Powstają „martwe strefy”. Niepokojące zjawisko uchwyciły satelity środowiskowe NASA i Europejskiej Agencji Kosmicznej. W pobliżu Zatoki Gdańskiej i w Zatoce Fińskiej zaobserwowano potężne, zielone wiry, za które odpowiadają sinice. Jest to zły sygnał dla Bałtyku. Gigantyczny wir mieni się najróżniejszymi kolorami zieleni, z daleka przypomina spiralną galaktykę. Za jego powstanie odpowiadają w pełni naturalne czynniki – jest to efekt fitoplanktonu, czyli mikroskopijnych organizmów roślinnych. W tym przypadku chodzi o sinice, czyli jedne z najstarszych organizmów występujących na Ziemi. Dawniej te jednokomórkowce uważano za rośliny, z czasem zostały sklasyfikowane jako bakterie. Dzięki zawartości chlorofilu mają zieloną barwę.Spektakularny efekt uchwycony na zdjęciach satelitarnych został dodatkowo podbity wysoką temperaturą wód morskich oraz wiatrem, który spowodował falowanie wody i powstanie wiru. Zjawisko oznacza jednak, że Morze Bałtyckie ulega postępującej degradacji. Glony rosną w nadmiarowym tempie i tworzą „martwe strefy” z niską zawartością tlenu. Są one zabójcze dla organizmów żyjących pod wodą.– Obecnie, i jest wielce prawdopodobne, że też w przyszłości, na badanym przez nas obszarze ciągle będzie dochodziło do utraty tlenu wskutek przenikania składników odżywczych z pól uprawnych, uwalniania się fosforu z osadów dennych i jego wędrówki w górę kolumny wody oraz wskutek globalnego ocieplenia – mówi Sami Jokinen z Uniwersytetu w Turku, cytowany przez serwis Twojapogoda.pl.„Martwe strefy” mają ogromną powierzchnięBadania przeprowadzone na fińskiej uczelni wskazują, że „martwe strefy” w regionie Bałtyku sięgają już około 70 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli około 135 razy więcej niż wynosi powierzchnia Warszawy.Naukowcy ustalili dodatkowo, że utrata tlenu jest największa od półtora tysiąca lat, a bezpośrednio odpowiedzialny za to jest człowiek. Oceniono, że zjawisko będzie się pogłębiać w najbliższych latach. W efekcie populacja ryb i morskiego życia będzie zanikać.Czytaj także: Nowy „polski” satelita już na orbicie. Dostarczyła go rakieta Elona Muska