Głupie żarty wywołały reakcję FAA. W lotnictwie (zarówno wojskowym, jak i cywilnym) wszystkie działania – szczególnie w powietrzu – podyktowane są konkretnymi procedurami. Wiąże się to z wymogami bezpieczeństwa. Nie wszyscy jednak to rozumieją. W USA wszczęto śledztwo, kiedy okazało się, że na oficjalnych kanałach łączności piloci wydają odgłosy... kotów czy psów. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) wnikliwie bada zdarzenie, które miało miejsce w połowie kwietnia w okolicach Waszyngtonu. Na częstotliwości wykorzystywanej przez kontrolę ruchu lotniczego portu im. Ronalda Reagana zarejestrowano wymianę zdań, w której słychać m.in. odgłosy naśladujące... miauczenia kota.Rozrywka pilotów regionalnych liniiTo natychmiast wywołało reakcję pilotów maszyn znajdujących się w pobliżu. Ktoś z nich powiedział w eter: „Powinniście (wreszcie – red.) zostać zawodowymi pilotami”. Odpowiedzią były kolejne miauczenia i... szczekanie.Zobacz także: O włos od zderzenia samolotów. Leciały wprost na siebieInny pilot skwitował te zachowania krótko: „dlatego wciąż latacie RJ”. „RJ” oznacza odrzutowiec regionalnych linii. Dla wielu pilotów to zwykle początek kariery, która potem trwa już na trasach międzynarodowych. Słabsi jednak nie wychodzą poza etap regionalnych linii lotniczych.Zakaz „zbędnych rozmów” na niewielkim pułapieFAA swoim oświadczeniu stwierdziła, że przepisy zabraniają pilotom „prowadzenia zbędnych rozmów, jeśli znajdują się poniżej wysokości 10 000 stóp (ok. 3 000 metrów – red.)” oraz że agencja bada wszystkie sytuacje, w których piloci mogli naruszyć przepisy.Krytycznie do tych zabaw nastawiony jest też Dennis Tajer, pilot i rzecznik Allied Pilots Association, związku zawodowego reprezentującego pilotów American Airlines. Przyznał on, że z podobnymi zachowaniami spotkał się też na częstotliwości alarmowej.Zobacz także: Przez drony zamknięto niebo nad El Paso. W tle awantura Pentagonu i FAA– To nie jest rozrywka, to poważna częstotliwość i ma poważny cel – powiedział Tajer, cytowany przez serwis abcnews.com.