Takich piłkarzy już nie ma. Był bliski wywalczenia Złotej Piłki. Pechowo przegrywał w półfinałach mistrzostw świata i mistrzostw Europy. Nie jest stawiany w gronie największych piłkarzy, takich jak Pele, Maradona, Messi czy Zidane. Dlaczego więc wspomina się go z takim sentymentem? Dennis Bergkamp był wybitnym sportowcem, ale w jego karierze zabrakło wejścia na sam szczyt, żeby stawiać go w jednej linii z wyżej wymienionymi. Natomiast umiejętności miał olbrzymie. Chociaż fizycznie nie imponował jakość szczególnie (przede wszystkim brakowało mu szybkości), to pod względem technicznym trudno mu było dorównać. W swojej autobiografii wielokrotnie podkreślał, jak wielkie znaczenie miało dla niego panowanie nad piłką. To była wręcz jego obsesja – dlatego też przy Emirates Stadium stanął pomnik Holendra, przedstawiający go, jak opanowuje spadającą futbolówkę.Czytaj też: Smutny Polak po szkodzie. Nikt już nie czeka na mundial„Lepszy od Zidane’a i Messiego”Kontrowersyjne zdanie? Z pewnością. Tylko że to opinia Thierry’ego Henry’ego, który pytany o najlepszego zawodnika, z którym grał, odpowiada bez wahania: „Dennis Bergkamp”. – Grałem z wieloma niesamowitymi zawodnikami, jak Messi czy Zidane, ale muszę powiedzieć o tym gościu. To dzięki niemu stałem się tak dobry – mówił w rozmowie z PFA. Holender nie był typem przyjemniaczka. Jak podkreślał Henry, nie dawał wskazówek co zrobić, aby stać się lepszym. Nikogo nie niańczył. „Albo za nim nadążałeś, albo nie”. Zresztą na boisku, dla rywali, też nie było taryfy ulgowej. Zdarzały mu się nieczyste zagrania. Jednocześnie był typem piłkarza – o czym mówił Henry – przy którym koledzy z zespołu wchodzili na wyższy poziom.W środowisku piłkarskim słynna jest anegdota Robina van Persiego o Bergkampie. Młody wówczas Holender poszedł po treningu na odnowę biologiczną do jacuzzi. Z okna doskonale widział boisko treningowe, na którym jego starszy rodak ćwiczył po rekonwalescencji. Na placu, oprócz Dennisa, byli trener od przygotowania motorycznego oraz dwaj gracze z zespołu młodzieżowego do pomocy. – To była 45-minutowa sesja, która obejmowała bardzo skomplikowane ćwiczenia w szybkim tempie. Powiedziałem sobie, że wyjdę z wody po pierwszym błędzie Dennisa – wspominał van Persie.Skończyło się na tym, że dłonie pomarszczyły mu się od siedzenia przez 45 minut w wannie. – To było niesamowite. Był w stu procentach skoncentrowany. Do tego momentu myślałem, że jestem dobrym piłkarzem, ale wówczas zrozumiałem, ile mam jeszcze do zrobienia. Od tamtej pory starałem się każde, nawet najprostsze ćwiczenie, wykonywać na sto procent. A jak popełniałem błąd, byłem wściekły, bo chciałem być jak Bergkamp – spuentował.Takich piłkarzy już nie maNie chodzi tu o gloryfikację Holendra. Po prostu dziś inaczej się gra w piłkę. Arsene Wenger podkreślał, że Bergkamp był pomostem pomiędzy linią pomocy i ataku. „Klasyczna dziesiątka” czy „podwieszony napastnik”, czyli zawodnik i kreujący grę, i strzelający gole. To była idealna rola dla Dennisa w ustawieniu 4-4-2, jako drugi, cofnięty atakujący. W obecnym futbolu ta pozycja nieco zanikła, ponieważ preferuje się inne ustawienia taktyczne. Chociaż na początku kariery, w Ajaksie Amsterdam, Bergkamp był skupiony bardziej na zdobywaniu bramek. I wychodziło mu to znakomicie – trzykrotnie zdobywał koronę króla strzelców Eredivisie. W 1993 roku przegrał rywalizację o Złota Piłkę tylko z Roberto Baggio.Czasami znajdują się tacy, którzy próbują być na siłę kontrowersyjni i sugerują, że w dzisiejszej piłce – przy większej fizyczności i tempie gry – Bergkamp by się nie odnalazł. Tylko to stwierdzenie podobne do tego, że „dziś Jordan byłby średniakiem w NBA”.Specjalista od pięknych bramekStrzelał piękne gole. Często lobował bramkarzy, choć mówił, że nie robił tego, żeby się popisać. – Zawsze szukałem najlepszego rozwiązania, a często tam było najwięcej miejsca, żeby umieścił piłkę w bramce – wyjaśniał.W reprezentacji Holandii najsłynniejszą bramkę zdobył na mundialu w 1998 roku. W końcówce ćwierćfinałowego mecz z Argentyną przyjął dalekie podanie de Boera, przełożył obrońcę i pokonał bramkarza zewnętrzną częścią w stopy.Dla Arsenalu popisał się zjawiskowym trafieniem w spotkaniu z Newcastle w 2002 roku. Pires zagrał mu piłkę z lewego skrzydła, ten w sobie tylko znany sposób przyjął ją lewą nogą, zrobił piruet z obrońcą na plecach i znalazł się sam na sam z bramkarzem. Z pewnością to jeden z najpiękniejszych goli w historii futbolu.Daleki od kontrowersjiW świecie futbolu zmiany partnerek czy zdrady – to normalka. Byli też tacy, którzy wydawali się przykładnymi mężami i ojcami, a okazywało się, że znajdowali uciechy życia pod kołdrą szwagierek. W przypadku Bergkampa było inaczej. Być może dobrze się ukrywał, a być może po prostu miał spokojne życie. Jedna żona, czwórka dzieci. Nie lubił blichtru i świateł reflektorów. Próżno było go szukać w amsterdamskich czy londyńskich klubach. Za to zawsze był pierwszy na porannym treningu.– Kiedy przyszedłem do Arsenalu, zobaczyłem, że Dennis przychodził do klubu o 8:30, mimo że trening zaczynał się godzinę później. Zacząłem go naśladować i też przychodziłem o 8:30. Co zrobił Dennis? Zaczął przychodzić na 8:25 – wspominał Henry. Czytaj też: Przede wszystkim: dobry człowiek. Magiera był wyjątkowy(Nie)latający Holender Być może osiągnąłby więcej, gdyby nie… aerofobia. Bergkamp panicznie bał się latać. Nasiliło się to podczas mistrzostw świata w USA, gdy jeden z dziennikarzy, podczas lotu, zażartował, że na pokładzie jest bomba. Zresztą był to okres, gdy był zawodnikiem Interu Mediolan. Dla Holendra był to duży przeskok, bo w rodzimym kraju na mecze podróżował autokarami. Po przeprowadzce do Włoch, jego zespół często przemieszczał się małymi samolotami, w których komfort lotu nie był najwyższy. Być może to był jeden z głównych powodów, że dwuletniej przygody z Interem nie może zaliczyć do udanej. Po przejściu do Arsenalu od razu zaznaczył, że nie będzie latał. Omijały go więc dalekie wyjazdy w Lidze Mistrzów. Czasami, gdy Wenger bardzo go potrzebował, przemierzał Europę samochodem. Przedwcześnie zakończył też karierę w reprezentacji – po Euro 2000. Powód? Dwa lata później mistrzostwa świata odbywały się w Korei Południowej i Japonii. Wiadomo było, że Dennis nie odważy się na taką podróż. Ostatecznie Holandia, bez Bergkampa w składzie, nie zdołała awansować na ten mundial… – Nie chodzi o to, że nie wsiadłbym do samolotu. Problem w tym, że nie mógłbym skupić się na piłce, bo myślałbym tylko o tym, że czeka mnie lot powrotny – mówił. Imię na cześć szkockiej legendyZostał legendą Arsenalu, chociaż imię zawdzięcza gwieździe… Manchesteru United. Jego ojciec był fanem Denisa Lawa. I gdy 10 maja 1969 roku przyszedł na świat, Bergkamp senior chciał mu dać na imię właśnie Denis. Urzędnicy jednak na to się nie zgodzili, bowiem brzmiało jak żeńskie „Denise”, dlatego zaproponowano dodatkową literę „n”.Zawiesił buty na kołku w 2006 roku. W przegranym finale Ligi Mistrzów z Barceloną cały mecz spędził na ławce rezerwowych. To zwieńczyło jego karierę – wspaniałą, ale jednak bez spektakularnego sukcesu na miarę talentu.Czytaj też: Artyści lepsi od TVP w meczu charytatywnym. Cel był szczytny