„Co tu się, do diabła dzieje?”. Uwielbiamy zagadki, a jedną z największych, nurtujących ludzkość od tysięcy lat jest to, czy przedstawiciele obcych cywilizacji przypadkiem nas nie odwiedzają. Fantastycznych relacji mieliśmy bez liku. W efekcie trzy litery UFO rozpalają wyobraźnię ludzi pod każdą szerokością geograficzną. Prezydent USA Donald Trump stwierdził, że raporty dotyczące osobliwych zjawisk i kontaktów zbyt długo były przedmiotem spekulacji i nakazał ich odtajnienie. Pentagon ujawnił właśnie pierwszą część materiałów. Czego się dowiedzieliśmy? „W dążeniu do pełnej i maksymalnej przejrzystości miałem zaszczyt zobligować moją administrację do identyfikacji i udostępnienia rządowych dokumentów dotyczących życia obcego i pozaziemskiego, niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych (UAP – przyp. red.) oraz niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO – przyp. red.)” – oświadczył Donald Trump we wpisie na własnej platformie Truth Social.„Tak, jak obiecałem, Departament Wojny udostępnił pierwszą część plików UFO/UAP do przeglądu i analizy” – pochwalił się. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie zaatakował poprzedników, że nie byli transparentni, że traktowali badania po macoszemu. „W przypadku tych nowych dokumentów i filmów ludzie mogą sami zdecydować: 'Co tu się, do diabła dzieje?'. Bawcie się dobrze” – podkreślił prezydent USA.Odtajnienie dokumentów dotyczących UFO Trump nakazał 20 lutego, więc trochę musieliśmy na nie poczekać. Zadanie otrzymał Specjalny zespół AARO ds. badania UAP (niezidentyfikowane zjawiska anomalne), który działa w Pentagonie od 2021 roku i wcześnie publikował nieprzekonujące raporty.„Te akta, ukryte pod klauzulami tajności, od dawna podsycają uzasadnione spekulacje – i nadszedł czas, aby Amerykanie sami to zobaczyli. Upublicznienie odtajnionych dokumentów świadczy o szczerym zaangażowaniu administracji Trumpa w bezprecedensową przejrzystość” – zaznaczył w oświadczeniu szef Pentagonu Peter Hegseth. Albo tak napisał mu zespół prasowy.Obama: Kosmici istniejąSprawa przyspieszyła w ostatnich miesiącach. Ujawnienie niezidentyfikowanych zjawisk poprzedziła nader łatwa do identyfikacji przepychanka polityczna. Paliwa do ognia dolał były prezydent Barack Obama. Najpierw w lutym oświadczył, że na podstawie jego „prezydenckiej” wiedzy kosmici istnieją. Zaprzeczył natomiast plotkom, że są przetrzymywani w Strefie 51, czyli tajnej bazie wojskowej służącej do testów nowych rozwiązań technicznych (czytaj broni) na pustyni w Nevadzie.Obama zaprzeczał też istnieniu rzekomych obiektów i laboratoriów, które miałyby prowadzić jakieś tajne programy związane z technologią przejętą od cywilizacji pozaziemskich. W ich istnienie wierzą zwolennicy tezy, że kosmici nas odwiedzają, natomiast władze wiedzą, ale nie powiedzą. – Nie ma żadnego podziemnego ośrodka, chyba że istnieje jakiś gigantyczny spisek i ukryto go przed prezydentem Stanów Zjednoczonych – mówił pół żartem pół serio w podcaście dziennikarza Briana Tylera Cohena.Nie wyjaśnił jednak, czy jego twierdzenia o UFO dotyczą konkretnych raportów i zna dowody, czy też jak wszyscy profani „wiedzą”, bo „wierzą, że coś tam musi być”. Niestety, szybko też zaczął łagodzić swoje oświadczenie. Przekonywał, że odnosił się do „statystycznego prawdopodobieństwa, że istnieje życie poza Ziemią”.Oczywiście prawdopodobieństwo jest. Samych galaktyk we Wszechświecie są 2 biliony, każda może zawierać biliony gwiazd. Niektóre mogą tworzyć układy planetarne, na planetach mogą wystąpić warunki do powstania życia, mogło ono wyewoluować, mogły powstać cywilizacje i tak dalej. Wraz z dokładaniem kolejnych warunków prawdopodobieństwo spada radykalnie, ale ono dalej oczywiście jest.Kosmiczne cywilizacjeDla nas kluczowe jest, czy w kosmosie powstały cywilizacje, których przedstawiciele na jakimś etapie naszej historii przylecieli na Ziemię i nawiązali kontakt. Tego miłośnicy UFO i wszelkich teorii spiskowych oczekują. W ostatnich latach ich apetyty w tej materii mocno się zaostrzyły. Nieco niezwykle interesujących dokumentów służby już opublikowały.W latach 2022-2025 kilkukrotnie dochodziło w Kongresie USA do przesłuchań w tej sprawie. Niezwykle ciekawe były zeznania emerytowanego majora Davida Gruscha, byłego członka Zespołu Zadaniowego ds. UFO w Pentagonie, a później rządowego sygnalisty. Podczas posiedzenia podkomisji ds. bezpieczeństwa narodowego Komisji Nadzoru Izby Reprezentantów wskazał, że „odmówiono mu dostępu do niektórych rządowych programów dotyczących UFO, ale zna 'dokładne lokalizacje' UAP w posiadaniu USA”.Grusch nie jest pierwszym lepszym fotografem chmur, lecz odznaczonym oficerem służącym w Afganistanie, który przez 14 lat zajmował się badaniem tematu niezidentyfikowanych zjawisk, także podwodnych, dla rozmaitych agencji rządowych. W wywiadzie dla portalu The Debrief, specjalizującym się w tematyce naukowej i wojskowej, przekonywał, że ma dowody na to, iż w tajnych bazach znajdują się pojazdy pochodzące od obcych cywilizacji.W środowisku ufologów zawrzało. Słowa sygnalisty odbiły się szerokim echem w tym środowisku. Mówił więc, że od dziesięcioleci amerykański rząd, jego sojusznicy i kontrahenci z branży obronnej odzyskują częściowe fragmenty UFO (jak odzyskują, to pewnie musiały się rozbić – gdzie? Nie wiadomo), a nawet całe, nienaruszone pojazdy.Unikalne układy atomoweDalej było jeszcze ciekawiej. Mówił, że odzyskane obiekty mają „egzotyczne pochodzenie ustalone w oparciu o morfologię pojazdu i testy materiałoznawcze oraz posiadają unikalne układy atomowe i sygnatury radiologiczne”. Ani chybi muszą być więc – dowodził – wytworem inteligentnych form życia niezwiązanych z człowiekiem, pochodzenia pozaziemskiego lub nieznanego.Emerytowany wojskowy ujawniał również, że wielu starszych i byłych oficerów wywiadu dostarczyło dokumenty oraz inne dowody, wskazujące, że byli częścią tajnego programu badającego statki kosmitów znalezione w oceanach. Tu pojawia się niedosyt – zaznaczył, że nigdy nie widział zdjęć rzekomego odzyskanego statku, ale dużo rozmawiał z innymi, którzy je widzieli. Wyjaśniał, że są to pojazdy pochodzenia pozaziemskiego, które albo wylądowały, albo się rozbiły. Wyrażał przy tym niezadowolenie, że utrzymywanie tych informacji w tajemnicy „powstrzymuje ludzkość przed przygotowaniem się na nieoczekiwany scenariusz kontaktu z obcymi”. – Mam nadzieję, że to odkrycie będzie szokiem ontologicznym z socjologicznego punktu widzenia i będzie jednoczącą kwestią dla narodów świata dla ponownej oceny ich priorytetów – podkreślił.Grusch twierdził również, że próbował przekazać tajne informacje o obcych pojazdach Kongresowi USA, ale spotkał się z represjami ze strony urzędników rządowych. Fantasta? Raczej nie. Pułkownik Karl E. Nell był łącznikiem armii z grupą zadaniową UAP w latach 2021-2022 i pracował tam z Gruschem. Współpracę z nim określił słowami „bez zarzutu”.Inteligencja pozaziemska– Jego twierdzenie dotyczące istnienia ziemskiego wyścigu zbrojeń, który miał miejsce w ciągu ostatnich 80 lat, skupiając się na technologiach inżynierii nieznanego pochodzenia, jest zasadniczo poprawne. Podobnie jak niepodważalna świadomość, że przynajmniej niektóre z tych technologii nieznanego pochodzenia stworzyła inteligencja pozaziemska – przyznał Nell.Potem rewelacje skomentował Jonathan Gray, oficer Wspólnoty Wywiadowczej z dostępem do ściśle tajnych materiałów, pracujący dla Narodowego Centrum Wywiadu Powietrznego i Kosmicznego (NASIC). Słowem – analityk UAP. Stwierdził, że rząd USA dysponuje „egzotycznymi materiałami”, które są badane pod kątem ich pochodzenia i właściwości. – Nie jesteśmy sami – stwierdził wprost.O tym, jak bardzo nie jesteśmy sami, już wcześniej raportowały rozmaite agencje rządowe, ale też tak, żeby za dużo nie powiedzieć. Tymczasem ostatnie lata obrodziły niezwykłymi obserwacjami. Najsłynniejszą i do dziś niewyjaśnioną jest tajemnicze spotkanie pilotów amerykańskiego myśliwców F/A-18F Super Hornet w listopadzie 2004 roku z czymś.Nagranie wyciekło do sieci i w końcu Pentagon potwierdził jego autentyczność. Mało tego, wojskowi poprosili o pomoc w rozwiązaniu zagadki. A wyglądało to tak: komandor David Fravor – absolwent elitarnego kursu pilotów myśliwskich Top Gun i dowódca eskadry F/A-18 Black Aces – wykonywał lot szkoleniowy nad Kalifornią. Dowództwo okrętu USS Princeton rozkazało mu przechwycenie pewnego obiektu latającego, który wcześniej, przez około dwa tygodnie był namierzany. Załoga miała zbadać, co to za tajemniczy obiekt, czy stanowi zagrożenie, czy przenosi broń i tak dalej.Wojskowi dotarli do tego czegoś, a kamera pokładowa to nagrała. Był to owal z jakimiś dodatkowymi dyngsami o rozmiarze – oszacowano – około 14 metrów, taki trochę rekwizyt z filmów klasy B Eda Wooda. Znajdował się na wysokości około 24 tys. metrów. Nagle wbrew prawom fizyki i aerodynamiki wykonał nagły skok do wysokości 6 tys. metrów, pod wiatr wiejący około 200 km/godz., a jeszcze przy tym obracał się wokół własnej osi.Coś poleciało 6 tys. km/godz.Gdy pilot byli w szoku dowództwo USS Princeton wezwało go do punktu zbornego oddalonego o około 100 km. Po chwili operator z okrętu ponownie połączył się Fravorem. – Nie uwierzycie! Ten obiekt znajduje się już w waszym punkcie zbornym – mówił nie mniej zszokowany. Policzono, że osobliwy pojazd musiał poruszać się z prędkością przeszło 6 tys. km/godz. Wszystko potwierdził pilot drugiego F/A-18 Jim Slaight. On i Fravor mieli pecha, widzieli, co widzieli, nagrali to, ale po wylądowaniu na lotniskowcu USS Nimitz stali się obiektem drwin. I tak to się ciągnęło latami. Dowód jednak mieli.Wyobraźnię miłośników UFO rozgrzała też historia z połowy 2014 roku. Pilot F/A-18 i porucznik marynarki USA Ryan Graves zaczął dostrzegać coś podczas lotów szkoleniowych u wybrzeży Virginia Beach w stanie Wirginia. Nie były to omamy. Również instrumenty pokładowe wskazywały na jakieś fantomowe sygnały poruszające się z niezwykłą prędkością i dokładnością.Pilot ocenił, że takie odczyty to pewnie usterki albo inne anomalie, czujniki też się przecież mogą mylić. Ale stało się tak, że to coś zawisło w miejscu i nagle odskoczyło z prędkością naddźwiękową do wysokości 13 km. Graves opisał osobliwość, która znalazła się około 15 kilometrów od jego samolotu, jako ciemnoszary lub czarny sześcian wewnątrz przezroczystej kuli o średnicy od 1,5 do 4,5 metra.Eskadra Gravesa w następnych miesiącach niemal codziennie doświadczała podobnych kontaktów. Pojazdy (albo i nie) leciały w luźnych formacjach, czasem pojedynczo a czasem w grupach. Nie miały widocznego napędu, skrzydeł i nie emitowały spalin. Różnie się zachowywały. A to obracały w miejscu, a to znikały. Jak to UFO.Jakim cudem coś tak latało? Co to było? Zagadka. Nad jej rozwikłaniem pochylili się analitycy z Advanced Aerospace Threat Identification Program, czyli tajnego programu identyfikacji zaawansowanych zagrożeń lotniczych Pentagonu, takiego lotniczego Archiwum X. Oczywiście połamali sobie zęby. Ponieważ nagranie było już jawne, Waszyngton postanowił zagrać w częściowo otwarte karty i w czerwcu 2021 roku Wspólnota Wywiadowcza opublikowała wstępny raport na temat „niewyjaśnionych zjawisk powietrznych”Dokument nie imponował objętością – to zaledwie 9 stron. Wspomniano o 144 przypadkach obserwacji tajemniczych zjawisk z lat 2004-2021, z czego 143 pozostają bez jednoznacznego wyjaśnienia, zaś jeden UAP przypisano naturalnemu zjawisku. 80 z nich zaobserwowano za pomocą więcej niż jednego przyrządu. W 18 przypadkach zaobserwowano obiekty wykazujące „niezwykłe schematy ruchu i charakterystykę lotu”, zdającą się wskazywać na zaawansowane technologie.UFO bez napędu„Niektóre UAP zdawały się pozostawać w miejscu mimo wiatru, poruszać się pod wiatr, dokonywać manewrów i ruchów ze znaczącą prędkością, bez dostrzegalnych środków napędu” – stwierdzono w dokumencie. Autorzy przyznali, że konieczne są dalsze badania, by potwierdzić zgromadzone dane i sprawdzić, czy obiekty zdradzają cechy przełomowych technologii. Przełomowych w sensie możliwych do wykorzystania militarnego, a później ewentualnie w przemyśle cywilnym.Oceniono natomiast, że prawdopodobnie nie ma jednego wyjaśnienia tych nader interesujących dla nas zjawisk. Zaproponowano między innymi tajne programy amerykańskiego rządu, technologie należące do obcych mocarstw, takich jak Rosja lub Chiny, zjawiska naturalne. Zwrócono też uwagę, choć bez większego przekonania, na możliwość, że były to obiekty zanieczyszczające pole widzenia, takie jak balony, ptaki czy śmieci, oraz inne, wymagające „dodatkowej wiedzy naukowej” do ich zbadania i analizy.Wywiad ostrzegł natomiast, że niezidentyfikowane obiekty latające stanowią potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa lotów, a nawet bezpieczeństwa narodowego. Ta kluczowa kwestia zawsze jest brana pod uwagę w pierwszej kolejności. Pośrednio wskazują na to lokalizacje, skąd pochodzą materiały, których opublikowanie nakazał Trump. Nie jest to tylko terytorium USA, dokumenty dotyczą też obserwacji dokonanych w Grecji, Syrii, Iraku, Japonii czy nad cieśniną Ormuz, czyli tam, gdzie Amerykanie mają strategiczne interesy geopolityczne. Dochodzą też materiały z kosmosu.Jakim diabelstwem jeszcze podzielił się Pentagon? Otrzymaliśmy dostęp do 163 plików pochodzących z lat 1948-2025, a w nich do setek dokumentów, filmów i zdjęć. Zaznaczono, że rząd „nie jest w stanie jednoznacznie określić natury obserwowanych zjawisk”. To zresztą jednak tylko początek. Dopiero bowiem rozpoczął się „proces identyfikacji i odtajniania rządowych dokumentów związanych z zjawiskiem niezidentyfikowanych obiektów latających”.Niestety Waszyngton nie ułatwił zadania. Opisy są zdawkowe, kontekst często tylko zarysowany, podobnie jak dotychczasowe analizy. Hegseth stwierdził, że ludzi sami powinni dokonać odpowiedniego osądu. Może i racja, ale dokonanie go jest tym łatwiejsze, im więcej ma się informacji. Do tego pierwszy pakiet nie zawiera 46 filmów z UFO, których upublicznienia Kongres USA zażądał od Departamentu Wojny.UFO odbiło pocisk HellfireWśród tych nagrań jest to słynne, udostępnione przez sygnalistę, które przedstawia amerykańskiego drona Reaper wystrzeliwującego pocisk Hellfire w kierunku świecącej kuli u wybrzeży Jemenu, ale rakieta jak niepyszna odbija się od tajemniczego obiektu. Pentagon nigdy nie skomentował nagrania. Nikt jeszcze nie zdołał wyjaśnić, w co trafił pocisk.Ale i tak jest sporo ciekawostek. Jeden z dziwniejszych dokumentów dotyczy obiektu namierzonego nad Grecją w 2024 roku. Jest to jakiś romb z opuszczoną sondą, który poruszał się w prostej linii pośród chmur z prędkością wynoszącą ponad 800 km/godz. Wziął i poleciał.Albo taka sytuacja z września 2023 roku. Zamknięty amerykański poligon wojskowy. Nagle pojawia się „obiekt w kształcie cygara”, który się materializuje i zaraz znika. Kobieta z 15-letnim doświadczeniem w pracy przy instalacjach wojskowych zeznaje, że „nigdy nie widziała niczego podobnego do obiektu, który zaobserwowała” i że „poczuła, jak zniknął, gdy go zobaczyliśmy”. Inny świadek zgłosił, że miał potem problemy ze snem.Na wizualizacji obiektu dokonanej przez agentów FBI, opartej na „potwierdzających relacjach naocznych świadków”, widać „elipsoidalny, metaliczny brązowawy obiekt” o długości około 40-60 metrów. Świadkowie wskazali, że mierzył tyle, co dwa lub trzy helikoptery Black Hawk i pojawił się wraz z jasnym błyskiem światła.Coś obserwowano też w kosmosie. Pentagon zaznaczył, że materiały te „nie zostały jeszcze przeanalizowane pod kątem ewentualnych anomalii” i nie stanowią dowodu na istnienie pozaziemskiej cywilizacji. Wojskowi przyznali, że „z zadowoleniem przyjmą analizy, informacje i wiedzę specjalistyczną przedstawicieli sektora prywatnego” podczas dochodzeń dotyczących niektórych spraw.Astronauci NASA i UFOSzczególnie chętnie UFO upatrzyło sobie misje Apollo NASA. Jeden z dokumentów przedstawia trzy nietypowe obserwacje dokonane przez pilota modułu księżycowego Apollo 11 Buzza Aldrina – „obiekt w drodze na Księżyc”, „błyski światła w kabinie” oraz „jasne światło, które załoga wstępnie uznała za laser”. To była ta misja z lipca 1969 roku, podczas której człowiek po raz pierwszy stanął na Księżycu.Teraz misja Apollo 12. Udostępniono pięć archiwalnych zdjęć zawierających zaznaczone coś, co opisano jako „niezidentyfikowane zjawiska”. Jeden z astronautów zaobserwował błyski światła, które opisał jako „uciekające z Księżyca” i „odpływające w kosmos”. Inny zauważył „drobne fragmenty unoszące się” poza statkiem kosmicznym.Są też słynne „trzy 'kropki' w trójkątnym układzie” zaobserwowane przez załogę misji Apollo 17. Astronauci opisali je jako „bardzo jasne cząsteczki lub fragmenty”, które wyglądały „jak 4 lipca” (cokolwiek to znaczy). Ocenili, że może to i były fragmenty lodu lub farby wybite z ich pojazdu kosmicznego. Dowódca misji opowiedział też o intensywnym świetle, które porównał do reflektora pociągu skierowanego między jego oczy.Nie ma sensu opisywać wszystkich ujawnionych obserwacji i relacji. Warto na pewno czekać na kolejną transzę od Pentagonu, ale też wyobrazić sobie, co skrywają archiwa choćby Rosji i Chin. Tam z pewnością również nie brakuje smakowitych kąsków. Niedawno CIA ujawniła relację kontaktu z UFO w Związku Sowieckim, w nieujawnionym miejscu i czasie.Kosmita zabił RosjanZajrzyjmy. Oto „nisko lecący statek w kształcie spodka” przelatuje nad sowiecką jednostką biorącą udział w ćwiczeniach, wobec czego żołnierze strącają to rakietą ziemia-powietrze. Pojazd rozbija się w pobliżu bazy wojskowej. Z wraku wyłania się „pięć niskich, humanoidalnych stworzeń z dużymi głowami i dużymi czarnymi oczami i łączy ze sobą, tworząc jeden 'pojedynczy obiekt', wydając przy tym głośny, brzęczący dźwięk”. Istota emituje światło, od którego – jak twierdzą naoczni świadkowie – 23 żołnierzy nagle „zamieniło się w kamienne słupy”. Dwóch miało przeżyć, gdyż stali w zacienionym miejscu i nie byli całkowicie wystawieni na kontakt ze światłem.CIA twierdzi, że szczątki „skamieniałych żołnierzy” i sam statek kosmiczny zostały przetransportowane do tajnej bazy w pobliżu Moskwy w celu zbadania. Naukowcy mieli ustalić, że struktura molekularna zmarłych żołnierzy odpowiada strukturze wapienia. Stwierdzono również, że przyczyną ich zagłady było „źródło energii”, którego natura nie jest jeszcze znana ludziom. Zapewne nigdy nie uzyskamy potwierdzenia, czy faktycznie doszło do tego incydentu. Rosjanie osiągnęli bowiem wyżyny w kłamstwie i fałszowaniu prawdy, ale historia jest ciekawa i częściową firmują ją Amerykanie.Tajemnicze zjawiska na niebie nie są niczym nowym. Widywane są od wieków na całym świecie. Zachowały się relacje o zaobserwowaniu „płomiennych dysków” na niebie ze starożytnego Egiptu, które skrzętnie odnotowali skrybowie faraona Totmesa III z XVIII dynastii, panującego w latach 1458-1424 przed naszą erą. Ich mnogość sugeruje, że faktycznie coś dziwnego i niewytłumaczalnego czasem nas odwiedza.Czy raporty, których odtajnienie nakazał Donald Trump, coś zmienią w naszej wiedzy o UFO? Można wątpić. Niczego bowiem nie wyjaśniają, są tylko kolejnymi poszlakami, ewentualnie dowodami, których i tak nie możemy wyjaśnić. Zresztą może lepiej, żeby zjawisko UFO pozostało zagadką. Niczego przecież tak nie lubimy, jak porządnej tajemnicy. Gdyby jednak kontakty z przedstawicielami obcych cywilizacji okazały się prawdą, to upewniwszy się, że kosmici nie chcą nas zniszczyć, moglibyśmy ich spytać, jak do licha robią tę kręgi w zbożu albo gdzie zabrali Elvisa Presleya.