Miasto pełne kontrastów. Baku nie daje się opisać jednym językiem architektonicznym, bo funkcjonuje w kilku porządkach jednocześnie. W centrum, wśród kamienic z przełomu XIX i XX wieku, potrafi łudząco przypominać Odessę sprzed wojny – szerokie ulice, dekoracyjne fasady, rzędy wysokich okien i balkonów, który buduje poczucie europejskiej ciągłości. Przestrzeń zdaje się uporządkowana, niemal klasyczna, w której miasto wydaje się stabilne i przewidywalne. Ta „europejskość” nie jest przypadkowa – została w dużej mierze zaprojektowana w czasach boomu naftowego, kiedy Baku rozwijało się w ramach imperium rosyjskiego i przyciągało architektów z całej Europy, w tym Polaków.Polacy, którzy „stworzyli” centrumW rozwoju architektonicznym Baku na przełomie XIX i XX wieku istotną rolę odegrali Józef Gosławski i Józef Płoszko, którzy trafili tu w okresie gwałtownego rozwoju miasta napędzanego przemysłem naftowym. Gosławski, pełniący funkcję architekta miejskiego, miał realny wpływ na kształtowanie reprezentacyjnej przestrzeni Baku – projektował budynki administracyjne i rezydencje dla elit, w tym gmach dawnej Dumy miejskiej (dzisiejszy ratusz) czy pałac Tağıyeva. Jego architektura była stosunkowo powściągliwa, oparta na eklektyzmie i neorenesansie, z wyraźnym odniesieniem do europejskich wzorców urbanistycznych – uporządkowana, symetryczna, wpisująca się w ideę miasta nowoczesnego, ale zakorzenionego w klasycznej estetyce. Z kolei Płoszko działał bardziej ekspresyjnie – jego projekty wyróżniały się bogatym detalem i swobodnym łączeniem stylów historycznych. Najbardziej znane realizacje, jak pałac Ismailijji czy pałac Muchtarowa, nawiązują do neogotyku i włoskiego renesansu, nadając centrum miasta bardziej dekoracyjny, nieco teatralny charakter. Obaj architekci pracowali głównie dla prywatnych inwestorów – magnatów naftowych – co tłumaczy skalę i reprezentacyjność ich projektów. Ich dorobek do dziś stanowi istotną część historycznej tkanki Baku i tworzy wyraźną „europejską” warstwę miasta.Czytaj także: Po co kłócić się z papieżem? Tej wojny Trump nie wygraBeton i szkłoTo właśnie na niej nadbudowały się późniejsze etapy rozwoju – najpierw powojenna architektura modernistyczna i brutalistyczna z czasów Związku Radzieckiego, wprowadzająca cięższe, bardziej surowe formy, a następnie współczesne realizacje o globalnym charakterze, jak Centrum Heydara Alijewa. Kilka ulic dalej ta spójność zaczyna się jednak rozpadać.Nowe realizacje – szkło, stal, efektowne formy – próbują narzucić zupełnie inną narrację. Najbardziej widocznym symbolem tej ambicji są Ogniste Wieże, które dominują nad panoramą miasta. To architektura aspiracji, odwołująca się do globalnych wzorców, często porównywana do tego, co możemy zaobserwować w Dubaju – przepychu, maksymalizmu oraz związanego z nimi poczucia kiczu i przesady. Tyle że podobieństwo to jest powierzchowne. W Baku widać, że ta estetyka została przeszczepiona – nie wynika z lokalnych warunków ani ciągłości rozwoju, raczej z potrzeby nadrobienia dystansu i pokazania się jako część globalnego świata. Efekt bywa nierówny: obok dopracowanych projektów pojawiają się realizacje sprawiające wrażenie niedokończonych (lub po prostu niedokończone, jak wielki projekt kompleksu Zatoka Pełni Księżyca, który zdaje się kompletnie zapomniany).Zobacz też: Trump opublikował grafikę z nową nazwą cieśniny OrmuzPoza przewodnikiemNajbardziej wyraźne kontrasty nie ujawniają się jednak w centrum, lecz w dzielnicach mieszkalnych. Tam miasto, jak wszędzie, traci reprezentacyjny charakter i pokazuje swoją codzienność. Bloki z czasów Związku Radzieckiego stoją obok nowszych, często przypadkowo wstawionych budynków, które nie tworzą spójnej całości. Przestrzeń jest fragmentaryczna – brakuje ciągłości urbanistycznej, a kolejne inwestycje wydają się reagować tylko na doraźne potrzeby. Wysokie krawężniki, które pojawiają się niemal wszędzie, stają się nieoczywistym symbolem tej rzeczywistości: wyraźnie oddzielają przestrzeń dla samochodów i pieszych, ale jednocześnie utrudniają poruszanie się, szczególnie osobom starszym czy z wózkami. To detal, który mówi więcej o funkcjonowaniu miasta niż spektakularne projekty w centrum. Na próżno szukać też przejść dla pieszych. Ruch istnieje głównie dla odważnych, sprawnych bądź zmotoryzowanych.W tych dzielnicach kontrast nie polega na zestawieniu starego z nowym, lecz na braku przejścia między nimi. Betonowe bloki, surowe i funkcjonalne, sąsiadują z próbami ich „unowocześnienia” – dobudowanymi balkonami, zmienionymi elewacjami, przypadkowymi kolorami. To architektura, która nie została zaprojektowana jako całość, tylko powstaje etapami, często bez planu.Pałacowe drapacze chmurSzczególnym przypadkiem tej niespójności są nowe budynki mieszkalne, które próbują udawać starą architekturę. W wielu częściach Baku powstają wysokie na kilkanaście pięter „kamienice”, które z daleka mają przypominać historyczną zabudowę centrum. Mają gzymsy, pilastry, łuki nad oknami, czasem nawet dekoracyjne balkony – cały repertuar form zapożyczonych z przełomu XIX i XX wieku. Problem w tym, że skala tych budynków całkowicie przeczy ich inspiracjom. To nie są kamienice, tylko wieżowce przebrane za kamienice, architektoniczny cosplay. Efekt bywa osobliwy – jak przeszczep z innej epoki, który wciąż nie jest pewien, czy się przyjął.Jeszcze wyraźniej widać to na całych osiedlach takich realizacji. Kilkanaście, czasem kilkadziesiąt bloków ustawionych obok siebie tworzy coś w rodzaju „pałacowej” dzielnicy – ciąg wysokich na 10–15 pięter masywnych brył, które próbują udawać elegancję dawnej architektury. Ornament staje się tu powtarzalnym wzorem, tracąc swoją pierwotną funkcję. Przestaje być wyjątkowym detalem, stając się dekoracyjną powłoką nakładaną seryjnie na każde piętro deweloperskiej inwestycji.Zobacz też: Tanie linie kończą działalność. Odwołano wszystkie lotyBarbie secesjaNajwiększy dysonans pojawia się jednak na poziomie szczegółu. Ozdobne fasady zestawione są z plastikowymi oknami, często o grubych, kolorowych ramach, które zupełnie już nie próbują naśladować historycznej stolarki. Zamiast subtelnych proporcji można zauważyć, co wygląda, jakby zostało wyjęte z domku dla lalek Barbie – zbyt gładkie, zbyt intensywne, zbyt dosłowne i kolorowe. Tam, gdzie architektura miała sugerować secesyjny czy klasycystyczny szyk, pojawia się efekt niemal groteskowy.Koty jako element architekturyW Baku koty są elementem krajobrazu, wpisanym w przestrzeń niemal tak samo jak beton, asfalt i elewacje budynków. Widać je wszędzie: na podwórkach, przy wejściach do bloków, w zaułkach między kamienicami. Towarzyszą codzienności miasta, a ich obecność nie jest neutralna. To efekt problemu, który pozostaje w dużej mierze nierozwiązany. Bezdomność kotów jest powszechna, a świadomość dotycząca sterylizacji zwierząt wciąż niewystarczająca. Miłość do zwierząt często przybiera formę dokarmiania, które nie idzie w parze z odpowiedzialnością. Koty rozmnażają się bez kontroli, populacja rośnie, a kolejne mioty trafiają na ulice. Wiele z nich nie przeżywa – choroby, brak opieki weterynaryjnej i trudne warunki sprawiają, że śmierć bywa powolna i bolesna.W przestrzeni miasta widać próby reagowania na ten problem, choć mają one charakter doraźny. Kocie „hotele” – proste konstrukcje ustawiane przy blokach i na podwórkach – stały się stałym elementem tkanki miejskiej. Obok nich stoją miski z karmą, często porozstawiane na chodnikach, przy ścianach budynków, w bramach. To gest troski, ale jednocześnie znak systemowego braku rozwiązań. Z czasem pojawia się też inny, mniej widoczny, ale wyraźnie odczuwalny element tej obecności – zapach kociego moczu, szczególnie intensywny w zamkniętych przestrzeniach, takich jak klatki schodowe czy przejścia między budynkami. Dla osoby wrażliwej na los zwierząt ten widok jest trudny do zniesienia. Za każdą miską i każdym schronieniem kryje się historia zwierzęcia, które znalazło się poza systemem opieki. Nie jest kwestia „estetyki” miasta, ale realnego cierpienia, które rozgrywa się na jego marginesach.Na tym tle szczególnie wyraźnie wyróżniają się inicjatywy oddolne, często organizowane przez lekarzy weterynarii z zagranicy, w tym z Polski. W ramach akcji charytatywnych przyjeżdżają oni do krajów takich jak Gruzja, Azerbejdżan czy Turcja, aby prowadzić bezpłatne zabiegi sterylizacji i kastracji zwierząt bezdomnych. Równolegle umożliwiają mieszkańcom sterylizację ich domowych pupili, często bezkosztowo, które w innych warunkach stanowiłyby barierę nie do pokonania. Te działania mają nie tylko wymiar praktyczny, ale też edukacyjny. Towarzyszy im próba budowania świadomości – pokazania, że opieka nad zwierzęciem to nie tylko dokarmianie, ale również odpowiedzialność za jego rozmnażanie i dobrostan. Sterylizacja przestaje być postrzegana jako ingerencja, a zaczyna jako element podstawowej opieki.W dłuższej perspektywie to właśnie takie działania mogą realnie zmienić sytuację. Problemu bezdomności kotów nie rozwiązuje się poprzez dokarmianie, lecz poprzez ograniczenie ich populacji i zmianę podejścia ludzi. Miasto może próbować oswajać ich obecność, włączając ją w swoją tkankę – ale dopiero odpowiedzialność mieszkańców decyduje o tym, czy ta obecność przestanie oznaczać cierpienie.Miejska tożsamość w zawieszeniuBaku aspiruje do bycia miastem globalnym, ale jego struktura pozostaje bardzo niejednorodna. Właśnie w tym napięciu – między europejskimi aspiracjami, postsowiecką rzeczywistością i współczesnymi ambicjami światowej metropolii – ujawnia się jego najbardziej charakterystyczna cecha, czyli niezdecydowanie. To architektura, która chce wyglądać na starszą, niż jest w rzeczywistości, ale też desperacko pragnie odnaleźć się we współczesności. I właśnie dlatego zamiast ciągłości tworzy kolejną warstwę kontrastu.Czytaj także: Cicha dyplomacja. Jak państwa „wymieniają się” ludźmi?