Personalne zamieszanie w PiS. To był tydzień głośnych odejść. Kiedy dotarła do nas informacja, że Łukasz Mejza, poseł klubu Prawa i Sprawiedliwości rozważa udział w tak zwanej gali freak fight, czyli po prostu walce wręcz w oktagonie, mało kto spodziewał się politycznego finału tej historii. Wkrótce jednak Rafał Bochenek, rzecznik PiS, ogłosił na platformie X, że Łukasz Mejza przestaje być członkiem klubu PiS. Przy okazji podkreślił również, że nigdy członkiem partii nie był. Informacja ta wzbudziła powszechną radość wśród przedstawicieli partii rządzącej i obserwatorów sceny politycznej. Nieoficjalnie jednak, w rozmowach z posłami Prawa i Sprawiedliwości, słyszałam, że i oni z tej decyzji są bardzo zadowoleni. Choć na przykład poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk napisał wprost: „Długo oczekiwana przez wielu decyzja”. Komentarz, który powtarzał się najczęściej, brzmiał: „Dlaczego dopiero teraz?”.I trudno się temu dziwić. Łukasz Mejza niemal od początku swojej obecności w polityce wzbudzał kontrowersje. Ostatnio głośno było choćby o kolejnych mandatach, które otrzymywał. W efekcie zgromadził imponującą liczbę ponad 160 punktów karnych.Wcześniej miał jednak na koncie wiele nielicujących z powagą mandatu posła wypowiedzi, a największym skandalem pozostaje sprawa opisana po raz pierwszy przez Wirtualną Polskę w 2021 roku. Chodziło o firmę Łukasza Mejzy, która proponowała rodzicom nieuleczalnie chorych dzieci „cudowną terapię”, oczywiście horrendalnie drogą. Wydawać by się mogło, że nie ma nic obrzydliwszego niż próba żerowania na chorych dzieciach i ich zdesperowanych rodzicach, gotowych wydać ostatnie pieniądze, byle pomóc swoim pociechom. To jednak przez kolejne lata nie przeszkadzało władzom Prawa i Sprawiedliwości. Czarę goryczy przelała dopiero perspektywa freak fightów.Sam Łukasz Mejza przekonuje jednak, że wcale nie został wyrzucony z klubu, lecz decyzję o rezygnacji podjął samodzielnie. Mówił o tym w rozmowie z vlogerem Mateuszem Wiktorowiczem. Dodał również, że nadal lojalnie wspiera klub PiS i „obóz patriotyczny”, a wróg jest jeden – Donald Tusk.***Drugie, dość zaskakujące odejście w tym tygodniu, to rezygnacja Janusza Kowalskiego z członkostwa w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości. Kowalski ma teraz zostać posłem niezrzeszonym. Swoją decyzję ogłosił w czwartkowe popołudnie, a następnego dnia zamieścił nagranie, w którym tłumaczył jej powody. „Wszystko ma swoje granice (...) Jest jednak jedna zasada: nie można tolerować tego, co doprowadziło do naszej klęski w 2023 roku. Nie można tolerować lokalnych układów, które ludzie widzą (...) Przepraszam uprzejmie, ja wysiadam.Nie ma mojej zgody na to, żeby na poziomie centralnym walczyć o silną prawicę, która będzie naprawiała Polskę, a z drugiej strony tolerować układy lokalne. To główny powód, dla którego odszedłem z PiS. Uznałem, że wiele miesięcy domagania się odnowy i oczyszczenia PiS z ludzi, którzy nigdy nie powinni w partii być, jest wystarczającym powodem mojej rezygnacji” – przekonywał Kowalski.Tymczasem już w czwartek Wirtualna Polska pisała, że prawdziwą przyczyną odejścia Janusza Kowalskiego z PiS może być afera Zondacrypto, czyli sprawa giełdy kryptowalut, która straciła płynność finansową, w wyniku czego wielu klientów najprawdopodobniej utraciło ulokowane tam środki. Z informacji portalu wynika, że szefostwo PiS miało dysponować materiałami pokazującymi powiązania Janusza Kowalskiego z Zondacrypto, a ostatecznie pogrążyć go miał anonim, który trafił na Nowogrodzką. A to miało sprawić, że Kowalski wyprzedzająco postanowił opuścić partię sam, zamiast czekać na wyrzucenie.Wirtualna Polska wspomina także o co najmniej czterech wizytach Kowalskiego w biurach w Katowicach, związanych z Przemysławem Kralem, prezesem Zondacrypto, który od ponad tygodnia prawdopodobnie przebywa w Izraelu. Potwierdzać to mieli pracownicy firmy. Podczas wizyt miały być również uruchamiane zagłuszarki uniemożliwiające nagrywanie rozmów.WP dodaje też, że w lipcu 2025 roku Janusz Kowalski stał się jednym z najgłośniejszych krytyków rządowej ustawy o rynku kryptowalut.Sam poseł w odpowiedzi na publikację Wirtualnej Polski zapowiedział pozew. Na portalu X napisał, że to „nie jest żadne dziennikarstwo, ale brudna, kłamliwa kampania”, a autorów tekstu zaprosił do odwiedzenia go z wykrywaczem kłamstw.Czytaj też: Afera Zondacrypto. To trzeba wiedzieć o skandalu w świecie kryptowalut***Tymczasem koalicji rządowej udało się doprowadzić do kruchego, ale jednak rozejmu między skłóconymi przedstawicielkami Polski 2050 i klubu parlamentarnego Centrum, czyli środowisk, które do niedawna tworzyły jedną partię – Polskę 2050.W czwartek, podczas ostatniego dnia posiedzenia Sejmu, głosowane były dwa wota nieufności: jedno wobec Jolanty Sobierańskiej-Grendy, ministry zdrowia, drugie wobec Pauliny Hennig-Kloski, ministry klimatu i środowiska.To właśnie ten drugi wniosek budził najwięcej emocji, ponieważ od pewnego czasu przedstawiciele Polski 2050 wysyłali sygnały, że mogą nie stanąć w obronie ministry rządu koalicji, którą sami współtworzą. Prawdziwą przyczyną był konflikt między liderką Polski 2050 Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz a Pauliną Hennig-Kloską, reprezentującą klub parlamentarny Centrum. Spór sięga wielu miesięcy wstecz, a jego kulminacją były wybory na przewodniczącą Polski 2050 po tym, jak Szymon Hołownia zrezygnował z ubiegania się o tę funkcję. Były to wybory pełne komplikacji, które już wcześniej opisywałam. Ostatecznie niewielką przewagą wygrała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Wkrótce potem Paulina Hennig-Kloska wraz z grupą innych parlamentarzystów opuściła Polskę 2050. Tak powstał klub parlamentarny Centrum.Wilczym prawem opozycji jest składanie wniosków o wotum nieufności wobec ministrów rządu. Dotąd jednak oczywistością było, że niezależnie od wewnętrznych animozji, rządząca koalicja swoich ministrów broniła, choćby tylko po to, by chwilę później samodzielnie wyciągać wobec nich konsekwencje. Tym razem mogło być inaczej.Kilka dni przed głosowaniem doszło jednak do spotkania Pauliny Hennig-Kloski z klubem Polska 2050, po którym Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wyraziła zadowolenie, że przestano rozmawiać z jej środowiskiem językiem szantażu i ultimatum. Co prawda Hennig-Kloska pozwoliła sobie później na uszczypliwość na platformie X, pisząc, że to, co mówi Pełczyńska-Nałęcz w mediach, jest nieodpowiedzialne i niepoważne, co więcej – zagraża funkcjonowaniu koalicji. Ostatecznie niemal cała koalicja, łącznie z Polską 2050, zagłosowała za odrzuceniem wniosku o wyrażenie wotum nieufności wobec ministry klimatu i środowiska. W Polsce 2050 jeden poseł, Bartosz Romowicz, zagłosował za wotum nieufności wobec Hennig-Kloski, korzystając z wcześniej zapowiedzianej przez partię zgody na wyłamanie się z dyscypliny koalicyjnej.Obyło się więc bez większych niespodzianek, bo z arytmetyki sejmowej wynikało, że koalicja obroni obie swoje ministry. Pytanie jednak, czy personalny konflikt (choć obie panie przekonują, że o żadnym sporze nie ma mowy, tylko o różnych oczekiwaniach co do sposobu prowadzenia rozmów wewnątrz koalicji) nie będzie wracać aż do wyborów w 2027 roku.Zarówno dla Polski 2050, jak i klubu Centrum scenariusz rozpadu koalicji, a w konsekwencji rządu mniejszościowego i prawdopodobnie przedterminowych wyborów, byłby jednak scenariuszem straceńczym. Sondaże nie pozostawiają bowiem wątpliwości, że posłowie tych ugrupowań, zresztą w dużej mierze będący w Sejmie dopiero pierwszą kadencję, mogliby nie mieć szans na ponowny mandat.Czytaj też: Nawrocki liderem, Tusk wyprzedza Sikorskiego. Nowy sondaż zaufania***A skoro o sondażach mowa, na początku tygodnia pojawiło się nowe badanie IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, z którego wynika, że gdyby wybory odbyły się teraz, Koalicja Obywatelska i Lewica mogłyby wspólnie tworzyć rząd.Według sondażu na Koalicję Obywatelską zagłosowałoby 32 proc. respondentów. Na drugim miejscu znalazłoby się Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 23,2 proc., na trzecim Konfederacja - 12 proc., a na czwartym Lewica - 8,7 proc.Do Sejmu weszłaby jeszcze Konfederacja Korony Polskiej z wynikiem 7,9 proc. Tuż pod progiem wyborczym znalazło się Polskie Stronnictwo Ludowe - 4,4 proc. Warto jednak pamiętać, że PSL tradycyjnie bywa w takich sondażach niedoszacowane. Na kolejnym miejscu uplasowała się Partia Razem z wynikiem 4 proc., a wspomniana wcześniej Polska 2050 uzyskałaby zaledwie 0,5 proc.Taki rozkład głosów dawałby Koalicji Obywatelskiej i Lewicy 232 mandaty, czyli niewielką, ale jednak większość. To z pewnością sondaż pozytywny dla ugrupowań tworzących dziś obóz rządzący i kolejny pokazujący utrzymujący się trend, w którym Koalicja Obywatelska ma wyraźną przewagę nad drugim w zestawieniu PiS. Jednocześnie kolejne badania opinii publicznej pokazują, że sama KO bez koalicjantów nie byłaby w stanie utrzymać władzy. Ten sondaż sugeruje jednak, że przynajmniej część obecnych partnerów może mieć powody do ostrożnego optymizmu.Kiedy pytałam o to przedstawicieli koalicji rządzącej, słyszałam w odpowiedzi, że celem nie jest już tylko utrzymanie władzy po 2027 roku, lecz zdobycie takiej większości, która pozwoliłaby odrzucać prezydenckie weta.***W tym tygodniu przybyły nam dwa kolejne prezydenckie weta: dotyczące ustawy o rozwodzie pozasądowym oraz nowelizacji kodeksu wyborczego. Karol Nawrocki podpisał jednocześnie trzy inne ustawy: o jakości wody pitnej, o ochronie kobiet w sporcie oraz o zrównoważonym paliwie lotniczym.Największe emocje wzbudziło weto dotyczące rozwodów pozasądowych. Prezydent podkreślił, że jego decyzja była jednoznaczna, ponieważ są sprawy, których nie wolno sprowadzać do administracyjnej formalności. Jak mówił Karol Nawrocki, małżeństwo jest jednym z fundamentów życia społecznego, fundamentem rodziny, wychowania dzieci oraz trwania wspólnoty narodowej. Warto jednak przypomnieć, że proponowane przepisy nie przewidywały takiej ścieżki dla par posiadających wspólne małoletnie dzieci. Rozwód pozasądowy miał dotyczyć wyłącznie małżeństw bezdzietnych lub takich, których dzieci są już pełnoletnie, a obie strony pozostają zgodne co do rozstania.Zdaniem prezydenta zmiana ta obniżyłaby rangę instytucji, którą Konstytucja RP chroni wprost. I dlatego ustawę zawetował. „Prezydent zawetował ustawę o rozwodzie pozasądowym. Czuję, że najbardziej niezadowoleni z tego będą posłowie PiS. ” – skomentował dość złośliwie premier Donald Tusk.Czytaj też: Kto zagłosowałby na „partię Morawieckiego”? Pierwszy taki sondaż