8 maja to świętowanie pozornego zwycięstwa. Data 8 maja jako Dzień Zwycięstwa nosi w sobie co najmniej trzy niedopowiedzenia. Po pierwsze, upamiętnia zakończenie II wojny światowej wyłącznie w Europie, pomijając przymiotnik „światowa”. Po drugie, największe zwycięstwo odniósł jeden z agresorów, który zrealizował swoje imperialne cele i nie zamierzał przerywać wrogich działań. Po trzecie, co wynika z drugiego, Rosja utrzymała konfrontacyjny kurs, w efekcie jej agresywna wojna trwała dalej, tylko zmieniła oblicze. Trwa ona do dziś. Nie ma jednej daty rozpoczęcia i zakończenia II wojny światowej. Dla nas jej początek wyznacza 1 września 1939 roku i agresja III Rzeszy na Polskę. Czesi i Słowacy mogą liczyć okres zniewolenia od września 1938 roku, gdy w wyniku postanowień układu monachijskiego został dokonany rozbiór Czechosłowacji lub od 15 marca 1939 roku, gdy Niemcy utworzyli Protektorat Czech i Moraw oraz marionetkową Republikę Słowacką.Sam układ monachijski był nie tylko pogwałceniem zasad przyzwoitości, lecz był wręcz nielegalny z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Nie zaproszono bowiem przedstawicieli Czechosłowacji, choć to jej terytorium państwowe i suwerenność nad nim były przedmiotem ustaleń. Z tej perspektywy można sobie wyobrazić, jaką wartość mają wszelkie rozmowy Władimira Putina z Donaldem Trumpem dotyczące Ukrainy.W przypadku rozbioru Czechosłowacji trudno mówić o klasycznej wojnie, nie doszło bowiem do żadnej bitwy. Do tego typu wrogich działań pasuje współczesna teoria wojny hybrydowej, w którą wpisują się między innymi działania niemieckiej piątej kolumny. Jeżeli przyjmujemy, że celem wojny jest pokonanie przeciwnika, Adolf Hitler bez wątpienia osiągnął swój cel, choć zrealizował go metodami hybrydowymi. Szantaż, groźby i blef okazały się równie skuteczne co siła militarna.W Rosji nie ma mowy o żadnym rozpoczęciu wojny 1 września ani tym bardziej 17 września 1939 roku, gdy Armia Czerwona na podstawie paktu Ribbentrop-Mołotow dokonała niesprowokowanej agresji na Polskę i również dopuszczała się licznych zbrodni, na czele z ludobójstwem. Neoimperialne ambicje Putina skutkują między innymi jawnym zakłamywaniem historii zbrodniczego Związku Sowieckiego, koalicjanta III Rzeszy.Kłamstwa propagandowe KremlaWspółcześnie oficjalna wykładnia jest taka, że odbywało się „wyzwalanie ludności rosyjskojęzycznej” w krajach bałtyckich czy też „wyzwolenie Zachodniej Białorusi i Ukrainy spod pańskiego jarzma”. Jest to zbieżne z twierdzeniami komunistów. Tego typu kłamstwa propagandowe są elementem szerszego procesu rehabilitacji, gloryfikacji Związku Sowieckiego przez putinizm.Zresztą nawet trudno się temu dziwić. Putin chce odbudować Imperium Zła, którego upadek w dorocznym orędziu o stanie państwa w 2005 roku nazwał „największą geopolityczną katastrofą ubiegłego wieku”. Sam pakt Rosji z Hitlerem to już – kłamie propaganda – jedynie niezbędne i zgodne z prawem działania mające na celu oddalenie zagrożenia ze strony III Rzeszy. Oczywiście był on skutkiem podstępnych knowań wrażych sił z Zachodu.Sama wojna – próbuje wpierać Moskwa – zaczęła się 22 czerwca 1941 roku od napaści III Rzeszy na Bogu ducha winny Związek Sowiecki. Nie ma Katynia i innych rosyjskich zbrodni ludobójstwa. Podczas oficjalnych obchodów rocznicowych reżim szermuje wyłącznie datami 1941-45, które wyznaczają czas trwania tak zwanej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Ojczyźnianej, czyli deprecjonującej udział innych państw w walce z hitleryzmem.Stany Zjednoczone oficjalnie dołączyły do wojny 8 grudnia 1941 roku, po japońskiej napaści na Pearl Harbor, ale wcześniej zaangażowały się po stronie ofiar Osi poprzez programy Cash and Carry czy Lend-Lease. Waszyngton przyjmuje jednak rok 1939 jako początek konfliktu. Dowodzi to, że prawda w Rosji nie jest wartością, zresztą nigdy nią nie była.Żądanie StalinaTeraz kiedy zakończyła się II wojna światowa. My przyjmujemy datę 8 maja 1945 roku, wówczas dowództwo niemieckie podpisało w Berlinie bezwarunkową kapitulację wobec aliantów zachodnich i Związku Sowieckiego. Odbyło się to na żądanie Józefa Stalina. Ponieważ w Moskwie było po godzinie 1 w nocy, gdy porozumienie weszło w życie, w Rosji świętuje się datę 9 maja. Inną datę wynikającą ze stref czasowych można tolerować, zakłamywania roli Armii Czerwonej – już nie.Czytaj także: Rosja Prometeuszem, Chrystusem i Winkelriedem narodówTeoretycznie powinno się świętować datę 7 maja, gdy podpisano pierwszą kapitulację we francuskim Reims, również wobec przedstawiciela Armii Czerwonej. Stalin chciał jednak symbolu – aktu kapitulacji w Berlinie, swojej strefie okupacyjnej, i go dostał. Co ciekawe, „wstępny protokół kapitulacji” zakładał, że Francja była jedynie świadkiem na nie stroną porozumienia, zresztą francuskiego generała François Seveza zawołano w ostatniej chwili. Flagi francuskiej nawet nie wywieszono.Ale oczywiście II wojna światowa w Europie nie skończyła się 7 czy 8 maja. Wciąż trwały walki. Doszło do masakry na wyspie Texel, jeszcze długie lata walczyli choćby nasi Żołnierze Wyklęci, na terytorium Litwy, Łotwy i Estonii opór sowietom stawiali Leśni Bracia, działali również pogrobowcy III Rzeszy z Werwolfu.Przede wszystkim jednak II wojna światowa toczyła się w Azji, gdzie Cesarstwo Wielkiej Japonii było dalekie od kapitulacji. Tę podpisano dopiero 2 września 1945 roku na pokładzie pancernika USS Missouri w Zatoce Tokijskiej. Japonię, dawnego sojusznik III Rzeszy, zmusiły do tego dopiero dwie detonacje bomb atomowych nad Hiroszimą i Nagasaki. Skorzystała i Rosja, która zajęła między innymi Kuryle czy południowy Sachalin.8 maja obchodzimy Dzień Zwycięstwa, ale można się zastanawiać, czyje to było zwycięstwo. Wydaje się, że przede wszystkim Związku Sowieckiego i samego Stalina. Wokół legendy pogromcy III Rzeszy budowana jest obecna kłamliwa narracja Kremla, którą niestety wciąż bezkrytycznie przyjmuje się na Zachodzie.Trump chwali PutinaPo niedawnej rozmowie Trumpa z Putinem amerykański doradca Kremla Jurij Uszakow oświadczył, że amerykański prezydent pochwalił gotowość Kremla do ogłoszenia zawieszenia broni w Ukrainie podczas obchodów Dnia Zwycięstwa (9 maja), wskazując, że „święto upamiętnia nasze wspólne zwycięstwo nad nazizmem w II wojnie światowej”.Sytuacja wyglądała jednak tak, że pokonany został tylko jeden z trzech agresorów. Drugi, równie zbrodniczy – Związek Sowiecki – przetrwał, a nawet się umocnił. Pod pewnymi względami został wręcz wyhodowany wsparciem oraz uległością. Winston Churchill planował zaatakować III Rzeszę od strony Bałkanów i dalej przez Europę Środkową, ale Sowieci się nie zgodzili, gdyż sami chcieli zająć te tereny. Pożytecznym idiotą był w tym przypadku prezydent USA Franklin Delano Roosevelt, który w Teheranie poparł stanowisko Stalina.Zbrodniarz z Kremla zakończył wojnę w Europie, realizując dokładnie ten sam cel, po który do niej przystępował ramię w ramię z Hitlerem. Z tą różnicą, że odbyło się to w ramach sojuszu z aliantami zachodnimi. Celem tym było rozszerzenie strefy wpływów Moskwy w ramach rosyjskiego imperializmu.Ideologia ta początkowo była caratem, później sowieckim komunizmem, dziś to oczywiście putinizm. Każda odmiana jest wrogiem i zagrożeniem dla cywilizacji europejskiej. Jej efekty widzimy dziś w Ukrainie, zaś działania hybrydowe są odnotowywane od Wielkiej Brytanii po kraje Azji Środkowej.Rzekome „wyzwolenie” krajów Europy Środkowej i Wschodniej, uzupełniane licznymi zbrodniami wojennymi, było jedynie zmianą okupanta – z hitlerowców na komunistów. Podobnie nie można przyjąć, żeby zapanował w Europie pokój. Jeżeli przyjmiemy, że oznacza on brak działań militarnych – tak, ale jeżeli potraktujemy go jako pokojowe współistnienie narodów – nie. Rosjanie niezmiennie implementowali terror na podbitych terytoriach i prowadzili wrogie działania wobec Zachodu.Zimna wojnaNasuwa się więc pytanie, czy II wojna światowa faktycznie zakończyła się w maju, czy też wrześniu 1945 roku. Można wręcz spytać, czy w ogóle się zakończyła, czy i dziś nie mamy jej kontynuacji. Wojna cały czas trwała, zmienił się wyłącznie jej paradygmat. Była to już wojna hybrydowa i kognitywna, używając dzisiejszych określeń. Wówczas ukuto zwrot „zimna wojna”.Czytaj także: Broń propagandowa Putina. Tak Rosja zakłamuje historię II wojny światowejKreml prowadził wrogie działania wobec sojuszników długo, zanim 5 marca 1946 roku Churchill wygłosił słynne przemówienie w Fulton w stanie Missouri. Przypomnijmy słowa brytyjskiego premiera, wyznaczające symboliczny początek zimnej wojny.– Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem zapadła żelazna kurtyna, dzieląc nasz Kontynent. Poza tą linią pozostały stolice tego, co dawniej było Europą Środkową i Wschodnią. Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te miasta i wszyscy ich mieszkańcy leżą w czymś, co trzeba nazwać strefą sowiecką, są one wszystkie poddane, w takiej czy innej formie, wpływowi sowieckiemu, ale także – w wysokiej i rosnącej mierze – kontroli ze strony Moskwy – mówił Churchill.Co ciekawe, nie on ukuł hasło „żelazna kurtyna”. Zrobił to minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels w artykule w dzienniku „Das Reich” z 25 lutego 1945 roku, gdy klęska Niemiec była już tylko kwestią czasu. Trzeba przyznać, że dość trafnie przewidział rozwój wydarzeń.„Jeśli naród niemiecki złoży broń, wówczas sowieci, zgodnie z porozumieniem zawartym między Rooseveltem, Churchillem i Stalinem, zajmą całą wschodnią i południowo-wschodnią Europę, w tym większą część Rzeszy. Nad tym terytorium zajętym przez Związek Sowiecki zapadnie żelazna kurtyna, poza którą nastąpi rzeź narodów” – pisał Goebbels.Szpiegowanie przyjaciółZimnowojenne działania Rosjan wobec Zachodu obejmowały przede wszystkim szpiegowanie. To zawsze była mania Moskwy. Sowiecki program budowy bomby atomowej był w znacznej mierze oparty na wykradaniu wyników badań jądrowych od sojuszników. Już od 1942 roku wywiad wojskowy GRU prowadził intensywne operacje na terenie Wielkiej Brytanii i USA. Materiały przekazywał między innymi Klaus Fuchs, fizyk zatrudniony przy Projekcie Manhattan. Igor Kurczatow, ojciec sowieckiej bomby atomowej, wręcz zamawiał konkretne rozwiązania.Kreml wykorzystywał każdą nadarzającą się okazję, by przeniknąć tajemnice wojskowe sojusznika. Okazja nadarzyła się na początku 1945 roku, gdy trzy amerykańskie bombowce strategiczne B-29 awaryjnie wylądowały na terytorium Rosji po nalocie Japonię. Stalin nakazał skopiować Superfortece w najdrobniejszych częściach.Czytaj także: Putina boli Polska. Kłamie często, chętnie i bez wstyduW projekt zaangażowano przeszło 900 zakładów, do których przesłano ponad 100 tysięcy rysunków technicznych i zdjęć z prośbą o wykonanie stosownych części. Tak powstał bombowiec Tu-4, pierwszy sowiecki bombowiec strategiczny, którego Kreml potrzebował, by móc w przyszłości grozić atakiem jądrowym na USA.Działaniem hybrydowym było również stworzenie wrogiego wobec Zachodu bloku podległych sobie państw. Chodziło o oddalenie od granicy ZSRR zagrożenia potencjalnym atakiem, choć jednocześnie Kreml planował frontalny atak czołgami przez europejskie równiny. Buforem miała być między innymi Polska, dlatego Moskwa nie stworzyła u nas republiki sowieckiej, choć nawet nad Wisłą pokorni komuniści o to prosili.Do tego dochodziły działania w ramach wojny kognitywnej. Propaganda rysowała obraz Związku Sowieckiego i samego Stalina jako zbawców ludzkości, a niektóre środowiska intelektualistów na Zachodzie wierzyły w to bezkrytycznie. Wraz ze wzrostem nastrojów pacyfistycznych w zachodnich społeczeństwach w trakcie zimnej wojny i oporem wobec działań Waszyngtonu właśnie Rosję postrzegano jako nośnika Pokoju, bo przecież uratowała nas przed nazizmem.Zbrojenia nuklearneOczywiście zbrojenia nuklearne podejmowały obie strony, przez co w środku zimnej wojny ludzkość stanęła na krawędzi zagłady. Mimo wszystko większy arsenał wrogich działań podejmowała Moskwa. W ramach wojny hybrydowej wspierała choćby rozmaite bojówki i grupy terrorystyczne, a także sama posuwała się do aktów terroryzmu. Tak można traktować choćby porwanie i zamordowanie szwedzkiego dyplomaty Raoula Wallenberga.Jest wiele powodów, dla których Rosję – agresora i państwo bandyckie – zbyt długo traktowano po macoszemu. Niestety, nimb pogromcy nazizmu sprawił, że na kraj oparty na podobnej, zbrodniczej ideologii patrzono, jako na „tego dobrego”. Powojenny entuzjazm przysłaniał prawdziwy obraz. Stalin był dobrodusznym „Wujkiem Joe”, czerwonoarmiści uśmiechniętymi bohaterami gotowymi do poświęceń, takimi z sercem na dłoni.Ta krótkowzroczność była koszmarnym błędem. W imię dobrych stosunków z mocarstwem i ze zwykłej głupoty ignorowano doniesienia o ludobójstwach dokonywanych przez sowietów, wolano przemilczeć choćby sprawę Katynia podnoszoną przez polskich polityków emigracyjnych. Fatalne skutki komunizmu dla Rosji i Rosjan, skazanie na tę niedolę wielu narodów, łagry będące obozami koncentracyjnymi, były sprawą niewartą uwagi. Lekceważenie kłamstw, manipulacji i wszelkich wrogich działań Kremla wobec Zachodu zaowocowały intensyfikacją zimnej wojny.II wojna światowa nie zakończyła się pokonaniem III Rzeszy i jej koalicjantów. Zwycięstwo Zachodu było pozorne, gdyż jedynym zwycięzcą był wzmocniony inny wróg, czyli Rosja. Sama wojna trwała nadal, tylko zmieniła oblicze. Nie zakończyła się też wraz z upadkiem Związku Sowieckiego i rozpadem bloku wschodniego. Licząca kilka wieków ideologia rosyjskiego imperializmu ewoluowała ze zbrodniczego komunizmu w zbrodniczy putinizm. Utrzymał się też jej podstawowy kurs konfrontacji wobec europejskiej cywilizacji.Łukasz Zaranek, autor artykułu, od lat śledzi tematykę militarną i rozwój broni. Jego zainteresowania to przede wszystkim geopolityka oraz konflikty międzynarodowe.