„Lekarz grzebał w śmietniku, szukając resztek”. Właśnie odzyskał wolność, ale nie zamierza kończyć walki. – Chcę spróbować wrócić na Białoruś – zapowiada Andrzej Poczobut w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Opozycjonista przyznał, że chociaż za kratami musiał często znosić nieludzkie warunki, to czuje się odpowiedzialny za ludzi, których wciągnął w działalność Związku Polaków. Poczobut przyznał, że absolutnie nie spodziewał się wyjścia na wolność. Kiedy szykował się do podróży, początkowo był przekonany, że jedzie do więzienia śledczego w Mińsku.Andrzej Poczobut o powrocie do Polski– A my pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej, do jakiegoś domu wypoczynkowego pod granicą. Czekał tam samochód, po oznaczeniach poznałem, że to KGB. Ludzie wokół niego mieli zamaskowane twarze – wspomina w rozmowie z Bartoszem Wielińskim.Jedyny człowiek bez kominiarki powiedział opozycjoniście, że jeśli będzie chciał, będzie mógł wrócić na Białoruś. – Tylko że KGB nie wierzę. U nich konsternacja – przyznał Poczobut.– Na miejsce przyjechał człowiek podający się pracownika administracji prezydenta Białorusi. Przekazał, że sam Aleksander Łukaszenka mu obiecał – a z tym nazwiskiem nie ma przecież żartów – że będę mógł wrócić na Białoruś. Żadnego problemu z tym nie będzie – relacjonuje w wywiadzie opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej”.„Stoisz twarzą do ściany” – żelazna zasada wobec więźniów na BiałorusiAndrzej Poczobut opisuje, że w więzieniu padł ofiarą kuracji, którą osadzeni nazywają „ciosem w tłuszcze”. – Kasza, ziemniaki, trochę mięsa. Ciągły głód. Człowiek po prostu chudnie – mówi, dodając, że za kratami musiał przywyknąć nie tylko do głodowych porcji.– Gdy wprowadzono mnie na salę rozpraw sądu obwodowego, strażnicy powiedzieli mi: „Stoisz twarzą do ściany”. To taka żelazna zasada stosowana wobec więźniów w Białorusi. Tak się do tego przyzwyczaiłem, że nawet gdy konwojowano mnie teraz na samą granicę, to gdy wychodziłem z samochodu dalej, stanąłem do niego twarzą. Trochę minie, zanim odwyknę, przekonam się, że już nie mam takiego obowiązku – przyznaje.Mimo tych doświadczeń, opozycjonista deklaruje, że chce spróbować wrócić na Białoruś: – Wszystko zależy od tego, jak to się potoczy na granicy. Wpuszczą, tak jak obiecali, czy nie. Na pytanie o to, co się stanie, jeśli znów trafi za kraty, odpowiedział: – To posiedzę. Trudno, Nelson Mandela tyle lat siedział, żołnierze Armii Krajowej siedzieli (...). Ludzie, których spotkałem w łagrach, też mają żony i dzieci. Jarek to już dorosły chłopak, on przecież wszystko rozumie. Jeden nasz kresowy działacz, poeta, pytał, dlaczego ta polskość jest taka trudna. No właśnie. Na tej szerokości geograficznej, niestety tak jest – stwierdził Poczobut.„Nic się nie zmieni. Po Łukaszence będzie Łukaszenka”Opozycjonista przyznał, że nie liczy na szybką utratę władzy przez Alaksandra Łukaszenkę.– „Żartuje się, że krew niemowląt wiary prawosławnej będą w niego pompować, by zapewnić mu zdrowie”. Nie mam wątpliwości, że białoruska medycyna zrobi wszystko, by zapewnić mu zdrowie. Bardzo długo mogą go jeszcze utrzymać na tym świecie. Islam Karimow (w latach 1991-2016 autorytarny prezydent Uzbekistanu – red.) umierał długo, podłączony do maszyny podtrzymującej życie. Choć naprawdę już nie żył, ciało zaczynało się rozkładać, ale maszyna ciągle pikała, a z przekazów propagandy wynikało, że on zaraz wstanie z łóżka i wróci do rządzenia krajem. Maszynę wyłączono dopiero, gdy jego otoczenie dogadało się, kto będzie następcą. W Białorusi jednak nic się nie zmieni. Po Łukaszence będzie Łukaszenka – powiedział.Na następcę dyktatora typowany jest jego syn Witkor. – I będzie mniej więcej to samo, tylko trochę inaczej – podsumował gorzko Andrzej Poczobut.CZYTAJ TEŻ: Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Jest komunikat