„Może w więzieniu nabierze rozumu”. Marek H. ps. Hanior nie straci statusu świadka koronnego, pomimo tego że ostatnio trafił do więzienia z wyrokiem 14 miesięcy odsiadki – dowiedział się portal TVP.Info. Specjalizujący się w handlu narkotykami gangster był ważnym członkiem gangu „Szkatuły” oraz kibolskiej bojówki Legii – Teddy Boys 95. „Hanior” trafił na tzw. ochronkę, czyli do specjalnej celi przeznaczonej dla tych, którym grozi lincz ze strony innych więźniów np. ze względu na współpracę z organami ścigania, wyrok za gwałt czy pracę w policji. W środę 29 kwietnia policjanci z grudziądzkiej drogówki zatrzymali do kontroli korpulentnego mężczyznę. Gdy sprawdzili jego dane w bazach danych, zobaczyli komunikat, że wydano za nim nakaz doprowadzenia do zakładu karnego celem odbycia kary, zasądzonej przez Sąd Rejonowy w Częstochowie. Kontrolowanym był Marek H. ps. Hanior, będący świadkiem koronnym, którego twarz od lat pojawia się na banerach (najczęściej z obelżywymi epitetami np. konfident, pedofil itp.) wywieszanych na Żylecie, trybunie najzagorzalszych kibiców Legii Warszawa. Mężczyzna trafił więc do zakładu karnego, w którym zaczął odbywać karę. Następnego dnia media w całej Polsce podały, że „Hanior” został zatrzymany, bo był poszukiwany przez policję. I podniesiono ważną kwestię: jak można szukać człowieka, który jako świadek koronny znajduje się pod ochroną policji? Jak wygląda pilnowanie takich osób wyjaśniał szef CBŚP nadinsp. Cezary Luba, w wywiadzie udzielonym portalowi TVP.Info we wrześniu 2025 roku. – Fizyczna ochrona całodobowa trwa tylko przez pewien czas. Potem ci ludzie, ze zmienioną tożsamością, wracają do prowadzenia normalnego życia – taki jest cel instytucji świadka koronnego. Wiedzą, co mają robić w razie zagrożenia i jakich procedur przestrzegać, ale ich codzienne życie jest już ich własnym wyborem. I zdarza się, ale na szczęście bardzo rzadko, że wracają do popełniania przestępstw – mówił nadinsp. Luba. Czytaj także: Nocna wizyta kiboli u youtubera. Poszło o wywiad z „Haniorem” Stracił wolność za klocki, głośniki i sygnet Marek H. ps. Hanior nie był także ścigany listem gończym, ani nie zarządzono wobec niego tzw. nadzwyczajnych poszukiwań. Po prostu na przełomie 2024 i 2025 roku, na terenie Częstochowy, dopuścił się kilku ordynarnych kradzieży. O szczegółach jego działalności jako pierwsza poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Wedle jej ustaleń „Hanior” miał od 2 listopada 2024 r. do 30 stycznia 2025 r. dopuścić się siedmiu kradzieży w częstochowskich Empikach i jednej w lublinieckiej Biedronce. Wartość towarów, które padły jego łupem oszacowano na 3305 złotych. – Kradzieże te osobno stanowią wykroczenia, ale łączne zostały potraktowane jako przestępstwo i dotyczyły w siedmiu przypadkach kradzieży klocków Lego i drobnego sprzętu elektronicznego w sklepach Empik w Częstochowie, a w jednym przypadku kradzieży artykułów chemicznych w Biedronce w Lublińcu – mówi portalowi TVP.Info sędzia Dominik Bogacz, rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie. „Hanior” wpadł w marcu 2025 roku, gdy postanowił ukraść coś cenniejszego niż do tej pory. Z informacji „GW” wynika, że 7 marca pojawił się w lombardzie przy Alei Wolności w Częstochowie. Udawał zainteresowanie złotym sygnetem (o wartości 5655 złotych) i postanowił go przymierzyć. Gdy tylko pierścień znalazł się na jego palcu, ruszył do ucieczki, nie bacząc na pracownika lombardu, który starał się go zatrzymać. Jak podała „GW”, został zatrzymany trzy dni później. Usłyszał zarzut dokonania kradzieży zuchwałej, a już następnego dnia był na wolności. Niedługo potem doszły mu zarzuty za kradzieże w Empikach i Biedronce. Sędzia Bogacz ujawnił portalowi TVP.Info, że Marek H. przyznał się w czasie śledztwa do zarzucanych my przestępstw i odmówił składania wyjaśnień. Gdy ruszył proces w tej sprawie, nie pojawił się w sądzie. – Wyrokiem z 3 marca 2026 roku Sąd Rejonowy w Częstochowie uznał oskarżonego za winnego popełnienia obu zarzucanych mu czynów. Za pierwszy skazał go na 6 miesięcy pozbawienia wolności, za drugi zaś na 8. I wymierzył Markowi H. karę łączną 1 roku i 2 miesięcy pozbawienia wolności, obciążając go kosztami postępowania w kwocie 1462 złotych – podkreśla sędzia Bogacz. Jako że wyrok nie został zaskarżony przez żadną ze stron, uprawomocnił się 11 marca i został skierowany do wykonania. To przesądziło los „Haniora”. – Wykonując wyrok, sąd nie wydawał listu gończego za skazanym, bo nie było do tego podstaw, natomiast wydał nakaz doprowadzenia go do jednostki penitencjarnej, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami. Obecnie nie wzywa się skazanego do stawiennictwa w zakładzie karnym, tylko od razu wydaje się nakaz doprowadzenia – tłumaczy sędzia Bogacz. Czytaj także: Marek H. ps. „Hanior", członek gangu „Szkatuły", został zatrzymany przez policję w GrudziądzuChłopaki nie płacą To nie jedyne kłopoty Marka H. z prawem. W grudniu 2025 r. magazyn „Uwaga” w TVN ujawnił, że świadek koronny nie płaci za wynajem mieszkania, a wręcz ma posuwać się do gróźb wobec jego właścicielki. Pani Olga nie wiedziała, kim jest najemca, który w lutym 2025 r. wprowadził się do lokalu wraz z partnerką i trójką dzieci. Okazało się, że „Hanior” uiszczał należności tylko przez dwa miesiące, potem tylko ich część, by w końcu przestać płacić w ogóle. We wrześniu 2025 r., kobieta rozwiązała z H. umowę najmu, ale ten się nie wyprowadził, mimo takich zapowiedzi. Kobieta zawiadomiła o sprawie prokuraturę i poinformowała o tym „Haniora”. „Napisałam wynajmującemu, że zwracam się do prokuratury i nerwowo na to zareagował. Zaczął mi pisać, że tylko stracę pieniądze. I że kij ma dwie strony, a druga strona bije mocniej” – mówiła pani Olga w „Uwadze”. Częstochowska prokuratura wszczęła dochodzenia w kierunku oszustwa. Do tej pory nie udało się przesłuchać świadka koronnego. Nadto Marek H. został w 2025 r. bohaterem podcastów Grzegorza Łubkowskiego ps. Mięśniak na YouTube. „Mięśniak” to były członek mafii pruszkowskiej, który po odsiedzeniu swojej kary zerwał z półświatkiem. Od lat zajmuje się prowadzeniem kanałów poświęconych przestępczości zorganizowanej, zamieszczając m.in. z rozmowy z byłymi gangsterami z całej Polski. Po zapowiedzi rozmów z „Haniorem”, kibole Legii próbowali zmusić Łubkowskiego, aby tego zaniechał. Nie przekonali go. Niewykluczone, że Markowi H. spodobała się internetowa sława, bo 30 marca br. na YouTube pojawił się kanał, na którym wspominał o swojej chuligańsko-gangsterskiej przeszłości i odpowiadał na zarzuty innych cyber-gitów (jak określa się gangsterów lub osoby z nimi związane, szukających popularności w sieci). Co ciekawe, po zatrzymaniu „Haniora” na kanale pojawiło się kilka kolejnych filmów, co oznacza, że ktoś mu pomagał w jego nowej aktywności. Czytaj także: Po trzech latach ławniczka nie chce już sądzić gangu „Szkatuły”. Proces od nowaKorona mu z głowy nie spadnie Jak wynika z ustaleń portalu TVP.Info, najnowsze problemy „Haniora” z prawem są znane śledczym z mazowieckich „pezetów” Prokuratury Krajowej. To w tej jednostce prowadzone było śledztwo przeciwko gangowi „Szkatuły” i kibolskiej bandzie Teddy Boys 95, w którym Marek H. otrzymał w 2011 roku status świadka koronnego. W zamian za zeznania dotyczące setek przestępstw, zgodnie z przepisami, zawieszono śledztwo w sprawie popełnienia ponad 154 przestępstw, o które był podejrzany (głównie narkotykowych, ale także udziału w zorganizowanych grupach przestępczych, rozbojach i kradzieżach). – Nie ma formalnych podstaw, aby wystąpić o zabranie „Haniorowi” statusu świadka koronnego. Musiałby np. popełnić nowe przestępstwo w ramach zorganizowanej grupy przestępczej czy odmówić dalszego składania zeznań. Niestety, zdarzają się świadkowie koronni, którzy — najczęściej po kilku latach od otrzymania statusu — znów łamią prawo. Może to kwestia poczucia złudnej bezkarności, a może chęć powrotu do zdobywania „łatwych pieniędzy” – wyjaśnia portalowi TVP.Info jeden ze śledczych, pracujących ze świadkami koronnymi. – Oczywiście ostatnie wyczyny Marka H. nam się bardzo nie podobają. Może więzienie przemówi mu do rozumu – dodaje. Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że fakt popełniania przestępstw przez świadka koronnego, to „paliwo dla pełnomocników reprezentujących osoby, które za sprawą jego zeznań stanęły przed sądem”. I nie tylko dla nich. – Gdy wyszło na jaw, że „Hanior” jest „koronnym”, wielokrotnie próbowano podważać jego wiarygodność. Robiono z niego narkomana, przestępcę seksualnego, a nawet próbowano wmanewrować w zlecenie zabójstwa. Sprawdzaliśmy takie informacje i nic się nie potwierdziło – przekonuje jeden z oficerów CBŚP. Marek H. nie jest jedynym świadkiem koronnym, który trafił za kraty. Najsłynniejszym jest zapewne Jarosław S. ps. Masa, który pogrążył gang pruszkowski. Zatrzymany w maju 2018 roku, do sprawy lubelskich „pezetów” Prokuratury Krajowej, spędził w areszcie dwa lata. W 2024 roku został nieprawomocnie skazany na 6 lat więzienia przez Sąd Okręgowy w Łodzi m.in. za wyłudzanie kredytów, powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i korupcję. Zgodnie z procedurami „Hanior” trafił w więzieniu na tzw. ochronkę. Tak nazywa się specjalny oddział lub cele przeznaczone dla osadzonych, których życie lub zdrowie mogą być zagrożony ze strony innych współwięźniów. Dotyczy to głównie osób współpracujących z organami ścigania, gwałcicieli, policjantów, pedofilów czy sprawców wyjątkowo odrażających mordów. Możliwe, że trafi do celi monitorowanej przez całą dobę. Czytaj także: Kibole chcieli „obalić” świadka koronnego?Kibol Legii bramkarzem Polonii 45-letni Marek H., jak sam twierdzi, zawsze był fanatycznym kibicem stołecznej Legii. Nawet wtedy, gdy jako nastolatek był bramkarzem Polonii Warszawa, znienawidzonej przez fanów drużyny z ul. Łazienkowskiej 3. Wyleciał z „Czarnych Koszul” za to, że podczas okrytych złą sławą derbów z 1997 roku, brał udział w dewastacji stadionu przy Konwiktorskiej. „Hanior” rozpoczynał swoją przestępczą karierę od włamań do mieszkań i kradzieży w pociągach metodą na tzw. śpiocha. Na tych „robotach” zarabiał niewiele, ale dla zbuntowanego nastolatka były to duże pieniądze. – Był zafascynowany najgroźniejszymi chuliganami zwanymi Teddy Boys 95. Do tego stopnia, że razem z kolegami założyli podobną bojówkę zwaną Turyści 97. I wkręcił się w działanie tej grupy na całego. W tygodniu kradł, a w weekendy szalał w światku kiboli. Pojawiał się nie tylko na meczach piłkarskich, ale także na siatkówce czy koszykówce. Wszędzie, gdzie można było zrobić dym – opowiada osoba znająca przeszłość Marka H. Za sprawą chuligańskich kontaktów, „Hanior” poznał prawdziwych przestępców. Pod koniec lat 90. i na początku 2000. zasilił szeregi gangu dowodzonego przez Piotra W. ps. Łańcuch. Fascynował go kult siły żoliborskich gangsterów i mocne życie ludzi z półświatka. W tym czasie na Żoliborzu trwała już krwawa wojna gangów o wpływy z tej dzielnicy. Co ciekawe, gangsterzy, którzy na co dzień pałali do siebie szczerą nienawiścią, na czas meczów Legii zgadzali się na niepisane zawieszenie broni. – Mogli do siebie strzelać czy podkładać bomby, ale na Łazienkowskiej ta wrogość znikała. Choć nie strach. Jeden z gangsterów-kibiców wspominał, że gdy w czasie meczu członek konkurencyjnego gangu zbyt intensywnie mu się przyglądał, to natychmiast wezwał swoją uzbrojoną ochronę, bo bał się, że zostanie porwany. Ale nigdy na meczu nie doszło do bandyckich porachunków – wspomina osoba rozpracowująca stołeczny półświatek. Czytaj także: „Messi półświatka” na wolności. Dekada ukrywania i 15 lat odsiadkiWyższa szkoła przestępczości Współpraca Marka H. z „Łańcuchem” zakończyła się w listopadzie 2000 roku. „Hanior” ponoć zaczął się bać o swoje życie, gdy na tyłach Teatru Komedia ostrzelano trzech ludzi Piotra W. Dwóch zginęło na miejscu. Trzeci wyszedł z zamachu bez szwanku. Marek H. przeszedł wówczas pod skrzydła „Biny” i „Chmiela”, znajomych kiboli Legii. To był jego pierwszy krok do kariery w gangu „Szkatuły”, który zaczynał się piąć na szczyty podziemia kryminalnego Warszawy. Poza „lataniem” dla „Biny” i „Chmiela”, młody „Hanior” dorabiał sobie, wyrywając kobietom torebki i stosując wobec nich przemoc, gdy stawiały opór. Jesienią 2001 roku został schwytany po jednym z napadów. Sąd nie miał litości dla butnego chuligana. Skazał go na osiem lat więzienia. Dla dwudziestoletniego chłopaka taki surowy wyrok winien być dotkliwym ciosem. Jednak dla „Haniora” było to jak stypendium na renomowanej uczelni. Trafił do zakładu karnego we Włocławku, gdzie przebojem wdarł się na szczyty więziennej hierarchii. Na zdjęciach z czasów pobytu w więzieniu widać grubego chłopaka na siłowni, otoczonego przez rosłych współwięźniów. Nie wygląda ani na stadionowego chuligana, ani tym bardziej członka gangu. Nic bardziej mylnego. – Więzienie dało mu pewność siebie, a przede wszystkim wiele nowych kontaktów przydatnych w półświatku. Mimo młodego wieku, wielu osadzonych zwracało się do niego o radę. Czuł się tam kimś ważnym. I chyba lepiej niż w domu – wyjaśnia jeden z naszych rozmówców. Czytaj także: Burzliwe przypadki emigranta od „Szkatuły”Narkobiznes ważniejszy od Legii Marek H. odsiedział cały wyrok. I zdecydowanie nie został zresocjalizowany. Na wolności wrócił do „szkatułowych”, którzy w tamtym czasie byli już jedną z najważniejszych band w Warszawie. Okazało się, że ma smykałkę do handlu narkotykami. I bardzo szybko awansował na „kapitana” w grupie Rafała S. ps. Szkatuła Jak później zeznawał, zorganizował bardzo prężnie działającą sieć przemytu i dystrybucji narkotyków. Wykorzystał kontakty więzienne, ale także kibicowskie. Był bowiem jednym z członków Teddy Boys 95. Wtedy ta ekipa była uważana za jedną z liczących się w „lidze chuliganów”. – Dogadałem się z ważnymi osobami z bojówek Pogoni Szczecin i Olimpii Elbląg, z którymi wówczas Legia miała sztamę. Narkotyki, głównie marihuanę, kupowaliśmy od kiboli z ADO Den Haag z Holandii. To już było poważne przedsięwzięcie, a narkobiznes się cały czas rozkręcał. To już były bardzo duże pieniądze. Do tego stopnia, że nie miałem czasu jeździć na mecze Legii, a tym bardziej udzielać się w Teddy Boys 95 – opowiadał „Hanior” dziennikarzowi portalu TVP.Info. Marek H. musiał mieć naprawdę duży talent do narkobiznesu, bo z ustaleń mazowieckiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej (tzw. pezetów, od przestępczości zorganizowanej) i CBŚP wynika, że on sam lub za pomocą swoich podwładnych brał udział w przemycie i rozprowadzaniu w sumie 3,7 ton marihuany, około 500 kg amfetaminy, 300 kg kokainy i 250 kg heroiny. Oczywiście większość zhandlowanych narkotyków miała związek z jego działalnością w grupie „Szkatuły”, ale za to wielu kurierów czy dilerów były aktywnymi kibolami. A część narkotyków trafiała do środowisk pseudokibiców. Czytaj także: Gangster z bojówki Legii zatrzymany z narkotykamiKorona dla kibola We wrześniu 2010 roku Marek H. cudem uniknął śmierci, gdy eskortując kuriera z narkotykami, uczestniczył w wypadku. Auto kierowane przez kompana „Haniora” dachowało, a on sam okupił to wydarzenie uszkodzeniem kręgosłupa. Uniknął wówczas wpadki, bo kurier z narkotykami zdążył uciec, ale sam „Hanior” mocno podupadł na zdrowiu. I tak, za niedługi czas, 11 kwietnia 2011 r. o świcie zakończyła się gangsterska kariera ambitnego kibola. Został zatrzymany przez CBŚP, które już od kilku miesięcy rozpracowywało jego grupę. „Hanior” wpadł razem z liderem chuliganów Olimpii Elbląg, z którym, według prokuratury, handlował narkotykami. Po kilku miesiącach pobytu w areszcie H. podjął najbardziej brzemienną w skutki decyzję: idzie na układ z prokuraturą. Nie wiadomo, czy zdecydował się zostać świadkiem koronnym ze względu na stan zdrowia, czy też rodzinę. Pewne jest, że zaczął opowiadać śledczym o swej działalności w grupie „Szkatuły”. I o wyczynach Teddy Boysów. Przekazał też śledczym setki zdjęć dokumentujących działalność kiboli, dokładnie opisując każdego z nich. Nagrodą dla „Haniora” był status świadka koronnego, co oznaczało darowanie wszystkich przestępstw, których się dopuścił. W tym czasie rząd Donalda Tuska zapowiedział zdecydowaną wojnę z kibolami. Tym bardziej że zbliżało się Euro 2012 i władze, robiły wszystko, aby polscy chuligani nie stali się głównymi bohaterami tej imprezy. 28 maja 2012 r. w czasie wielkiej obławy policja zatrzymała 45 osób, m.in. członków gangu „Szkatuły” i chuliganów z Teddy Boys 95. Śledztwo bazujące na słowach „Haniora” zostało podzielone na dwie odrębne sprawy. Jedna dotyczyła narkobiznesu grupy „Szkatuły” i kiboli z ekip współpracujących z chuliganami Legii. Druga koncentrowała się na działalności TB 95, których uznano przez prokuraturę za zorganizowaną grupę przestępczą. Czytaj także: Teddy Boys 95 – kibice stołecznej Legii na usługach gangsterów„Hanior p…ł” za koronę wszystkich sprzedał” Nie wiadomo, czy sprawa Marka H. wzbudzałaby takie emocje, gdyby nie to, że „zdradził” on swoich „braci po szalu”. Po tym, jak wyszło na jaw, że „Hanior” został świadkiem koronnym, na Łazienkowskiej oraz na stołecznych murach, zaczęła się kampania nienawiści przeciw niemu. Tym bardziej że wśród zatrzymanych w obławie z maja 2012 r. znalazł się Piotr C., ps. Staruch (zmienił nazwisko z S. na C.), zapiewajło, dyrygujący dopingiem na Żylecie. „Staruch” swego czasu „zasłynął” m.in. akcją kibiców przeciwko rządowi Donalda Tuska, ale również uderzeniem piłkarza Legii i pobiciem kibica Polonii Warszawa. Marek H. zeznał, że Piotr C. miał kupić od niego w 2010 roku kilogram amfetaminy. Twierdził, że „Staruch” chciał jeszcze 5 kg białego proszku, ale obaj panowie nie dogadali się, co do ceny. Piotr C. został oskarżony o przestępstwa narkotykowe. Cały czas przekonywał, że padł ofiarą pomówień. Słowa Marka H. nazywa stekiem bzdur i kłamstwami. Spędził kilka miesięcy w areszcie. Zdaniem niektórych mediów zamknięcie „Starucha” było zemstą za jego działalność przeciw premierowi Tuskowi. W 2016 r. sąd uniewinnił „Starucha”, podkreślając, jak cytowała PAP, że „być może zeznania świadka koronnego stanowiły materiał wystarczający na postawienie zarzutów, ale zabrakło refleksji, czy ten materiał jest na tyle jednoznaczny, że prawdopodobieństwo zostanie przekształcone przed sądem w pewność”.Sąd nie zakwestionował całości zeznań „Haniora”, ale nie dał im wiary w odniesieniu do „Starucha” i drugiego oskarżonego Marcina S. ps. Norweg (ważnego członka TB95). W grudniu 2011 roku Piotr C. dobrowolnie poddał się karze dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat, za rozbój na kibicu Polonii Warszawa. W połowie marca 2014 roku został skazany na pół roku prac społecznych za spoliczkowanie piłkarza Legii Jakuba Rzeźniczaka w kwietniu 2011 roku, po przegranym meczu Legii z Ruchem Chorzów. Inną „ofiarą” Marka H. miał być Maciek Dobrowolski, który w areszcie spędził 40 miesięcy. Był oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Jego rola miała polegać na byciu tłumaczem podczas interesów narkotykowych z chuliganami identyfikującymi się z klubem ADO Den Haag. On sam zaprzeczał zarzutom. Stało się o nim głośno za sprawą ogólnopolskiej akcji: „Uwolnić Maćka”. W kampanii przeciwko Markowi H. regularnie wykorzystywano wywieszany na Żylecie transparent z pełnym nazwiskiem i twarzą „zdrajcy” oraz tekstem: „Uwaga, pedofil! Marek „Hanior” H”. Czasami towarzyszyły mu inne z długą listą pseudonimów aresztowanych kiboli i tekstem „pozdrowienia do więzienia”. Szlagierem stała się przyśpiewka: „’Hanior’ p…ł, za koronę wszystkich sprzedał”. Oczywiście klub starał się nie zauważać takich działań. Do dziś Marek H. jest uważany za największego zdrajcę i wroga kiboli Legii Warszawa. Śledztwo w sprawie gangu Teddy Boys 95 zostało umorzone, gdy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość. Pewne wątki wyłączono do innych postępowań. Główny proces w sprawie narkobiznesów gangu „Szkatuły” (gdzie oskarżonym jest też Dobrowolski) toczy się przed sądem pierwszej instancji od 2014 r.! – Podsądni zrobili bardzo dużo, aby doszło do obstrukcji procesu, np. składając regularnie wnioski o wyłączenie prokuratora czy sędziego. O innych działaniach już nie wspominając – mówi warszawski śledczy. Czytaj także: Kibole Legii przemycili tony narkotyków. Zaopatrywali gangi z całej Polski