Dla innych, ale i dla siebie. W więzieniu Mariusz trwonił czas, nie robił niczego przydatnego. Dopóki nie pojechał razem z grupą współosadzonych do schroniska dla psów. Kamila w zakładzie karnym uświadomiła sobie, że skoro potrafi pomóc bezinteresownie chorym na raka dzieciom, to może nie jest jeszcze takim złym człowiekiem? 1.Adrian pochodzi z Górnego Śląska. Od drugiego roku życia wychowywał się w domu dziecka, nie miał rodziny ani bliskich.– Z tego, co jedynie wiem, matka zmarła, gdyż otrzymałem po niej spadek w postaci mieszkania. O ojcu nieznanym, czyli pseudo-ojcu nie mam żadnych informacji – czytam w napisanej odręcznie na papierze w kratkę wiadomości. Osiem stron zapisków przyszło do mnie od Adriana z jednego z zakładów karnych na terenie Mazowsza.GłupotaGdy Adrian miał 9-10 lat, co jakiś czas z domu dziecka uciekał. Poznał nowych kolegów, zaczęły się drobne kradzieże jedzenia.Był już nastolatkiem, kolejne ucieczki, kolejni koledzy. Z nimi mecze, włamania, eksperymenty z narkotykami, a wreszcie handel nimi. – I w takim towarzystwie spędziłem na Śląsku sporą część dorosłego życia.Jednak jakimś cudem – jak pisze dalej – coś się w pewnego dnia w Adrianie zmieniło. Był początek 2022 roku. – Chyba po prostu dorosłem. Popatrzyłem z boku na moją przeszłość, na znajomych, którzy się coraz bardziej staczali, na te ciągłe problemy i postanowiłem z tym skończyć, odciąć się.Tak też zrobił, na drugi dzień był już w Warszawie. Wynajął mieszkanie, znalazł pracę, poznał dziewczynę. Zamieszkali razem i prawie trzy lata legalnie i uczciwie Adrian w tej Warszawie żył.Ale niestety, jak zauważa, nic, co piękne, nie trwa wiecznie. W połowie 2024 roku podczas kontroli drogowej okazało się, że Adrian jest poszukiwany przez policję za to, co jeszcze robił na Śląsku. Trafił do zakładu karnego, co udało mu się zbudować, stracił.Czytaj także: Spędził miesiące w Czarnobylu. „Na cokolwiek umrę i tak powiedzą, że to mnie zabiło”– Czuję się, jak debil, gdy to piszę, gdy pomyślę, jaki byłem głupi – pisze wprost. Bo gdy wyszedł, nie za bardzo miał co ze sobą zrobić, znał głównie ludzi po wyrokach. Jeden z nich zaoferował Adrianowi, żeby u niego chwilowo zamieszkał. Tylko że kolega był dilerem narkotykowym, zaproponował wspólne włamanie do sklepu. – Z racji, że mi pomagał podczas odsiadki i dał dach nad głową, głupio było mi odmówić – tłumaczy. Trafił ponownie do więzienia. – Wszystko zaprzepaściłem.MiłośćNa te same, co Adrian pytania, odpowiada jeszcze sześcioro innych osadzonych w mazowieckich zakładach karnych. Przekazuje im je w moim imieniu porucznik Ewa Smolińska, rzecznik prasowy Dyrektora Okręgowego Służby Więziennej w Warszawie.Odpisuje także Kamila, której życie przed więzieniem toczyło się między pracą, rodziną a zwierzętami. Pracowała w fabryce na produkcji, nie lubiła spędzać po pracy czasu na kanapanie, miała zawsze mnóstwo pomysłów.Za co trafiła do więzienia? Przestępstwo popełniła – jak to ujmuje – z chęci kupienia sobie uwagi męża. Nie wyjaśnia jednak, jakie dokładnie ani jak duży odsiaduje za nie wyrok. Pisze tylko to:– Miałam w głowie myśl, że jeśli będą pieniądze w domu, mąż będzie mnie bardziej kochał.BłądMariusz jest dziś dojrzałym mężczyzną. Ma drobne marzenia, jak u każdego, własna rodzina.Pochodzi z domu bez alkoholu i bez przemocy, ale wychował się w otoczeniu i środowisku przestępczym. Dlatego – tak myśli – to, co było normalne w jego dzielnicy, zaczęło go jako młodego chłopaka fascynować.– Czyny, za które zostałem skazany, popełniłem przez błędy dzieciństwa – pisze jedynie. I że człowiek, kiedy jest jeszcze młody, musi podejmować najważniejsze decyzje w życiu, a przecież nic o nim nie wie.Karę za to, co zrobił, zaczął odbywać dopiero po 14 latach. Czytaj także: Nie ma rąk ani nóg. „Nie zamknę się w pokoju i nie będę płakać”Pobyt w zakładzie nie sprawił, że zaczął zastanawiać się, czy robił źle. Bo o tym akurat Mariusz wiedział od dawna.WinaKrystian w życiu stara się dążyć do postawionych sobie celów, jest pewnym siebie facetem. Jego marzeniem było założenie rodziny i jest dumny, bo mu się udało. Stara się teraz poświęcić jak najwięcej czasu na rozmowy przez telefon ze swoją partnerką i dziećmi. Pomimo izolacji, dba o więzi z nimi, bo rodzina jest dla Krystiana najważniejsza.Zanim trafił do aresztu, miał stabilne życie. Obowiązki, praca, a po niej spędzanie czasu z bliskimi. Co się wydarzyło potem? Krystian pisze bez konkretów: – Jest to [popełnienie przestępstwa] spowodowane problemami toczącymi się w życiu i brakiem rozwiązań, żeby z tych problemów w jak najszybszym czasie wyjść.Nie wiem, co zrobił ani jaką otrzymał karę, ale zapewnia w liście, że kłopoty nie zawsze powstają z własnej winy.– Mogę śmiało powiedzieć, że w pełni przemyślałem to, co się wydarzyło i gdybym mógł cofnąć czas, nie dopuściłbym się przestępstwa, które uczyniłem – wyznaje.SensZanim Aleksandra trafiła do aresztu, studiowała, prowadziła własną działalność i dużo podróżowała. Najczęściej wybierała kraje, w których mogła zobaczyć słynne zabytki, zwiedzić znane muzea.Po studiach przeniosła się z mężem za granicę, ale w Polsce spędzali sporo czasu, głównie u jej rodziców.Wydarzenia, które doprowadziły do aresztowania Aleksandry to długa i skomplikowana historia. Chociaż zapewnia, że nie popełniła czynu, o który ją oskarżono. – Zostałam tak wmanewrowana w sprawę, że nie potrafiłam się obronić i dostałam wyrok.Przez to zmienił się jej stosunek do świata i ludzi. Uczyniło to z niej – jak pisze dalej – osobę bardzo nieufną i zawsze spodziewającą się najgorszego.– Długotrwała izolacja sprawia, że człowiek zaczyna się czuć zbędny i traci z oczu sens życia.Konsekwencja„Mam na imię Kamil, moje życie przed trafieniem do Zakładu Karnego było pełne wrażeń, wszystko było poukładane i przebiegało tak, jak sobie zaplanowałem” – pisze również w odręcznie napisanej wiadomości. Kamil zapewnia, że był szczęśliwy, miał kochającą rodzinę i wsparcie bliskich. Ale to się skończyło.Czytaj także: Społeczeństwo zmęczenia. Coraz więcej obowiązków, mniej poczucia sensu– Do popełnienia przestępstwa skusił mnie szybki zysk i chęć wzbogacenia się – dodaje, ale i w tym wypadku nie poznaję szczegółów.W zakładzie karnym Kamil przemyślał całe swoje życie i co zrobił nie tak, jak powinien.– W izolacji za murem uświadomiłem sobie, że konsekwencje tego, co zrobiłem ponoszą też moi bliscy i oni cierpią najbardziej.UmysłJest jeszcze Lucjan, on również pisze ręcznie na papierze. Że prowadzi raczej ustatkowany tryb życia, że ma dobry zawód – stolarz-mechanik i stałą pracę. Będzie chciał do niej wrócić, kiedy już wyjdzie z zakładu.Na wolności czeka na niego pełnoletni syn, z którym ma dobrą relację, choć z jego matką jest po rozwodzie.Co się wydarzyło, że trafił do więzienia? Lucjan pisze tajemniczo: alkohol i używki. – Zaciemniły mi umysł i jasny ogląd sytuacji.2. PomocCałą siódemką osadzonych łączy to, że w zamknięciu chcieli się na coś przydać.Lucjan, gdy nadarzy się okazja, pomaga zwierzętom. Opisuje: – W 2025 roku kilka razy wyszliśmy do schroniska. Sprzątaliśmy przytulisko przed zimą, grabiliśmy liście, kosiliśmy trawę, myliśmy kojce w środku. Robiliśmy remonty, prace stolarskie i budowlane. Ocieplaliśmy budy i kojce, wzmacnialiśmy konstrukcje bud, uszczelnialiśmy im ściany i montowaliśmy izolacje na dachach, żeby psy mogły bezpiecznie i w cieple przetrwać zimę – wylicza.Ale najprzyjemniejsze było dla Lucjana wyprowadzanie psów na spacer i spędzanie z nimi po prostu czasu.Kamil w więzieniu trwonił czas, nie robił niczego przydatnego. Dopóki nie pojechał razem z grupą współosadzonych do schroniska. Pisze mi: – Największą przyjemnością była odskocznia od codzienności i świadomość robienia czegoś dobrego dla zwierzaczków.Jego zdaniem, pomaganie daje chwilę szczęścia. – Człowiek staje się wtedy lepszy dla samego siebie. I bardziej wrażliwy.Krystian uznał, że skoro został skazany, wykorzysta czas w zamknięciu, żeby pokazać, że nadal jest człowiekiem i by lepiej się ze sobą poczuć psychicznie. A ktoś na tym przy okazji skorzysta.Czytaj także: Życie z HIV. „To po prostu infekcja. Żyję jak wszyscy wokół”W areszcie przebywa od trzech lat, w schronisku dla psów był wielokrotnie. – Wykonujemy tam ogrom pracy – pisze. Od stawiania budek, po roznoszenie jedzenia, prace porządkowe, układanie kostki brukowej na nowe alejki i składanie nowych domków. – Sortujemy też karmy na zwykłe, dietetyczne i hipoalergiczne dla zwierzaczków, bo czasami wymagają zróżnicowanej diety – zauważa. I nie ukrywa, że praca, którą wykonuje ze współosadzonymi bywa wymagająca i ciężka. Ale jej kwintesencją jest spacer z którymś z psów. – I to, że pracownicy schronisk dają nam odczuć, że te nasze starania doceniają.W Mariuszu myśl o zaangażowaniu się w pomoc była właściwie od zawsze. – To, że popełniłem wiele błędów nie świadczy, że jestem złym człowiekiem – zapewnia. Ani o tym, że człowiek skazany pozbawiony jest ludzkich odruchów, że zatracił w sobie człowieczeństwo czy empatię.Mariusz też zajmował się zwierzętami, sprzątał w kojcach, wynosił nieczystości, wymieniał zużyte ściółki, uzupełniał psom świeżą wodę do picia i karmił je. Często też rozładowywał paczki od darczyńców, układał ich zawartość na półkach, rozdzielał ubranka zimowe rozmiarami.– Mogę śmiało powiedzieć, że jest co robić! Ale najtrudniejsze dla mnie jest patrzenie na te bezpańskie zwierzęta – pisze. Na spacerze stara się dać im najwięcej radości, ile może.Adrian schronisko odwiedził dwukrotnie, pierwszy raz w styczniu 2026. – Wizyta ograniczyła się do „łapania” interakcji z psiakami, którzy w pewnym sensie znajdują się w podobnym do naszego położeniu, bo pozbawiono nas wolności – zauważa, choć wie, że osadzeni byli jednak świadomi tego, co robili, a psy zostały po prostu porzucone przez człowieka.– Najtrudniejsze – pisze dalej – było widzieć rozczarowanie w oczach tych zwierząt i świadomość, że będziemy musieli psiaki zostawić w tych boksach. Przyjemnością? – To, że psy mimo wszystko bardzo chętnie dawały się głaskać i wyprowadzić na krótki spacer, że cieszyły się na nasz widok. Im też, podobnie jak nam, brakuje zwykłej życzliwości ludzkiej i chwili uwagi. Czytaj także: Dziecko w kryzysie suicydalnym. Dlaczego siedmiolatek może nie chcieć żyć?W marcu było nieco łatwiej, bo Adrian wiedział już, czego się spodziewać. – Dbając o te zwierzęta, mogę się wewnętrznie zrehabilitować za to, co robiłem kiedyś.Kamila pierwszy raz w wolontariat zaangażowała się na złość wychowawcy. Ruszała akurat wspólna akcja Aresztu Śledczego w Warszawie Grochowie i Fundacji Ronalda McDonalda „Czapka od serca”. W jej ramach strażniczki i osadzone robią na drutach czapki dla dzieci onkologicznych i ich rodziców. Wychowawczyni Kamili zrobiła swoją pierwszą. – Stwierdziłam, że nie będę gorsza i zrobię cały komplet – pisze mi w liście.I dalej: – Wciągnęło mnie to bardzo, bo nie dość, że zabijałam czas w więzieniu, to jeszcze jakieś dziecko będzie miało czapkę.W robieniu czapek największą trudnością jest utrzymanie wielkości. A wiadomo, jedni robią oczkiem luźniej, inni ściślej, więc nie zawsze da się zrobić ją akurat tak, jak się planowało. Niełatwo jest też przejść z kolorów, schować końcówkę włóczki, by wprowadzić kolejną. Kamila robi najpierw supełek, później wplata nowy kolor w boki, a jak się uda, od razu, bez supełków. I jeszcze króliczki. Wyzwaniem jest dla niej łączenie wszystkich elementów, oczka, buzia, nosek.Ale to szycie i pomaganie ją nakręciło. – Jeśli chociaż jedna osoba jest uszczęśliwiona tym, co zrobiłam, to warto.I jeszcze jedna rzecz. – Uświadamia mi to, że skoro potrafię pomóc bezinteresownie, to chyba jeszcze nie jestem taka zła?Aleksandrze pomaganie daje poczucie, że jest na coś potrzebna. – Że nie wegetuję bez celu i sensu, i że być może to, co zrobię, sprawi komuś radość, w czymś ulży.To w więzieniu pierwszy raz szydełkowała. Na początku wydawało się jej to za trudne, źle przeciągała włóczkę, myliła się, nie mogła doliczyć oczek. Koleżanka, która ją uczyła, kazała pruć i robić od nowa. To ją irytowało, niecierpliwiło. „Nigdy się tego nie nauczę” – myślała, ale inne osadzone ją motywowały. Aż wreszcie jej wyszło. Zaczęła robić nie tylko czapki, ale i rękawiczki-mitenki, króliczki-przytulanki. – To pomaga mi choćby częściowo odzyskać siebie sprzed aresztowania. Pomaganie łagodzi też rozgoryczenie, smutek i rozczarowanie światem – pisze.3. SłużbaStudia uczą teorii, praktyki niestety niewiele. Alicja ma magistra z resocjalizacji, wyobrażenia na temat pracy w Służbie Więziennej miała różne. – Do końca nie zdawałam sobie sprawy, co mnie czeka – pisze.Czytaj także: „Byłam jak żywa pochodnia”. Izabeli po wypadku najtrudniej było zasnąćMa 36 lat, na co dzień uwielbia spędzać czas ze swoimi synami, głównie aktywnie, spacery, rower, rolki. – Ważne jest też dla mnie poczucie bezpieczeństwa, dlatego mam męża strażaka – dodaje.Wcześniej przez 11 lat pracowała na stanowisku cywilnym w Komendzie Powiatowej Policji. Służbę w formacji rozpoczęła nieco ponad rok temu. – Zawsze chciałam nosić mundur, daje poczucie niesamowitej dumy.W możliwości zaangażowania osadzonych w wolontariat widzi wartość swojej pracy. – Wiedzieć ich podczas prac, choćby ze zwierzętami, to satysfakcja. Bo wiem, że uczą się w ten sposób empatii, odpowiedzialności i troski – pisze. Z każdym kolejnym wyjściem, ich poczucie własnej wartości rośnie, a w tym Alicja widzi największy sens. Chce ich do pomagania mobilizować.Dla Joanny najważniejsze są wartości rodzinne. Jest młodsza od Alicji o rok i też jest po resocjalizacji, i jeszcze po profilaktyce społecznej. Już w trakcie studiów, prowadziła zajęcia dla kobiet w Areszcie Śledczym. – To utwierdziło mnie w przekonaniu, że chcę związać swoją przyszłość zawodową ze służbą penitencjarną – wyjaśnia.Praca z osadzonymi w dużej mierze odpowiada jej wyobrażeniom, choć nie brakuje w niej ani momentów zaskoczenia, ani chwil trudnych. – Szczególnie kiedy, mimo widocznych postępów, osadzeni pod wpływem impulsu wracają do dawnych schematów – wyjaśnia nieco. Wtedy pojawia się zwątpienie.Joanna, jak i Alicja, to jedne z setek funkcjonariuszek w zakładach karnych, które organizują więźniom zajęcia i zachęcają ich do angażowania się w działania charytatywne. Joanna: – Staram się uważnie rozpoznawać możliwości i predyspozycje podopiecznych, żeby indywidualnie dopasować im zajęcia – pisze. A w ich trakcie eksponować nawet najdrobniejsze efekty ich pracy. – Nie tylko po to, żeby czuli satysfakcję, ale nabrali poczucia sprawczości. Kiedy to się udaje, to największa nagroda.4. Dom– Na wolności nadal będę wolontariuszką dla zwierząt, będę też pomagać dzieciom – pisze Kamila na koniec. – Jednak pierwsza rzecz, jaką zrobię po wyjściu, wypiję na balkonie kawęCzytaj także: Matka biologiczna i matka społeczna. Jedna ma pełnię praw, druga żadnychAleksandra nie mam sprecyzowanych planów na wolności, bo póki co to dla niej zbyt mglista perspektywa. – Nie wiem, co będzie, ale chciałabym prowadzić konstruktywne życie, być potrzebna innym.Mariusz więzienie zostawi za daleko za sobą. – Mimo, że najgrzeczniejszy nie byłem, zmienię życie na lepsze.Lucjan po wyjściu wróci dokładnie w to samo miejsce, z którego go zabrano. – Tylko z innym systemem wartości w głowie.– Już teraz zorganizowałem sobie stałe zatrudnienie na wolności i chcę wynagrodzić rodzinie moją nieobecność – pisze Krystian. Planuje też zająć się rozwojem osobistym.Kamil chcc wrócić do rodziny, do domu, pracy i normalnego życia. – Zamierzam nie popełniać błędów sprzed lat – pisze. Też chciałby nadal udzielać się charytatywnie.Czytaj także: Polacy piją za dużo. Ekspert: Są trzy sposoby, by to zmienićAdrian wyobraża sobie wolność tak, jak wyglądała, gdy przyjechał do Warszawy. Nie ma zamiaru wracać na Śląsk do starego towarzystwa.Do końca kary zostały mu jeszcze dwa lata, a pracownicy zakładu karnego już pomogli mu znaleźć na wolności dach nad głową. – O resztę się nie martwię, nałogów nie mam, pracę szybko znajdę. Z czasem poznam kobietę i jakoś będę to życie sobie układał, małymi kroczkami.Napisz do autorki: paula.szewczyk@tvp.plPaula Szewczyk – reporterka, nominowana do nagrody Grand Press, nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej i Journalism Excellence Awards. Nagrodzona Koroną Równości KPH oraz nagrodą NGO Hero, wyróżniona w konkursie „Pióro Nadziei” Amnesty International. Autorka książki „Ciała obce”.