Minister cyfryzacji gościem „Pytania dnia”. – Dezinformacja nie jest już tylko problemem komunikacyjnym, ale realnym zagrożeniem dla państwa, jakości debaty publicznej i bezpieczeństwa obywateli – mówił w „Pytaniu dnia” wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. W rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz odniósł się do wspólnej inicjatywy TVP, Polskiego Radia i PAP, które zapowiedziały portal SprawdzamTo.pl – narzędzie walki z manipulacją, fałszywymi narracjami i fake newsami. – Zdajemy sobie sprawę, w jakim miejscu historii jesteśmy. Informacja stała się wszechobecna, tak jak cyfryzacja stała się wszechobecna. Jednym z podstawowych zagrożeń dla państwa, dla mnie, dla pani, dla obywateli jest dezinformacja, czyli wprowadzanie nas w błąd – mówił Gawkowski w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz.Minister podkreślał, że źródłem tego zagrożenia są nie tylko anonimowe konta czy przypadkowe błędy użytkowników, ale także działania prowadzone systemowo przez obce państwa. Wprost wskazywał Rosję i Białoruś jako kraje zainteresowane podsycaniem konfliktów w polskim społeczeństwie. Według niego, rosyjskie operacje informacyjne coraz częściej towarzyszą realnym działaniom wymierzonym w bezpieczeństwo Polski.Jako przykład podał sprawę dronów, które wleciały na terytorium Polski. Jak mówił, równolegle z samym incydentem uruchomiono narracje uderzające w Ukrainę.– Drony atakowały polską infosferę i leciały drony na Polskę. I niektórzy polscy politycy, ale też ludzie, wpisywali się w to i podawali wprost, że to Ukraina nas atakuje – stwierdził.Dobrosz-Oracz pytała, czy polscy politycy robią to świadomie. Gawkowski odpowiedział: – Mam nadzieję, że przez głupotę, ale głupotę trzeba też obnażać.Państwo tylko obserwatorem?Jednym z najważniejszych wątków rozmowy była odpowiedzialność platform cyfrowych. Minister przekonywał, że państwo musi mieć realne instrumenty, by wymuszać szybkie usuwanie fałszywych lub nielegalnych treści. Jak mówił, w ubiegłym roku Ministerstwo Cyfryzacji wysłało ponad 50 tysięcy zgłoszeń do platform z prośbą o usunięcie fałszywych treści. Platformy miały zareagować mniej więcej w połowie przypadków.– A na połowie zarabiały, to trzeba wprost mówić – podkreślał Gawkowski.Czytaj też: Adwokat od „trumny na kółkach” zatrzymany. Był poszukiwany listem gończymMinister stawiał sprawę ostro: bez nowych przepisów państwo będzie jedynie obserwatorem działań gigantów technologicznych. Według niego platformy mają dziś możliwość reakcji, ale nie mają wystarczającego obowiązku, by reagować szybko i skutecznie.– Albo w Polsce będziemy mieć bicz na platformy cyfrowe, które dzisiaj mogą coś robić, ale nie muszą, albo będziemy się przyglądali, że jesteśmy zalewani dezinformacją i nielegalnymi treściami, dlatego że platformy na tym zarabiają – mówił.Po której stronie jest prezydent?Gawkowski przekonywał, że problem nie dotyczy wyłącznie polityki. Wskazywał także na hejt wobec dzieci, wykorzystywanie wizerunku osób publicznych w fałszywych reklamach inwestycji czy treści, które powinny znikać z sieci w ciągu minut, a nie godzin albo dni.W rozmowie powrócił również spór o ustawę dotyczącą bezpieczeństwa w internecie. Minister zarzucił prezydentowi, że projekt był przedstawiany jako zagrożenie cenzurą, podczas gdy – w jego ocenie – chodzi o ochronę obywateli przed nielegalnymi treściami i dezinformacją. Gawkowski mówił też, że strona prezydencka była zapraszana do rozmów, ale z tych zaproszeń nie skorzystała.– Zaprosiliśmy pana prezydenta. Zaprosiliśmy dwukrotnie, nikt nie przyszedł. Chcę dojść z tym procesem do jasnej sytuacji: albo prezydent jest z obywatelem i ochroni swoją rodzinę, albo pozostawia wszystkie rodziny w Polsce bezbronne w internecie – mówił.Czytaj też: Pogarda dla figury Matki Boskiej. MSZ oburzone, będzie kara dla żołnierzaProwadząca pytała również o zarzut cenzury, który często pojawia się przy próbach regulowania treści w internecie. Gawkowski odpowiadał, że część środowisk politycznych korzysta z atmosfery spisku, niedopowiedzeń i fałszywych narracji, bo politycznie im się to opłaca.– Myślę, że oni zdają sobie sprawę, że na fałszywych treściach, na spiskach, na takiej narracji, która kiwa, mruga oczkiem i mówi: tam coś jest za plecami, tam jest jakiś cień, oni wygrywają, bo wprowadzają ludzi w błąd – ocenił.Niebezpieczne AIGawkowski zaznaczał, że jest zwolennikiem rozwoju AI, ale jednocześnie widzi granicę, której technologia nie może przekroczyć. Według niego wolność słowa jest prawem człowieka, a nie algorytmu.– Każdemu człowiekowi przynależy się wolne słowo. Żadnemu algorytmowi nie przynależy się wolne słowo – powiedział.Minister przekonywał, że państwo musi mieć odwagę reagować również wobec najpopularniejszych platform, jeżeli ich narzędzia będą wykorzystywane do krzywdzenia ludzi, podkręcania fałszywych narracji albo produkowania nielegalnych treści.– Musimy mieć odwagę jako politycy powiedzieć platformie: będziesz to robiła, nawet jak jesteś popularna, to cię wyłączymy. Ja mam odwagę to mówić. Będziesz to robił, wyłączymy cię – stwierdził.Kary za dezinformację?W końcowej części rozmowy pojawiło się pytanie o odpowiedzialność karną za dezinformację. Gawkowski przyznał, że nie ma prostych przypadków osób skazanych wyłącznie za szerzenie dezinformacji. Wskazywał jednak na działania związane z farmami trolli, wykorzystywaniem napięć społecznych i sprawy prowadzone przez Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Mówił też, że dużym problemem jest zagraniczny charakter operacji dezinformacyjnych.Dobrosz-Oracz zwróciła uwagę, że część ludzi od czasu pandemii zdążyła już zamknąć się w informacyjnych „bunkrach”, w których algorytmy podsuwają im coraz więcej treści potwierdzających fałszywe przekonania. Gawkowski odpowiedział, że właśnie dlatego inicjatywa TVP, Polskiego Radia i PAP ma znaczenie.– Nigdy nie jest za późno na odkłamywanie półprawd, bo to są czasami też prawdy określone jakąś garścią nieprawdy albo fake newsów. Pierwsza część zdania jest prawdziwa, druga już nie – mówił.Minister przekonywał, że państwo, media publiczne i instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo nie mogą uznać, że skoro problem jest zaawansowany, to nie warto już działać. W jego ocenie walka z dezinformacją musi być prowadzona systemowo – zarówno przez prawo, jak i przez media, które mają obowiązek rzetelnie informować obywateli.– Możemy powiedzieć: jest za późno, to nic nie robimy? Nie. Róbmy – podsumował Gawkowski.Czytaj tez: Szef NBP ostrzega: Obniżek stóp nie będzie, możliwe podwyżki