„Długotrwała nieobecność”. Były asystent polityczny prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego miał przez dziewięć miesięcy pracy w spółce należącej do grupy PZU zarobić blisko 400 tys. zł. Z ustaleń kontrolerów wynika, że w tym czasie pojawił się w siedzibie firmy 31 razy i spędził tam łącznie 37,5 godziny – informuje Radio ZET. W lipcu 2023 roku, w czasie kampanii parlamentarnej, Sławomir Starzec – były asystent polityczny prezesa PiS – został zatrudniony w TUW PZUW, czyli Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych. Na stanowisku doradcy prezesa ds. public affairs odpowiadał m.in. za utrzymywanie relacji spółki z instytucjami publicznymi, w tym z rządem, ministerstwami oraz parlamentem.Z dokumentów kontroli, do których dotarło Radio ZET, wynika, że przez dziewięć miesięcy pracy Starzec miał otrzymać 397 tys. zł wynagrodzenia. Dodatkowo wypłacono mu 69 tys. zł z tytułu zakazu konkurencji.Kontrolerzy analizujący działalność TUW PZUW zwrócili uwagę na niewielką aktywność byłego współpracownika Kaczyńskiego w siedzibie spółki. Według ustaleń miał on spędzić w budynku PZU Park łącznie 37,5 godziny podczas 31 wizyt. Średnio każda z nich trwała około godziny i 12 minut.W dokumentach wskazano także, że Starzec logował się do sieci PZU jedynie przez 22 dni. Jak ustalono, nie miał również uprawnień do korzystania ze służbowej poczty elektronicznej na telefonie służbowym.Kontrolerzy mieli również stwierdzić „brak dokumentów potwierdzających realizację zadań”.„Długotrwała nieobecność”Jak podaje Radio ZET, według ustaleń kontrolnych jednym z obowiązków Starca miało być propagowanie idei ubezpieczeń wzajemnych wśród samorządów oraz analiza przepisów dotyczących unijnej taksonomii.Jak wskazano w dokumentacji, rozliczenie celów za 2023 rok nie zostało przez niego zatwierdzone „z uwagi na długotrwałą nieobecność związaną z rozwiązaniem umowy”. Sławomir Starzec stracił stanowisko w marcu 2024 roku.Były asystent polityczny prezesa PiS odmówił odpowiedzi na pytania dziennikarzy i odesłał ich do grupy PZU.Biuro prasowe PZU przekazało natomiast, że spółka nie komentuje „treści dokumentów wewnętrznych”. Podkreślono również, że opisywana dokumentacja nie była audytem w rozumieniu obowiązujących przepisów, lecz „cyklicznym przeglądem”, mającym służyć identyfikacji obszarów wymagających usprawnień i wdrażaniu działań optymalizacyjnych.Czytaj też: Wyraźny lider sondażu. Pięć partii w Sejmie