Rozmowa z Bogusławem Kiercem. Dywagacje na temat jego śmierci są różne, bo w dniu, kiedy zmarł, na skrawku gazety, pozostawił spis środków, które zażył. Wiele osób uważa, że chciał zostać uratowany, że był to wypadek – mówi w rozmowie z portalem TVP.info Bogusław Kierc, poeta, aktor, a prywatnie przyjaciel Rafała Wojaczka i autor jego biografii. Dziś mija 55 lat od śmierci poety, który uchodził za skandalistę. Czy rzeczywiście taki był? Jaka była jego poezja i kim się inspirował? Jak wyglądało pana pierwsze spotkanie z poezją Rafała Wojaczka? Które wiersze przeczytał pan jako pierwsze i jakie wywarły na panu wrażenie?Które czytałem jako pierwsze to te, którymi Rafał zadebiutował w pierwszym numerze powstałego wówczas miesięcznika „Poezja”. To właśnie tam był rekomendowany przez Tymoteusza Karpowicza. Czytałem je bez jakiegoś specjalnego poruszenia. Co więcej, traktowałem je jako coś w rodzaju materiału poetyckiego, z którego się wykluje mocna poezja. Dziś uważam, że to pierwsze czytanie poezji Rafała, wynikało z mojej zadufanej głuchoty (głupoty), z takiego nieprzestawienia słuchu na języki poezji odbiegającej od moich upodobań.Długo pan w ten sposób czytał i myślał o poezji Rafała Wojaczka?To odzyskanie słuchu na jego wiersze nastąpiło niewiarygodnie szybko. Odrzuciłem zaćmę czytania go jako debiutanta. Zacząłem zupełnie inaczej czytać nawet te wiersze, które pierwotnie potraktowałem jak wstępne materiały poetyckie.A może zmienił pan to postrzeganie twórczości Rafała Wojaczka ze względów osobistych. Miał okazję nie tylko go poznać, ale też się z nim zaprzyjaźnić.Nie, nie, tak nie było. Rafała osobiście poznałem – nawet dokładnie mogę określić tę datę – 22 maja 1968 roku. A więc już dużo po tym jego debiucie w „Poezji”. Potem jego wiersze pojawiały się w „Odrze” i czytałem je z głębokim przekonaniem, o ich wartości. Kiedy się poznaliśmy, byłem już czytelnikiem na tę poezję wyczulonym. Pamiętam, że spotkaliśmy się po raz pierwszy na schodach wiodących do ówczesnej redakcji „Odry”; jeden wracał, a drugi wędrował do gabinetu Tymoteusza Karpowicza. Potem, gdyśmy się już poznali i złapali tę bliższą znajomość, bardzo często pozwalałem sobie komentować jego wiersze, a więc dzielić się i upewniać się w tym, że już nie błądzę.Trudno może w to uwierzyć, ale przeszliśmy na „ty” stosunkowo późno. Byliśmy w tych pierwszych spotkaniach na „pan”Czy Rafał Wojaczek był otwarty na krytykę? Na te komentarze?Z mojej strony nie spotkał się nigdy z żadną krytyką. Starałem się mu przekazywać to, co dla mnie z jego wierszy wynikało i co we mnie budowało pełny obraz tego, co pisał. Bywało, że niektóre jego wiersze mnie zaskakiwały, tak było z „Piosenką z najwyższej wieży”, w którym padają słowa: „Piersi przekłute drutem do robótek/Ma moja żona I ciągle jej rad/I wciąż jej krwawe ciało wielbi kat/Kuchennym nożem biodra grubo struże”. Nigdy jednak nie mówiłem mu, że to jest złe, niedobre, bo takie nie było. Nasze rozmowy miały za tło przekonanie, że poezja jest sprawą życia i śmierci.Czytaj też: Wojna, która się nie skończyła. Pokój, który nie istniałJakim był człowiekiem? Wokół jego osoby narosło wiele mitów, wręcz legend. Postrzegany był jako ryzykant, który potrafił wyjść oknem, a nie drzwiami, wybijając przy tym szybę. Głośno było o tym, że jest alkoholikiem. Jaki był w pana oczach?Byłem świadom tych wszystkich opinii o Rafale, które docierały do mnie. Co mogę o nim powiedzieć to to, że był przede wszystkim człowiekiem o wielkiej ogładzie, jak to się kiedyś mówiło. Dobrze wychowanym. Trudno może w to uwierzyć, ale przeszliśmy na „ty” stosunkowo późno. Byliśmy w tych pierwszych spotkaniach na „pan”. To był rodzaj obopólnego szacunku.A kiedy przeszliście na „ty”?Wtedy, kiedy wręczył mi swój wiersz z dedykacją. Napisał: „Bogusławowi Kiercowi - 12 czerwca 1970 roku”. Sam wiersz został napisany w 1969 roku, ale ja go dostałem nieco później. A wracając do osobowości Rafała i mitów, które o niej powstały, mogę przyznać, że pijanego, czy nawet pijącego alkohol, widziałem może cztery albo pięć razy. Proporcjonalnie do ilości naszych spotkań, to była naprawdę malutka skala. Kiedy inni mówili o tym, jak pili czy upijali się z Wojaczkiem, ja nie wypiłem z nim ani grama alkoholu.Pamiętam, że gdy siedzieliśmy na ławce nad Odrą, co chwila ktoś podchodził do Rafała, żeby poprosić o zapałki, papierosa albo żeby go zagadnąć, zapytać o coś. Rafał natychmiast wchodził w idiom tego zagadującego, tego pytającego i zaczynał z nim rozmawiać. To było naprawdę zjawiskowe. Natychmiastowa akomodacja.A był pan świadkiem tych jego ryzykownych zachowań? Tych legendarnych wyjść oknem, a nie drzwiami?Tego świadkiem nie byłem, ale innego, dramatycznego zachowania już tak. Kiedyś przyszedł do nas do domu, piliśmy herbatę i w trakcie naszej rozmowy chyba odezwały się dzwony za oknem. Nagle Rafał powiedział: „To ona”. Zgniótł szklankę w dłoni, poszedł do łazienki (pewnie po ścierkę) i po chwili zawołał mnie. Okazało się, że naciął sobie policzek. (Dwie szramy, jak na obrazie Jasnogórskim). To mnie bardzo mocno poruszyło. Komentarz Rafała był taki: „Możesz to spożytkować literacko”. Próbowałem jakoś opatrzyć te rany, ale został ślad krwi na suszącym się dziecięcym śpioszku Julii. Historia z kategorii tych, kiedy nie wiadomo, co zrobić w takiej sytuacji.Rafał Wojaczek bywał szczęśliwy. Wiem to od osoby, która była jego ostatnią miłością. Rafał mówił o niej w pragnieniu zmiany swojego życiaDlaczego Rafał Wojaczek stał się taką kultową postacią? Jedni mówili o nim „czarny charakter”, inni nazywali go „poetą wyklętym”. Czy tak się działo bardziej przez ten jego charakter, czy bardziej przez to, jak pisał, jak tworzył?Wydaje mi się, że wszystko to jest skupione razem. On miał ostrą świadomość siebie, był – jak to kiedyś wyznał – świadkiem siebie i sam sobą. Miał w sobie kategoryczną niezgodę na świat taki, jakim jest.Ktoś powiedział o nim, że „bywał szczęśliwym człowiekiem, ale szczęśliwy nie był”. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?Myślę, że to jest zdanie bliskie prawdy. Bywał szczęśliwy. Wiem to od osoby, która była jego ostatnią miłością. Rafał mówił o niej w pragnieniu zmiany swojego życia. Zabrał się nawet do pilnego realizowania zaleceń lekarskich. Ona sama była świadkiem jego uszczęśliwień, ale również Rafał opowiadał mi o takich swoich chwilach. Jego otwartość w naszych rozmowach, była bardzo obszerna. Ja jednak nie idąc za jego myślą, żeby to „spożytkować literacko”, nie ujawniałem tego, co dotyczyło całkowitej jego prywatności. Nie naruszałem granicy bycia dopuszczonym do poznania najbardziej własnych tajemnic jego życia.Jak Rafał Wojaczek pracował nad swoją poezją? Podobno potrafił poprawiać nawet dwadzieścia razy jeden wiersz.Rzeczywiście tak było. Jest nawet taki wiersz, który ma aż 25 poprawek. Nie był poetą, który „przelewał na papier” i twierdził, że to wszystko, wystarczy, wiersz jest gotowy i najlepszy. Z tymi poprawkami, jakie nanosił miałem okazję się zetknąć, gdy pracowałem nad zbiorem jego wierszy. To w dużej mierze była zasługa wydawnictwa Ossolineum i redaktorki Anny Kosińskiej, która oświadczyła, że jestem zobowiązany do tego, żeby wydać utwory zebrane. Miałem pełną świadomość, że to jest niemożliwe, że przecież cenzura położy na tym łapę, ale próbować trzeba. Zabrałem się do tego, książka wyszła (trochę pokaleczona przez nożyczki cenzury) a w „Trybunie Ludu” pojawił się komentarz piętnujący lekkomyślność wydawania zbioru wierszy „chuligańskiego” autoraPowiedzenie o nim, że był naturszczykiem jest głęboko niesprawiedliwe. Ci, którzy tak mówili, nie mieli właściwie odpowiednich podstaw, żeby wydawać tego typu opinieCo w nim napisano?Nie potrafię zacytować atakujących fragmentów tego oszczerczego artykułu, ale pamiętam, że był „po linii” socjalistycznej praworządności i moralności.Kim Wojaczek się inspirował? Co było wśród jego poetycko-prozaicznych zainteresowań?W dużej mierze, tak przypuszczam, zawdzięczał te inspiracje, swoim rodzicom. Matce anglistce, romanistce oraz ojcu, który był nauczycielem w gimnazjum. To dzięki nim był wielojęzyczny. Ojciec zamierzał wstąpić w stan duchowny. Jego znajomość języków była imponująca – łacina, greka, hebrajski, niemiecki. W latach 60., w środowisku, które Rafał pogardliwie nazywał „psiarnią literacką”, nie brano tego jakoś szczególnie pod uwagę. Nawet to, że cytował z pamięci fragmenty „Doktora Faustusa” Manna. A co do inspiracji – oprócz polskich autorów: Norwida, Leśmiana, Słowackiego, Witkacego, Wata, Miłosza, Przybosia, Karpowicza – Baudelaire, Rimbaud, Dostojewski, Kafka, Rilke, Holderlin, Camus, Eluard, i nieskończona lista autorów jego biblioteki. O polskich poetach nie miał najlepszego zdania. Do Tymoteusza Karpowicza napisał, że tak naprawdę dla niego poetami są Karpowicz i Przyboś, bo mu „przeszkadzają”.Czytaj też: Juliusz Machulski, czyli mistrz komedii. „Najlepsze mają drugie dno”Dlaczego przylgnęła do niego łatka i postrzegano go jako naturszczyka? Czy to miało związek z tym, że debiutował w bardzo młodym wieku i tak wiele rozumiał, wiele czytał, był erudytą?Powiedzenie o nim, że był naturszczykiem jest głęboko niesprawiedliwe. Ci, którzy tak mówili, nie mieli właściwie odpowiednich podstaw, żeby wydawać tego typu opinie. W wierszach Wojaczka jest mnóstwo aluzji, wręcz konwersacji z poezją Rilkego, Baudelaire'a, Rimbauda. Pewne linie czy pewne zestawienia słów są odniesieniem do tego, co on sam przeczytał. Niewielu doczytywało się też pewnych natchnień branych z Sępa-Sarzyńskiego. Rafał miał absolutny słuch poetycki i czytanie go jako naturszczyka jest rodzajem prymitywizowania jego tekstów. One są o wiele bardziej skomplikowane. Dowodem na to jest ilość opracowań, tekstów o poezji Rafała Wojaczka, a także wydania obcojęzyczne tomów jego poezji czy pojedynczych wierszy. Niebawem ma być gotowe wydanie chińskie. To, że w tak różnych strefach kultur i języków ta poezja trafia pod przysłowiowe strzechy, jest niebywałe.Myślę, że uważne czytanie jego poezji pozwala wyzwolić wrażliwość na to, co naprawdę uzasadnia (albo temu zaprzecza) nasze bycie w żywiole życiaNiektórzy uważają, że teksty Wojaczka są za trudne, że one nie trafiają do młodych.Nie do końca tak jest. Spotykałem się i wciąż czasami zdarza mi się spotykać z ludźmi bardzo młodymi, dla których ta poezja jest poezją bardzo im bliską. Tą, która jest dla nich czymś ważnym, co pomaga im inaczej spojrzeć na ich życiowe problemy, pozwala „oddychać”.Gdyby ktoś chciał zacząć swoją przygodę z poezją Wojaczka, to od których tomów, według pana, powinien zacząć?Wydaje mi się, że najlepiej byłoby zacząć od tomu „Nie skończona krucjata” z 1972 roku. W tej książce są właściwie wszystkie typy wiersza Rafała Wojaczka.Rafał Wojaczek wiele razy próbował odebrać sobie życie. Gdy odszedł, pojawiło się wiele domysłów, czy naprawdę chciał się zabić.To prawda, że na ten temat powstało wiele interpretacji. Rafał świadomie mówił o swojej śmierci. Często się ciął, próbował się powiesić, ale tę próbę udaremniono. Dywagacje na temat jego śmierci są różne, bo w dniu, kiedy zmarł, na skrawku gazety, pozostawił spis środków, które zażył. Wiele osób uważa, że chciał zostać uratowany, że był to wypadek, jako że wielokrotnie eksperymentował z lekami i alkoholem. Te jego próby odebrania sobie życia były na serio, udawało się go ratować, ale myślę, że to nie były próby kokieteryjne. Jak było naprawdę w nocy z 10 na 11 maja 1971 roku, tego się nie dowiemy. Bez niego.Jak pana zdaniem dziś można odczytywać poezję Wojaczka? Co aktualnego można w niej znaleźć, wyczytać?Myślę, że uważne czytanie jego poezji pozwala wyzwolić wrażliwość na to, co naprawdę uzasadnia (albo temu zaprzecza) nasze bycie w żywiole życia.Jakim cytatem z Rafała Wojaczka możemy zakończyć naszą rozmowę? Ma pan jakiś ulubiony, ważny?Jest ich wiele, ale jeden z najbardziej znaczących to wiersz „W śmiertelnej potrzebie”. Brzmi on tak:Obrazy i wyrazy, ziemia i niebo, i jeszcze Mózg i krew i nasienie, chleb, woda oraz powietrze, Mężczyźni i kobiety, ptaki, robaki, owady Żydzi i Eskimosi, Murzyni i ludojady, Karabiny, pociski, a także mięso armatnie, Nerwy, skurcze, postrzały i nowotwory, zapaście, Zbrodnie i filantropie, obłędy, sny, prostytutki, Konstytucje, więzienia, sądy i cele, ogródki Jordanowskie, ogródki działkowe, kwietne ogrójce, Redakcje i policje, portierzy, babki i stróże, Poezje i liturgie, romanse i okólniki, Kropki, przecinki, pauzy, łzy, apostrofy, myślniki, Rymy i asonanse, brak rymów, rytmy i wiersze, Wszystko mi odmawiało, bo nigdzie nie byłem pierwszy. Więc, w śmiertelnej potrzebie nie wiedząc już, gdzie się zwrócić, Wymyśliłem Wojaczka i to właśnie jest mój wspólnik.