Zaniepokojenie po obu stronach. Budowa przez Litwę poligonu w Kopciowie, przy granicy z Polską, wywołała zaniepokojenie po obu stronach granicy. Litewscy eksperci są przekonani, że niepokój w kraju został spowodowany brakiem odpowiedniej komunikacji ze społeczeństwem. Sejm Litwy pod koniec marca przyjął ustawę o budowie poligonu w Kopciowie przy granicy z Polską. – Zagrożenie ze strony Rosji dla Europy oraz konieczność zapewnienia gotowości litewskich sił zbrojnych zmuszają nas do podjęcia zasadniczych działań w celu wzmocnienia zdolności obronnych kraju – argumentował litewski minister obrony Robertas Kaunas.Miejsce pod poligon wytypowano w 2025 roku. Projekt budowy wywołał niepokój wśród mieszkańców po obu stronach granicy. W marcu na ręce premiera polskiego rządu Donalda Tuska złożono petycję w sprawie zastrzeżeń dotyczących lokalizacji strzelnic na nowo planowanym poligonie wojskowym. Nieliczne protesty odbyły się również po stronie litewskiej.Eksperci o poligonie w Kopciowie: problem polegał na braku komunikacjiPodczas wizyty w Suwałkach wiceminister obrony narodowej Paweł Bejda oświadczył, że rząd „z uwagą przygląda się sprawie, monitoruje ją i prosi o zachowanie odpowiednio szerokiego pasa odstępu od naszej granicy”. – Zrobimy wszystko, żeby ten pas był jak największy – dodał. Charge d'affaires RP na Litwie Grzegorz Poznański, który zakończył swoją misję pod koniec kwietnia, powiedział w rozmowie z mediami, że stronie litewskiej zabrakło odpowiedniej komunikacji. – Sami litewscy politycy przyznają, że zabrakło dobrej komunikacji. W przypadku każdej dużej inwestycji mieszkańcy mają pełne prawo wyrażać zaniepokojenie, czy nie wpłynie ona na ich poziom życia lub środowisko. W związku z tym obywatele mają prawo wykorzystywać wszelkie ścieżki prawne. Gdyby dialog był lepszy i wcześniej rozpoczęty, nie mielibyśmy tylu napięć i dezinformacji – powiedział.Politolog związany z Wileńskim Instytutem Analizy Politycznej Matas Baltrukeviczius w rozmowie z PAP wyraził podobną opinię. – Panowało przeświadczenie, że znajdziemy miejsce, poinformujemy o tym i ludzie to zaakceptują. Tak się nie stało. Na początku było dużo emocji. Zabrakło też zaangażowania najwyższych władz państwa w rozwiązanie tej kwestii. Od prezydenta czy premiera słyszeliśmy zapowiedzi, że w razie potrzeby odwiedzą Kopciowo, ale gdy prezydent w końcu tam pojechał, było już za późno. Trzeba było od początku budować narrację wyjaśniającą, dlaczego państwo zamierza budować poligon i jakie przyniesie to korzyści Litwie – ocenił Baltrukeviczius.Z takim podejściem nie zgodził się ekspert ds. wojskowości i historii wojskowości Egidijus Papeczkys. – Można komunikować w nieskończoność, ale jeśli czyjaś zagroda znajdzie się na terenie poligonu, zawsze będzie niezadowolenie. Nawet jeśli ktoś rozumie potrzebę jego budowy i wspiera wzmacnianie bezpieczeństwa – powiedział.Czytaj też: Policja udaremniła bandycki atak pseudokibiców na autobusPapeczkys podkreślił, że znalezienie lokalizacji pod poligon jest trudne, ponieważ musi ona spełniać wiele warunków, m.in. odpowiednie zalesienie. – Pod tym względem wybrana lokalizacja najlepiej odpowiada wymaganiom. Z punktu widzenia państwa jest idealna. Inna kwestia to mieszkańcy; naturalne jest, że nie chcą poligonu w pobliżu swoich domów. Trzeba jednak pamiętać, że w tym przypadku problem dotyczy stosunkowo niewielkiej liczby osób. Są tam nieliczni stali mieszkańcy oraz właściciele domów letniskowych. Pokazały to również protesty – nie uczestniczyli w nich głównie mieszkańcy, lecz osoby, które z zasady protestują przeciwko wszelkim propozycjom państwa – ocenił.Baltrukeviczius wyraził nadzieję, że Litwa wyciągnie wnioski na przyszłość. – To raczej nie ostatni przypadek, gdy państwo będzie potrzebowało wykorzystać terytorium inaczej, niż oczekują lokalni mieszkańcy. Większość niezadowolonych nie sprzeciwia się samej idei poligonu czy wzmacniania bezpieczeństwa – to raczej naturalna reakcja emocjonalna. Mieszkańcy po prostu nie chcą takich obiektów w swoim sąsiedztwie – zaznaczył.Granica polsko-litewska i nowy poligonPoczątkowo strona litewska deklarowała chęć zaproszenia Polski do wspólnej budowy poligonu, który miałby obejmować terytorium obu państw. Warszawa odrzuciła tę propozycję. – Absolutnie nie będziemy w tym uczestniczyć – podkreślił w Suwałkach Paweł Bejda. – Rozmowy z Polską były owiane tajemnicą. Najpierw pojawiły się optymistyczne sygnały o możliwej współpracy, później bardziej powściągliwe komunikaty ze strony polskiej. Brakowało przejrzystości w informowaniu o tych rozmowach – powiedział Baltrukeviczius.Papeczkys uważa, że zaproszenie dla Polski wysłano za późno. – Takich decyzji nie podejmuje się szybko. Polska musiała przeprowadzić konsultacje społeczne i zabezpieczyć finansowanie. Mieszkańcy po obu stronach granicy nie chcą poligonu w swoim sąsiedztwie. To jest zrozumiałe. Mimo to strona litewska poinformowała Polskę o planach, a sprawa była omawiana na różnych szczeblach. Trzeba jednak pamiętać, że to terytorium Litwy i inwestycja ważna dla całego regionu. Jestem przekonany, że po zakończeniu budowy zobaczymy tam także polskie jednostki – powiedział ekspert.Kopciowo leży w pobliżu tzw. przesmyku suwalskiego – wąskiego pasa ziemi łączącego państwa bałtyckie z resztą NATO przez terytorium Polski. Zdaniem Papeczkysa lokalizacja ma znaczenie strategiczne. – Obecność wojska w pobliżu potencjalnego zagrożenia działa odstraszająco. Gdy zagrożenie staje się realne, jak w przypadku obecności grupy Wagnera na Białorusi, łatwiej jest skoncentrować większe siły dzięki istniejącej infrastrukturze – zaznaczył.Teren poligonu obejmie około 14,4 tys. hektarów. Będą się tam odbywać ćwiczenia z udziałem 3,5-4 tys. żołnierzy, czyli brygady. Większe ćwiczenia planowane są pięć razy w roku i mają trwać do 10 dni, a mniejsze – regularnie. Władze Litwy zakładają udział także żołnierzy z Polski.Czytaj też: Korea Północna zmienia konstytucję. Zamach na Kima oznacza nuklearną ripostę