Kinga Preis w Teatrze Telewizji. – Nigdy nie marzyłam o żadnej konkretnej roli. Wolę być zaskakiwana. Gdy więc przyszła do mnie propozycja głównej rola w spektaklu „Moralność pani Dulskiej”, pomyślałam, że warto byłoby się z nią zmierzyć – powiedziała w rozmowie z Telewizją Polską Kinga Preis, która wcieli się w rolę Anieli Dulskiej w spektaklu „Moralność pani Dulskiej”. Podobno większość aktorek marzy o tym, by zagrać Anielę Dulską. Tak też było w pani przypadku? Nigdy nie marzyłam o żadnej konkretnej roli. Wolę być zaskakiwana. Gdy więc przyszła do mnie propozycja głównej rola w spektaklu „Moralność pani Dulskiej”, pomyślałam, że warto byłoby się z nią zmierzyć. Zwłaszcza że padła z ust reżyserki, z którą już kilkukrotnie pracowałam i za każdym razem było to dla mnie ciekawe doświadczenie.Agnieszka Glińska pamięta każdą kwestię – również te, których ja nie mogę zapamiętać oraz na dodatek sama świetnie gra. Ma aktorski talent i potrafi oddać emocje wszystkich postaci. I wcale nie chodzi o to, że chce, by ją naśladować. Agnieszka po prostu świetnie podaje intencję, co wpływa na wyobraźnię aktorów. Potrafi w kapitalny sposób wytłumaczyć, co chciałaby uzyskać od aktora. Nie bez przyczyny jest pedagogiem w szkole teatralnej. Czyli domyślam się, że od razu zgodziła się pan przyjąć tę propozycję? No właśnie nie. Wahałam się. Wiedziałam, że to dobry materiał dla aktorki, natomiast wyszłam z założenia, że skoro w Teatrze Telewizji powstało już kilka „Moralności pani Dulskiej”, to należy to uszanować i może lepiej tego nie dotykać. Wydawało mi się też, że tekst Zapolskiej jest dość staroświecki. Szczerze mówiąc, trochę mnie ten tytuł wystraszył. Potem pomyślałam, że z taką osobą, jak Agnieszka Glińska, do której mam pełne zaufanie, warto zaryzykować. Tekst „Moralności…” ma ponad 100 lat.Agnieszka powiedziała nam jednak, żebyśmy nie próbowali celebrować każdego słowa napisanego przez Zapolską, żebyśmy nie skupiali się na każdym słowie i jego znaczeniu. Żebyśmy skupili się na tempie. To nam pomogło, ale też utrudniło pracę, bo musieliśmy tak swobodnie poruszać się w tym tekście, jakbyśmy ścigali się sami ze sobą.Mam poczucie, że na planie tego Teatru Telewizji spotkały się dwa światy. Mimo że staraliśmy się wiernie przekazać to, co lata temu napisała Zapolska, cała ta historia została bardzo nowocześnie pokazana, a to za sprawą sposobu filmowania, który wymyślili Franek Przybylski, współreżyser oraz Maciek Edelman, wybitny operator. Wszystko kręciliśmy w długich ujęciach – tak, żeby widz mógł podążać za bohaterami i nie wiedział, gdzie kończy się dana scena, a gdzie zaczyna kolejna. Czytaj także: Francja pokochała go z wzajemnością. Andrzej Seweryn w „Pytaniu dnia”Czymś, co z pewnością wyróżnia ten spektakl na tle innych wersji „Moralności pani Dulskiej”, są piosenki. To prawda. Właściwie każdy bohater ma swoją piosenkę, która go definiuje i umiejscawia go we współczesnym kontekście. Mariusz Obijalski nadał im nowoczesną formę muzyczną, a Agnieszka i Franek napisali bardzo dobre teksty. Słuchając utworu finałowego, można mieć poczucie, że to taka przyjemne dla ucha piosenka. Można się pobujać, potańczyć.Jak się wsłuchamy w tekst, zorientujemy się, że jesteśmy tacy sami, jak bohaterowie opisani sto lat temu przez Zapolską. Że mamy taką samą łatwość wyrażania swoich opinii o innych niż Dulska. Że dokładnie tak samo, jak dla niej, liczą się dla nas pozory. Że jesteśmy tak samo zakłamani.Pani Dulska mówiła ludziom pewne rzeczy w cztery oczy, a my dziś jednym magicznym przyciskiem możemy wyrazić swoje zdanie i wylać drzemiącą w nas nienawiść całemu światu. Wiele osób postrzega Dulską jako skrajnie złą bohaterkę, a ja wcale nie uważam, żeby ona taka była. Została wychowana w takich czasach, w takim, a nie innym środowisku, które ją ulepiło jako przedstawiciela swojego gatunku. Ona dokładnie w ten sam sposób wychowuje swoje dzieci.Czytaj również: Iwaszkiewicz odczytywany na nowo. Wyjątkowa premiera w Teatrze TVPWydaje mi się, że wiele osób tak żyje, że w każdym z nas jest trochę Dulskiej. Po prostu ona stała się symbolem zakłamania.Pani też ma w sobie coś z Dulskiej?Każdy ma. Myślę, że każdy z nas znalazł się kiedyś w sytuacji, w której wolał spuścić wzrok, coś przemilczeć. Że każdy z nas na przykład próbował podać swojemu dziecku sposób na życie, który mu nie odpowiadał, ale z naszej perspektywy był dla niego dobry. To nie muszą być przecież jakieś ohydne rzeczy. Myślę, że Dulska też zaczynała od małych kroczków, a dopiero potem – efektem kuli śnieżnej – urosły one do wielkich rozmiarów. Dlatego trzeba być w życiu ostrożnym i uważnym.Dulska mówi: „kobieta powinna przejść przez życie cicho i spokojnie”, „dla kobiety nie ma jak dom”, „skromność to skarb dziewczęcia”. Co pani sądzi o takim postrzeganiu roli kobiety?Jest we mnie niezgoda na takie podejście do kobiet. W naszym spektaklu za każdym razem, gdy padają takie słowa, dajemy stopklatkę. Niestety, minęło tyle lat, a one wciąż są powtarzane. Dlatego trzeba je wytłuścić i zapisać drukowanymi literami. Może dzięki temu dotrze do ludzi to, jak bardzo są niebezpieczne. Tak nie można nikogo traktować. Ani kobiety, ani dziecka, ani mężczyzny. Nie można mówić, że „na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział”. To jest przyzwolenie na przemoc. Od tego już naprawdę krótka droga do tego, co pokazał Wojtek Smarzowski w „Domu dobrym”.Domyślam się, że Zapolska pisała te słowa właśnie po to, by zwrócić uwagę na pewne niebezpieczeństwo i ohydę, która kryje się za takimi tekstami. My w naszym spektaklu wypowiadamy je w kostiumach i pięknej dekoracji, ale robimy to tak, by widzowie po drugiej stronie ekranu poczuli, że dotyczą one ich samych tu i teraz.Są chwile z planu „Moralności pani Dulskiej”, które szczególnie mocno utkwiły pani w pamięci?Są. Jedna z nich to zupełnie prywatna opowieść, która dotyczy mojego wspaniałego kolegi – Olafa Lubaszenki, który grał mojego małżonka, pana Dulskiego. To był dzień, kiedy kręciliśmy sceny, w których on lewituje i fruwa. Olaf wszystko robił profesjonalnie i uśmiechał się, ale jakoś tak jakby przez mgłę. Był wycofany. Gdy wróciłam do domu, dowiedziałam się, że zmarł jego tata. On wiedział o tym od rana i nic nam nie powiedział. Nie chciał nas tym obarczać. Dla mnie są to bardzo intymne i kruche momenty. Pokazują, na czym polega nasz zawód.Bardzo dobrze wspominam także ostatnie dni zdjęciowe, kiedy nagrywaliśmy piosenki. Na co dzień nie mam szansy zmierzyć się z czymś takim, nie wiedziałam więc, czego się spodziewać, a okazało się, że to świetna zabawa. Muszę też przyznać, że rzadko się zdarza pracować w takich warunkach, takiej atmosferze i z takimi ludźmi. Śmiem twierdzić, że to od wielu lat moja najciekawsza artystycznie przygoda zawodowa. I cieszę się, że mogłam ją przeżyć w takim gronie. To był świetny czas – zarówno pod względem artystycznego wyzwania, jak i takiej czysto ludzkiej przyjemności obcowania z całą ekipą.Czytaj również: Polskie akcenty w Cannes. Wielkie nazwiska i walka o Złotą PalmęTęskniła pani za Teatrem Telewizji? Gdy zaczynałam swoją zawodową drogę, dużo grałam w Teatrze Telewizji. Po teatrze to był mój drugi świat, drugi dom. Potem miałam długą przerwę. W tym roku mija 18 lat od moich ostatnich ról w Teatrze Telewizji. W 2008 r. zagrałam w „Stygmatyczce” w reżyserii Wojciecha Nowaka i „Golgocie wrocławskiej” w reżyserii Jana Komasy. Naprawdę długo mnie tu nie było. Tym razem miała pani okazję pracować nie tylko z Agnieszką Glińską, ale też Frankiem Przybylskim, którego debiutem reżyserskim jest właśnie „Moralność pani Dulskiej”. Jak go pani ocenia? Jak wam się pracowało? Bardzo pozytywnie. Franek chciał zaryzykować i bardzo mocno pilnował tej filmowej strony naszego spektaklu. Zna się na tym jak nikt inny. A do tego – jestem niesamowitym szczególarzem. Dostrzega niuanse, nie odpuszcza nawet na minutę. Widzi to, co reżyserowi teatralnemu mogłoby umknąć. Ma też w sobie ogromną ciekawość. W spektaklu widzimy panią w dwóch wydaniach, w dwóch wcieleniach – w siwej i kasztanowej peruce. Lubi pani takie aktorskie metamorfozy? Oczywiście, że tak. Dla aktora to frajda. I nie chodzi o samo założenie peruki, bo nie czerpię przyjemności z tego, że ktoś mnie przebierze czy ucharakteryzuje. Chociaż muszę przyznać, że kostiumy, które zrobiła nam Kasia Lewińska, są obłędne. Natomiast ja kocham to, że peruka, kostium czy charakteryzacja dają aktorowi możliwość oderwania się od tego, kim jest. Te elementy bardzo pomagają nam odciąć się od prywatnego wizerunku i zbudować postać. Jeśli możemy się fizycznie zmienić, a do tego mamy co zagrać, to chyba nie ma lepszego połączenia. Premiera spektaklu „Moralność pani Dulskiej” w Teatrze Telewizji już 18 maja o godz. 20:30 na antenie TVP1. Czytaj również: „Wesele” odczytane na nowo. Wyjątkowy spektakl w Teatrze Telewizji