Z Węgier do USA... Tytuł filmu o przygodach Jamesa Bonda „Świat to za mało” podsunął mi myśl, że pięć dni roboczych w tygodniu to również za mało. W polityce, zwłaszcza polskiej, nawet w niedzielę można spodziewać się trzęsienia ziemi. Bo właśnie z takim wstrząsem mieliśmy do czynienia w niedzielę. – Zbigniew Ziobro wyleciał do Stanów Zjednoczonych. Były minister sprawiedliwości przebywał w ostatnich miesiącach na Węgrzech, ponieważ ochroną międzynarodową objął go rząd Victora Orbana, premiera, który był oskarżany o działalność prorosyjską.Jeśli informacje ujawnione przez prawicowe media zaprzyjaźnione z Ziobrą się potwierdzą, sprawa będzie zarówno zabawna, jak i irytująca. Zabawna, bo okazuje się, że Ziobro ucieka już nie tylko przed Tuskiem, ale też przed Peterem Magyarem. Istna błazenada. Irytująca, bo ciągle skutecznie unika kontaktu z polskim wymiarem sprawiedliwości. Przypomnę, że ciąży na nim 26 zarzutów, ten najpoważniejszy to kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.Czy wjazd do Stanów Zjednoczonych odbył się za zgodą władz tego kraju? I czy Ziobro otrzyma w Ameryce azyl polityczny? Jeśli odpowiedź na obydwa pytania brzmi: tak, to czekają nas ciekawe dni lub tygodnie. Tom Rose, ambasador USA w Polsce, zapewnił Radosława Sikorskiego, że zarówno Ziobro, jak i Marcin Romanowski nie mają czego szukać w Ameryce. Problem jednak polega na tym, że głównodowodzący USA – Donald Trump – wielokrotnie podkreślał swoje dobre kontakty z prezydentem Karolem Nawrockim. A nie trzeba nikogo przekonywać, po której stronie sporu: Ziobro – Tusk, stoi Nawrocki.Donald Trump zresztą służy schronieniem dla wspomnianego Victora Orbana, więc naturalną jest także jego ochrona dla Ziobry i Romanowskiego.Trudno w tym wszystkim oprzeć się wrażeniu, że Ziobro się pogrąża. I coraz trudniej będzie mu obronić tezę, że gdziekolwiek będzie mieszkał, będzie walczył z Tuskiem „niszczycielem państwa polskiego”.*– Program SAFE już na poważnie. Umowa podpisana, pieniądze w blokach startowych. Cała historia programu SAFE jest bardzo kręta. Początkowo dzisiejsza opozycja była nim zachwycona, ale kiedy okazało się, że splendor spłynie na rząd Donalda Tuska, wszystko się odwróciło. Nagle SAFE stał się nieopłacalnym działaniem przeciw suwerenności, a nawet niepodległości. Wzmogła się także narracja wytykająca Tuskowi decyzje na korzyść Niemców.Trzeba mieć w sobie dużo złej woli, by nie widzieć korzyści dla polskiej zbrojeniówki, a nawet całej gospodarki. I to nie są racje tylko i wyłącznie koalicji rządzącej. O niepowtarzalnej szansie na rozwój i wzmocnienie polskiej armii, mówią przede wszystkim wojskowi. Czyje jak nie ich zdanie powinno się brać pod uwagę. Czyje jak nie ich zdanie powinien brać pod uwagę Prezydent, rozważając kwestię weta.Rządowi udało się uniknąć większych konsekwencji decyzji Karola Nawrockiego, ale stracił niepotrzebnie czas i energię na obmyślanie sposobu na wyjście z sytuacji i skorzystanie z pożyczki oferowanej przez Unię Europejską.A prawica dumna jest z prób obrony polskiej suwerenności i niepodległości. Czyniła to z przekonaniem, że działa w duchu patriotyzmu.O programie SAFE, już po podpisaniu, wypowiedzieli się niemal wszyscy politycy. Jedni dumni, inni oskarżający i wieszczący trybunał stanu dla Tuska i Kosiniaka-Kamysza.Zdążył się już także wypowiedzieć nowy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki. Swoim wpisem na platformie X zaznaczył swoją pozycję na scenie politycznej. Trudno było się zresztą spodziewać innego stanowiska po kimś ze środowiska Prawa I Sprawiedliwości. Nie bez powodu zresztą został wybrany przez Karola Nawrockiego.Czytaj też: Spór o miliardy z SAFE. „Dziwię się prezydentowi”*– Peter Magyar objął rządy na Węgrzech. Po bezapelacyjnym zwycięstwie w wyborach parlamentarnych, w sobotę oficjalnie rozpoczął urzędowanie przy radosnym akompaniamencie Węgrów hucznie świętujących to wydarzenie. Budapeszt zmieni się, nawet jeśli Magyar nie spełni wszystkich obietnic. Pierwsze ruchy będą bowiem oczywiste i przyniosą widoczny efekt. Odblokowanie funduszy z Unii Europejskiej, reforma mediów i pierwsze rozliczenia. To narzuca się samo.W parlamencie nie będzie miał przeciwnika w postaci Victora Orbana. Były już premier zrezygnował z mandatu poselskiego, co można zinterpretować jako przyznanie się do winy. Może Orban, wobec zapowiedzi nowego premiera, że rozliczy każde nadużycie władzy, chce po prostu być mniej widoczny dla samego Magyara, jak i opinii publicznej.*– Donald Trump znów się obraził i pała żądzą odwetu. Tym razem zdenerwował się na Friedricha Merza, kanclerza Niemiec, że ten nie docenił jego wielkości. Wobec tego prezydent USA zasugerował, że zabierze naszym niemieckim sąsiadom 5 tysięcy żołnierzy. Dodajmy, że spośród 37 tysięcy tam przebywających. Jest szansa, że ci zabrani Niemcom amerykańscy żołnierze trafią do Polski i jest to lepsze rozwiązanie niż ich powrót do Ameryki.Korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie, Marek Wałkuski, zapytał Donalda Trumpa o przekazanie żołnierzy Polsce. W odpowiedzi usłyszał, że ma dobrą relację z Karolem Nawrockim, że to świetny wojownik, a on go poparł. I że wygrał wybory prezydenckie. No to super.*– Dzień Zwycięstwa obchodzony przede wszystkim w Rosji, przestał być prawdziwym dniem zwycięstwa. Defilada trwała krótko, była mało efektowna, zupełnie inna niż zwykle. Sam Władimir Putin przemawiał tylko siedem minut. Być może z tyłu głowy miał możliwość ukraińskiego ataku dronowego podczas uroczystości. Wprawdzie wyprosił o Trumpa zawieszenie broni, ale pewności co do jego przestrzegania nie mógł mieć, bo sam takowe ustalenia łamał wielokrotnie.Nic dziwnego, że w tej sytuacji Wołodymyr Zełeński pozwolił sobie na wydanie dekretu, w którym zezwala Rosji na zorganizowanie w Moskwie defilady. W Polsce zdarzały się komentarze wytykające prezydentowi Ukrainy bezczelność i oderwanie od rzeczywistości, a to była zwykła ułańska fantazja, jaką w Polsce znamy przecież bardzo dobrze.*– Polscy hokeiści nie awansowali do najwyższej grupy rozgrywkowej mistrzostw świata. W turnieju rozegranym w Sosnowcu przegrali trzy spotkania. Sytuacja ułożyła się dla naszej reprezentacji tak korzystnie, że wystarczyło wygrać w ostatnim meczu z Litwą, by wywalczyć awans. Nie wygrali, przegrali po dogrywce.Polski hokej bije się o lepsze czasy dla siebie od dawna. Jeden awans do elity w ostatnich latach zakończył się szybkim spadkiem. Ciągle czegoś brakuje, ciągle zmagamy się z konsekwencjami lat zaniedbań, złych prezesów związku, braku finansowania. Hokej jest na tyle skomplikowaną dyscypliną, że nie da się jej uzdrowić w ciągu jednego czy dwóch lat. A u nas nie ma ciągłości, nie ma systemu. Być może dopiero teraz jesteśmy na początku drogi do sukcesu. Od ubiegłego roku PZHL-em rządzi nowy prezes i nowy zarząd. A skoro w zarządzie znalazł się Mariusz Czerkawski, znak to, że kierunek wybrano co najmniej dobry.Nawiasem mówiąc, to kolejny przykład pokazujący, że najczęściej powtarzanym określeniem w kontekście polskiego sportu jest „miejmy nadzieję”. Tak jest i w tym przypadku. Po turnieju w Sosnowcu słowa „mamy nadzieję, że za ro się uda”, wypowiadane były wielokrotnie.Ciąg dalszy nastąpi za tydzień…Czytaj też: „Lepszy od Zidane’a i Messiego”. Dennis Bergkamp – geniusz bez wielkiego sukcesu