Klucz do zwycięstwa. Armia ukraińska staje coraz mocniejsza w uderzeniach na dalekich dystansach. Wojskowi trafili niedawno w kolejny cel. Tym razem uderzono w oddaloną od Kijowa o ponad 1500 km rosyjską korwetę klasy Karakurt, stającą w porcie Kaspijsk na Morzu Kaspijskim w regionie Dagestanu. W ostatnich tygodniach dużo mówi się o coraz większej wydajności ukraińskiej armii pod względem dalekich ataków. Ukraińcy zaczynają tutaj nabierać dużego doświadczenia i coraz lepiej sobie radzą.Z takich okrętów armia Putina strzela KalibramiUkraińcy pochwalili się dopiero co kolejnym atakiem. Tym razem na korwetę klasy Karakurt w odległym Dagestanie, ale nie podano szczegółów dotyczących uszkodzeń zadanych jednostce. Na uzbrojenie w klasie Karakurt składają się np. rakiety manewrujące Kalibr, których armia Putina używa do atakowania celów cywilnych w Ukrainie.Czytaj także: „SAFE pozwoli Polsce uzbroić się po zęby”Ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski nie ukrywał zadowolenia z kolejnej udanej akcji ostrzelania dalekiego celu. To drugi taki atak w ciągu ośmiu dni.– W lustrzanych odpowiedziach na rosyjskie ataki, będziemy kontynuować nakładanie naszych „sankcji” z dystansu. A w odpowiedzi na gotowość Rosji do podjęcia kroków dyplomatycznych, będziemy podążać ścieżką dyplomacji – zapowiedział Zełenski.„Ptaki Madiara” polują na celeDuży udział w dalekich atakach ma kierowany przez Roberta „Madiara” Browdiego 414. Batalion Uderzeniowy Bezzałogowych Statków Powietrznych „Ptaki Madiara”. To główna jednostka dronowa ukraińskiej armii, która staje się dla Rosjan wyjątkową solą w oku.Putin i jego akolici doskonale zdają sobie z tego sprawę. Browdi jest bowiem dla zbrodniczego rosyjskiego reżimu celem numer dwa do likwidacji po prezydencie Zełenskim. Z centrum dowodzenia Browdiego Ukraina może razić cele w promieniu 2000 km., jak wskazywał dziennik „The Guardian”, który w piątek opublikował niezwykle ciekawą sylwetkę Browdiego.Ukraińskie drony w zeszłym miesiącu cztery razy w ciągu dwóch tygodni zaatakowały czarnomorski terminal naftowy w Tuapse. – Praktycznie wszystko tam spłonęło – powiedział „Guardianowi” Browdi. Podobne ataki miały miejsce w bałtyckich portach Primorsk i Ust-Ługa. Drony latały nawet na Ural, atakując rafinerię ropy naftowej w Permie i myśliwce w Czelabińsku, prawie 1690 km od linii frontu.Liczby BrowdiegoDalekie ataki to, zdaniem szefa brygady dronowej, klucz do zadania Putinowi najpoważniejszych obrażeń, bo to właśnie takie działania bezpośrednio wpływają na rosyjską ekonomię i finansowanie machiny wojennej dyktatora.„Putin przeznacza 40 proc. swojego rocznego budżetu, wynoszącego 530 mld dol., na wojsko, a Browdi szacuje, że 100 mln ton rosyjskiej ropy naftowej o wartości 100 mld dol. jest eksportowanych każdego roku z portów, będących w zasięgu jego dronów” – wskazał angielski dziennik.Kreml piąty miesiąc z rzędu traci więcej ludzi niż może zrekrutowaćBrowdi zwrócił również uwagę na straty poniesione przez rosyjską armię w wyniku ataków dronów. Ukraina ocenia, że Kreml piąty miesiąc z rzędu traci więcej żołnierzy, niż jest w stanie zrekrutować, co szacuje liczbę ofiar na 30 000 do 34 000 miesięcznie. – Wpływa to na zdolność bojową armii rosyjskiej, zmniejszając jej potencjał ofensywny. To fakt – podkreślił Robert „Madiar” Browdi.