„Weź dopytaj”. Sąd Okręgowy w Częstochowie ogłosił wyrok w sprawie śmierci 8-letniego Kamilka, który był przez lata ofiarą przemocy domowej. Ojczym chłopca, Dawid B., został skazany na 25 lat więzienia. Matka dziecka, Magdalena B., spędzi za kratami 16 lat. Wujostwo Kamilka, Aneta i Wojciech J., oskarżeni o zaniechania, otrzymali kary w zawieszeniu. Orzeczenie wywołało oburzenie z uwagi na niski wymiar kary, prokuratura zapowiada apelację. Równocześnie prowadzone jest postępowanie mające ustalić odpowiedzialność instytucji zobowiązanych do ochrony dziecka. Mimo że początkowo śledztwo dotyczące zaniedbań ze strony urzędników, pracowników MOPS-u, sądów i szkoły zostało umorzone, w styczniu 2026 roku Sąd Rejonowy w Kielcach zdecydował o częściowym wznowieniu sprawy. Obecnie prokuratura ponownie bada działania sędziów, prokuratorów, kuratorów oraz policjantów sprawujących nadzór nad rodziną przed tragedią.O sprawie Kamilka, cierpieniu dziecka, które trwało latami i systemie, który teoretycznie miał go chronić, a zawiódł na całej linii, w podcaście „Weź dopytaj” Anna J.Dudek rozmawia z dziennikarzem Michałem Janczurą, który badał tę sprawę. Kamil zmarł w wyniku obrażeń, które zadał mu ojczym, rzucając chłopca na gorący piec, 8 maja 2023 roku. Zobacz także: Oskarżeni ws. śmierci Kamilka usłyszą wyrok. Grozi im dożywocieJak doszło do tragedii?Do tego domu przychodził kurator, dzielnicowy, asystent rodziny, pracownicy socjalni, Kamil chodził do szkoły. Jak to możliwe, że nikt, poza jednym lekarzem, nie dostrzegł, że Kamil przeżywa horror?„Nie miałam żadnych informacji o stosowaniu przemocy wobec dzieci w tej rodzinie. Nie zaobserwowałam też przejawów przemocy. (...) W czasie moich wizyt dzieci się bawiły, biegały, nic nie budziło mojego niepokoju” – cytuje kuratorkę sądową Michał Janczura w tekście o sprawie, w którym wraz z Magdaleną Mieśnik ujawnia skalę zaniedbań instytucji.„Policjanci przekazują chłopca matce. Piszą, że nic nie wzbudziło ich niepokoju, na ciele dziecka nie było widocznych obrażeń, więc nie podjęli dodatkowych działań” – piszą autorzy tekstu. Pracownica społeczna: „Tylko mówiłam mu, żeby nie uciekał. Nigdy nie zapytałam, czy w domu dzieje mu się krzywda. Nie mam wiedzy, by Kamil miał jakiekolwiek obrażenia fizyczne, gdy był w Olkuszu. Młodszy brat miał zasinienie na policzku. Nie rozmawiałam z nim o tym, kto mu to zrobił, bo nie mówił”.– Lekarz był jedyną osobą, która zareagowała, kiedy Kamil po raz kolejny uciekł z domu i trafił pod jego opiekę. Zauważył ślady przemocy, ściągnął do Kamila psychologa, poinformował odpowiednie służby i dzwonił do sądu. Próbował zatrzymać go w szpitalu tak długo, jak się dało, by go ochronić. Wszyscy inni zawiedli, przecież już po tym, jak Kamil leżał zwinięty w kłębek z potwornymi obrażeniami, w tym domu były pracownice społeczne i dzielnicowy, ale nikt nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, co naprawdę dzieje się z dzieckiem. Wszyscy wierzyli zapewnieniom matki, która mówiła, że Kamil śpi – mówi Michał Janczura.Dodaje, że przypadek Kamila nie jest jedyny – tysiące dzieci w Polsce cierpią na skutek przemocy. Rocznie w Polsce z rak opiekunów i rodziców ginie kilkudziesięcioro dzieci. Jednak statystyk brakuje – nie ma, poza Biurem Rzecznika Praw Dziecka, instytucji powołanych do ochrony dzieci i ich praw.– Mamy szumne zapowiedzi, obietnice zmian, jednak nic się nie dzieje. mamy do czynienia z nieróbstwem i indolencją polityków, zarówno tej ekipy, jak i poprzednich – dodaje dziennikarz.Tragiczna śmierć chłopca stała się impulsem do wprowadzenia zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, określanych mianem „Ustawy Kamilka”. Nowelizacja przewidziała między innymi wprowadzenie standardów ochrony dzieci we wszystkich instytucjach pracujących z małoletnimi, obowiązek analizowania najpoważniejszych przypadków przemocy wobec dzieci (tzw. Serious Case Review) oraz usprawnienie współpracy między służbami i instytucjami udzielającymi pomocy.Zobacz też: Opieka naprzemienna? „Brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa”