Walka z czasem. Niewielki samolot pasażerski rozbił się u wybrzeży Florydy podczas lotu między wyspami Bahamów. Na pokładzie znajdowało się 11 osób. Wszyscy zostali odnalezieni i uratowani przez amerykańską straż przybrzeżną. Do zdarzenia doszło we wtorek około godziny 12:05 czasu lokalnego (godz. 18:05 w Polsce). Według amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), maszyna typu Beechcraft 300 King Air runęła do Atlantyku około 80 kilometrów na wschód od lotniska Vero Beach na Florydzie. Samolot wystartował z Marsh Harbour na Bahamach i leciał do Freeportu na wyspie Wielka Bahama.Pilot miał wcześniej zgłosić sytuację awaryjną. Niedługo później utracono kontakt z maszyną. Bahamskie służby poinformowały, że natychmiast rozpoczęto akcję poszukiwawczo-ratunkową z udziałem amerykańskiej straży przybrzeżnej i kilku agencji z Bahamów.Akcja ratunkowa na AtlantykuDo poszukiwań wysłano samolot ratowniczy C-27. Rozbitków odnaleziono w wodzie niedaleko miejsca katastrofy. Wszyscy pasażerowie zostali przetransportowani śmigłowcami do Melbourne na Florydzie, gdzie trafili do szpitali na badania i obserwację.Początkowo pojawiały się informacje o 10 osobach na pokładzie. Później amerykańska straż przybrzeżna przekazała, że z wody podjęto 11 rozbitków. Wszyscy przeżyli katastrofę.Według lokalnych władz, część pasażerów odniosła obrażenia. Amerykańskie media informują, że co najmniej trzy osoby mogły zostać ciężko ranne.Możliwe problemy techniczneNa razie nie wiadomo, co doprowadziło do katastrofy. Śledztwo prowadzi FAA. Według nieoficjalnych informacji śledczy analizują możliwość awarii silnika. Maszyna miała utracić możliwość skrętu i kontynuować lot po prostej aż do wodowania.W chwili katastrofy w rejonie mogły panować trudne warunki pogodowe. Media w USA informowały o silnym zachmurzeniu, opadach i burzach występujących w okolicy wybrzeża Florydy.Czytaj także: Walka w kokpicie przed katastrofą. Zginęły 132 osoby