Trzech pasażerów zabił wirus. Pierwsza ofiara hantawirusa nie żyła już od trzech tygodni, kiedy inny pasażer, Jake Rosmarin, zachwycał się w sieci krowami wypatrzonymi na wyspie wulkanicznej na Atlantyku. Kiedy kilka godzin później Rosmarin zamieścił kolejne nagranie, nie było już wątpliwości, że do turysty dotarło, co dzieje się na pokładzie feralnego wycieczkowca. – Dla tych, którzy widzieli ostatnie wiadomości: tak, obecnie jestem na pokładzie MV Hondius – przyznał mężczyzna i dodał, że nie chce ujawniać więcej „z szacunku dla osób zaangażowanych w tę sprawę”.Hantawirus zaatakował pasażerów luksusowego wycieczkowca podczas rejsu z Argentyny na Wyspy Zielonego Przylądka u wybrzeży Afryki Zachodniej. Do tej pory potwierdzono 7 przypadków zachorowań. „Nie jesteśmy tylko nagłówkami”. Zrozpaczony pasażer luksusowego wycieczkowca opisał dramat turystówDzień po tamtym nagraniu, gdy statek utknął u wybrzeży Wysp Zielonego Przylądka i odmówiono pozwolenia na wyście pasażerów oraz załogi, zrezygnowany Rosmarin znów odezwał się do obserwatorów. – To, co się teraz dzieje, jest dla nas wszystkich bardzo realne – powiedział.– Nie jesteśmy tylko nagłówkami. Jesteśmy ludźmi z rodzinami, z życiem, z ludźmi czekającymi na nas w domu. Wszystko, czego chcemy, to poczuć się bezpiecznie i wrócić do domu – mówi roztrzęsiony mężczyzna.Pasażerowie nie mieli pojęcia o dramacie na pokładzie wycieczkowca MV HondiusJeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej Jake Rosmarin ekscytował się obserwowaniem zagrożonego wyginięciem ptaka zwanego ziębą Wilkinsa na wyspie Nightingale.Czytaj także: Rząd chce chronić seniorów. Za DPS zapłacą przejmujący mieszkanieNa statku, który odwiedzał najbardziej odległe miejsca na ziemi, oprócz Rosmarina, utknęło ok. 150 osób.Pierwszy z pasażerów zakażonych wirusenk, Holender, zmarł 11 kwietnia, gdy jednostka płynęła w kierunku Tristan da Cunha. Ciało mężczyzny pozostało na pokładzie do 24 kwietnia, kiedy wycieczkowiec dotarł do wybrzeży wyspy Świętej Heleny. Kilka dni później zachorowała i zmarła również żona turysty, a inny pasażer, Brytyjczyk, „poważnie zachorował i został ewakuowany ze względów medycznych do Republiki Południowej Afryki” – poinformował operator rejsów, firma Oceanwide Expeditions.Rejs rozpoczął się w marcu. Przygoda życia kosztowała nawet ponad 20 tysięcy euroZ jej dokumentacji wynika, że MV Hondius wypłynął w marcu z Ushuaia w południowej Argentynie i wyruszył w rejs reklamowany jako wyprawa przyrodnicza na Antarktydę. Ceny za miejsce w koi wahały się od 14 do 22 tys. euro.Statek przepłynął obok kontynentalnej Antarktydy, Falklandów, wyspy Nightingale i Tristanu, zanim 3 maja dotarł do wód Republiki Zielonego Przylądka. Tamtejsze władze nie wydały jeszcze zgody na ewakuację medyczną statku i badania przesiewowe pasażerów. Operator rozważa dopłynięcie w tym celu do Las Palmas lub na Teneryfę.Według Światowej Organizacji Zdrowia hantawirus rozprzestrzenia się głównie za pośrednictwem gryzoni, jednak w rzadkich przypadkach może przenosić się między ludźmi.Czytaj także: Ponad miliard euro w kokainie. Rekordowy transport przechwycony