Kłopoty Rosji. Rosyjscy generałowie mieli przekonać Władimira Putina, że armia jest w stanie zająć cały Donbas do jesieni – podał „Financial Times”, powołując się na osoby mające kontakt z Kremlem i uczestnikami nieformalnych rozmów wokół wojny. To kolejny dowód na to, że Rosjanie mają problemy. I że wojny wcale kończyć nie chcą. Według rozmówców FT rosyjskie dowództwo ma dziś mówić Putinowi to, co Kreml chce usłyszeć: że Ukraińcy są wyczerpani, front zaczyna się sypać, a rezerwy ludzkie Kijowa topnieją. Jeden z uczestników nieoficjalnych rozmów ujął to brutalnie: Putinowi przekazuje się obraz Ukrainy, która „wydycha się” i nie będzie w stanie długo utrzymać Donbasu. To właśnie ta narracja ma utwierdzać rosyjskiego przywódcę w przekonaniu, że nie warto godzić się na zamrożenie wojny na obecnej linii frontu.Jeszcze niedawno – przynajmniej w kanałach dyplomatycznych – miała istnieć przestrzeń do rozmowy o wstrzymaniu walk tam, gdzie stoją dziś armie. Teraz, według źródeł FT, Putin koncentruje się przede wszystkim na zajęciu całego Donbasu. To obszar o szczególnym znaczeniu symbolicznym i politycznym: od 2014 roku był centrum rosyjskiej narracji o „obronie” ludności rosyjskojęzycznej, a po pełnoskalowej inwazji stał się jednym z głównych celów wojny. Moskwa formalnie ogłosiła aneksję obwodów donieckiego i ługańskiego, choć nie kontroluje całego terytorium Doniecczyzny.Punkt honoruW tym sensie Donbas pozostaje dla Putina czymś więcej niż kolejnym odcinkiem frontu. To punkt honoru, propagandowy dowód sensu wojny i możliwy klucz do kolejnego etapu negocjacji. Zastępca szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego Wadym Skibicki mówił FT, że jeśli Rosji udałoby się zająć Donbas, Kreml mógłby natychmiast rozszerzyć żądania – m.in. zażądać przekazania całych obwodów chersońskiego i zaporoskiego, które Moskwa także uznała w 2022 roku za „swoje”, choć znaczna ich część pozostaje pod kontrolą Ukrainy.To właśnie tu widać zasadniczy problem wszystkich rozmów pokojowych. Rosja nie traktuje negocjacji jako mechanizmu kompromisu, lecz jako narzędzie legalizacji tego, co uda się zdobyć siłą. Jeżeli front stoi – Moskwa mówi o „realizacji celów specjalnej operacji”. Jeżeli przesuwa się choćby powoli – Kreml uznaje, że trzeba poczekać. Jeżeli udałoby się zająć Donbas – cena rozejmu prawdopodobnie wzrosłaby natychmiast.Czytaj też: Kaczyński prosi o wpłacanie pieniędzy na PiS. „Serdeczna prośba”Według FT część rosyjskich ambicji może sięgać jeszcze dalej – aż po kontrolę nad większą częścią Ukrainy na wschód i południe od Dniepru, w maksymalistycznych wizjach także z Kijowem czy Odessą jako celami strategicznymi. Brzmi to dziś bardziej jak imperialna fantazja niż realny plan operacyjny, ale w rosyjskiej polityce takie fantazje mają znaczenie. Nie zawsze opisują to, co armia jest w stanie zrobić jutro. Często opisują to, czego Kreml nie przestał chcieć.Koniec dalekoDonald Trump w ostatnich dniach sugerował, że Rosja i Ukraina są blisko porozumienia, ale – jak podaje FT – ani Kijów, ani Moskwa nie widzą dziś dużego sensu w kontynuowaniu rozmów w obecnym formacie. Ukraińscy urzędnicy mówią, że Amerykanom nie udało się wymusić na Rosji żadnego realnego postępu. Rosja z kolei coraz wyraźniej stawia warunek, którego Ukraina nie może przyjąć: wycofanie ukraińskich wojsk z Donbasu. Doradca Putina Jurij Uszakow stwierdził 10 maja, że bez takiego kroku nawet dziesiątki rund rozmów nie ruszą procesu z miejsca.Obie strony mówią o pokoju, ale każda rozumie go inaczej. Ukraina chce gwarancji bezpieczeństwa i zatrzymania agresji. Rosja chce uznania swoich zdobyczy, a najlepiej jeszcze wycofania ukraińskiej armii z terenów, których sama nie zdołała zająć.Czytaj też: Papież mówił o zamachu na Jana Pawła II. Zwrócił się do Polaków