„To cud”. Pilot niewielkiego samolotu przymusowo wylądował na morzu niedaleko wybrzeża Florydy po awarii silnika. Dziesięcioro pasażerów, w tym trzech z obrażeniami, przeniósł na tratwę, którą dryfowali przez wiele godzin. W końcu nadeszła pomoc. Do incydentu doszło we wtorek. Turbośmigłowy samolot Beechcraft 300 King Air leciał z Marsh Harbour na wyspie Great Abaco na Bahamach międzynarodowe lotnisko Grand Bahama we Freeport. W pewnym momencie pilot stwierdził, że doszło do awarii silnika i podjął decyzję o lądowaniu na morzu.Pilot posadził maszynę około 80 km od Vero Beach na Florydzie. Zdołał przenieść 10 pasażerów, w tym trzech z lekkimi obrażeniami, na tratwę ratunkową. Rozpoczęło się wielogodzinne czekanie na pomoc. Media informują, że gdy zaniosło się na burzę, rozbitkowie schowali się pod plandeką, by zapewnić sobie jakąkolwiek ochronę.Akcja ratunkowaW końcu po około pięciu godzinach namierzyły ich załogi ekip poszukiwawczo-ratunkowych amerykańskiej armii. Mieli szczęście, w tym czasie lot szkoleniowy odbywała załoga HH-60W Jolly Green II, która z miejsca została skierowana do udziału w akcji. – Już po ich oczach można było stwierdzić, że są w niebezpieczeństwie – fizycznym, psychicznym i emocjonalnym – powiedział na konferencji prasowej kapitan Sił Powietrznych USA (USAF) Rory Whipple, specjalista ratownictwa bojowego, który wskoczył do wody i dopłynął do rozbitków. – Trzeba sobie wyobrazić, jakich obrażeń emocjonalnych doznali na morzu, nie wiedząc, czy ktoś ich uratuje – przyznał.Major rezerwy USAF Elizabeth Piowaty pochwaliła kunszt pilota Beechcrafta. Zwróciła uwagę, że starał się maksymalnie spowolnić samolot przed uderzeniem o fale. – Nie znam nikogo, kto przeżyłby wodowanie w oceanie – mówiła Piowaty, która dowodziła samolotem HC-130J Combat King II, biorącym udział w akcji ratunkowej.„Prawdziwy cud”– Po tym, co widziałam, przeżycie tych wszystkich ludzi to prawdziwy cud – oceniła. Załoga jej samolotu zrzuciła rozbitkom zestaw ratunkowy, który zawierał dwie dodatkowe tratwy, żywność i wodę. Ratownicy ze śmigłowca podjęli ich z morza, mimo fal sięgających półtora metra. Ostatnia osoba została wciągnięta ledwie kilka minut, zanim maszyna ratunkowa musiałaby wracać w celu uzupełnienia paliwa.Wszystkich 11 ocalałych przetransportowano samolotem na międzynarodowe lotnisko Melbourne Orlando, gdzie trafili pod opiekę lekarzy. Stan wszystkich określono jako stabilny.Amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa poinformowała, że przeprowadzi dochodzenie w sprawie wypadku.Czytaj także: Walka w kokpicie przed katastrofą. Zginęły 132 osoby