od afery wokół Zondacrypto?Politycy PiS tłumaczą, że rząd Donalda Tuska nie potrafił skutecznie uregulować rynku kryptowalut i dopuścił do sytuacji kryzysowej z Zondą, dlatego konieczne są rozwiązania skrajne, czyli po prostu zakaz działalności. Z kolei przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej mówią o desperackiej próbie politycznego oczyszczenia się z afery kryptowalutowej, z góry skazanej na porażkę.Czytaj także: Afera Zondacrypto. Około 1,5 tys. zawiadomień do prokuratury