Rozmowa z historykiem. Chciano w ten sposób zamanifestować, że „naród jest z partią”. To był kluczowy sens tego święta z takiego socjologicznego punktu widzenia. Ludzie mieli wyjść na ulicę, manifestować, żeby okazać wsparcie władzy, wdzięczność, sukces, pokazać, że PRL jest państwem, które realizuje postulaty pracownicze, chociaż w rzeczywistości często tak nie było – mówi o 1 maja w rozmowie z TVP.info prof. dr hab. Adam Leszczyński, historyk, politolog z wydziału Nauk Humanistycznych SWPS w Warszawie. Dlaczego to właśnie 1 maja w PRL był najważniejszym, hucznie obchodzonym świętem państwowym?1 maja był świętem robotniczym od końca XIX wieku. Wprowadziła je w 1889 roku II Międzynarodówka, dla upamiętnienia wydarzeń z pierwszych dni mają 1886 w Chicago w Stanach Zjednoczonych. Chodziło o stłumione strajki robotnicze, które były częścią ogólnokrajowej kampanii na rzecz wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy. 1 maja został przez komunistów przywłaszczony.To było święto socjalistyczne, robotnicze, to było święto ludzi, którzy walczyli o lepsze warunki pracy. Trzeba wiedzieć, że pod koniec XIX wieku warunki pracy w fabrykach, z naszego punktu widzenia, były straszne. Pracowano po 10-12 godzin, często bez zabezpieczeń, za głodowe płace. Konflikty między robotnikami, a zarządem fabryk, wspieranym zazwyczaj przez państwo, były bardzo realne. W fabrykach bardzo często, czy w czasie strajku, czy demonstracji, lała się krew, nie tylko pod zaborem carskim, czyli na ziemiach centralnych, ziemiach polskich, ale także w wielu innych krajach, w tym właśnie w Stanach Zjednoczonych.1 maja, jak już wspomniałem, było świętem robotniczym, które zostało potem przejęte przez komunistów, którzy zresztą próbowali zawładnąć całością lewicowej tradycji. Komuniści chcieli się przedstawiać jako jedyna prawdziwa lewica i jedyni prawdziwi spadkobiercy robotników czy organizacji lewicowych walczących o prawa ludzi pracy.Chciano zamanifestować, że „naród jest z partią”Co chcieli tym świętem, które – tak jak pan mówi – przejęli, osiągnąć?Po pierwsze efekt propagandowy. Chcieli pokazać, że Polki i Polacy są zaangażowani w poparcie władzy. Chciano w ten sposób zamanifestować, że „naród jest z partią”. To był kluczowy sens tego święta z takiego socjologicznego punktu widzenia. Ludzie mieli wyjść na ulicę, manifestować, żeby okazać wsparcie władzy, wdzięczność, sukces, pokazać, że PRL jest państwem, które realizuje postulaty pracownicze, chociaż w rzeczywistości często tak nie było. Z perspektywy przeciętnego człowieka miało być tak, że jeżeli ktoś idzie w pochodzie, to pokazuje aktywnie swoje zaangażowanie.Udział w pochodach z okazji 1 maja był obowiązkowy.Nie pójście na pochód było źle widziane w pracy czy przez organizację partyjną, jeżeli ktoś należał do partii. Pamiętajmy, że do partii komunistycznej należało kilka milionów Polaków. To nie jest tak, że nikt nigdy w Polsce nie był w partii albo w organizacjach stowarzyszonych. Przewinęło się przez nie kilka milionów ludzi. Dlatego też z punktu widzenia władzy to była manifestacja lojalności i poparcia. Z punktu widzenia obywatela to był taki obowiązek, w którym też pokazywał, że jest lojalnym obywatelem Polski Ludowej.Czy za nieobecność na pochodzie groziło wyrzucenie z pracy a w szkole obniżona ocena z zachowania?To zależało od okresu Polski Ludowej. Im późniejsza dekada tej epoki, tym te konsekwencje były mniej poważne. W PRL-u mojego dzieciństwa, czyli w latach 80., to już nic szczególnego nie groziło za nie pójście na pochód pierwszomajowy. Ludzie ze środowisk opozycyjnych, a do nich należała moja rodzina, notorycznie to bojkotowali. Co więcej, był to pewnego rodzaju punkt, taki patriotyczny obowiązek, nie pójść na pochód.Bolesław Bierut uczestniczył w mszy świętej 1 maja, będąc ateistą i działaczem komunistycznymJak władza kusiła i zachęcała obywateli, by jednak w pochodach brali udział?Owszem kusiła piknikami, festynami, na których można było kupić rozmaite dobra, które normalnie w sklepach były niedostępne. Zachęcała, próbując de facto ludzi przekupić. Wracając jeszcze do konsekwencji bojkotowania pochodów, to w pierwszych latach PRL wyrzucenie z pracy raczej nie było stosowane, ale na pewno groziła nieżyczliwość władzy, brak premii, podwyżki, krzywe spojrzenia w zakładzie, piętno osoby nielojalnej. Na pewno niepójście na pochód pierwszomajowy wymagało pewnej odwagi cywilnej, większej na początku PRL-u, a mniejszej pod koniec.Po 1945 roku, gdy komuniści przejmowali władzę i wprowadzali pochody, było w nich nieco nawiązań do tego, co było przed wojną, chociażby obecność mszy świętej w programach uroczystości. Potem tych dawnych nazwijmy je akcentów, a już na pewno tych religijnych, nie było.Oczywiście. Komuniści przejmowali władzę stopniowo. Kilka lat trwało nie tylko przejmowanie władzy, ale także poziomu kontroli społecznej w społeczeństwie polskim. Na samym początku często ustępowali, to znaczy podkreślali ciągłość, przywiązanie do tradycji polskiej. Przywódca PRL-u, późniejszy prezydent, Bolesław Bierut, uczestniczył w mszy świętej 1 maja, będąc ateistą i działaczem komunistycznym. Potem już takich akcentów, jak pani wspomniała, nie było. Warto pamiętać, że cały komunizm próbował budować sferę swoich rytuałów, które często miały charakter quasi religijny. Bardzo wybitny historyk polski, prof. Marcin Kula, napisał książkę na ten temat a dokładnie o tych różnych wątkach religijnych w komunizmie, czy takich quasi religijnych, o rytuałach komunistycznych, o świętach. Można śmiało stwierdzić, że w pewnym sensie komunizm „małpował”, jeżeli można użyć takiego słowa, religię pod różnymi względami.To zresztą dotyczyło różnych sfer ludzkiego życia. Komuniści często próbowali przejąć czy bohaterów tradycji polskiej, czy święta, przywłaszczyć je sobie. Wybierali z polskiej tradycji na przykład takich bohaterów jak Tadeusz Kościuszko i robili z nich rodzaj świeckich świętych w panteonie komunistycznym, często naginając historię albo fałszując wręcz do tego stopnia, by oni pasowali do doktryny komunistycznej. Jeżeli można użyć takiego wyrażenia, była to „polityka historyczna komunizmu”. Komuniści, którzy traktowali historię i rytuały polskie, narodowe jako element swojej własności albo rodzaj surowca, z którego lepili swoją propagandę.Pochody były podzielone, maszerowano organizacjami i zakładami pracyJaki jeszcze wydźwięk miał mieć pochód pierwszomajowy?1 maja było świętem ludzi pracy. Miał pokazać, że jest nas wielu, że jesteśmy wspólnie. Sens wspólnego maszerowania jest taki, że jesteśmy widoczni na ulicach, jesteśmy widoczni w przestrzeni publicznej. Tysiące ludzi we wspólnej sprawie wychodzą na ulicę z transparentami, sztandarami. To na nich mają hasła, które mówią, o co im chodzi. Czują razem swoją siłę, połączenie i wspólną ideą. To z punktu widzenia psychologii społecznej oczywiście ma wielkie znaczenie.Jak wyglądały pochody? Jak je formowano? Kto i jakie miejsce zajmował?Pochody były podzielone, maszerowano organizacjami i zakładami pracy. Zakłady pracy wysyłały swoje delegacje, niosły sztandary i przygotowane transparenty z hasłami. W przypadku pochodu pierwszomajowego w Warszawie był on w pewnym sensie uroczystością państwową. Uczestnicy przechodzili w nim przed najważniejszymi dostojnikami PRL-u. Kto stał na trybunie, w którym rzędzie, czy bliżej, czy dalej od pierwszego sekretarza, to miało ogromne znaczenie. Pokazywało, jaka jest hierarchia władzy w systemie komunistycznym. Jeżeli ktoś się nie pojawił na pochodzie pierwszomajowym, to mogło oznaczać, że popadł w niełaskę albo został odsunięty, albo jest bliski tego, żeby zostać odsuniętym. To był zwiastun tego, że jego upadek w tej partyjnej hierarchii jest kwestią czasu. Zarówno pójście na pochód pierwszomajowy jak też jego oglądanie miało więc pewien walor informacyjny. Podobnie było, jeśli chodzi o treść transparentów, jak i to, kto wita oraz co się eksponuje na tym pochodzie. To wszystko było komunikatem ze strony władzy w stosunku do obywateli, trzeba było umieć ten komunikat odczytać.Stałym elementem było również wręczanie kwiatów przez dzieci przedstawicielom władz stojących na trybunach.Ten punkt obchodów był elementem pewnego rodzaju hołdu składanego władzy przez obywateli. Władza przyjmowała i oglądała maszerujących obywateli – pracowników, żołnierzy, uczniów, artystów. Rządzący przyjmowali wyrazy wdzięczności od obywateli. Z socjologicznego punktu widzenia był to rodzaj hołdu składanego przez obywateli władzy.Potępiano „podżegaczy wojennych”, czyli polityków z Zachodu, polskie środowiska emigracyjne, które były antykomunistyczneCzy prawdą jest, że to był również taki moment pochodu, w którym można było wręczyć I sekretarzowi kartkę albo list z prośbą np. o ułaskawienie więźnia czy inną ważną dla danej osoby sprawą?Może komuś się udało, chociaż dostojnicy byli pilnowani. Najwyższa władza natomiast czytała listy i prośby od obywateli oraz traktowała je serio. W ten sposób czasami udawało się coś załatwić.Czy hasła wypisane na transparentach zmieniały się na przestrzeni lat oraz dekad?Owszem, zmieniały w zależności od chociażby kontekstu w polityce zagranicznej, a więc tego, na ile byliśmy na stopie wojennej jako blok komunistyczny z Zachodem. Potępiano „podżegaczy wojennych”, czyli polityków z Zachodu, polskie środowiska emigracyjne, które były antykomunistyczne. Niesiono także portrety przywódców. Tak jak powiedziałem, to się zmieniało w zależności od okresu i potrzeby politycznej. Te transparenty sygnalizowały priorytety władzy i propagandy.Czytaj też: Gierkowa czesała się w Paryżu, a Gomułka rzucał w telewizor. Plotki czasów PRLStałym elementem było również przemówienie. Pisał je sam pierwszy sekretarz, czy ktoś mu pomagał?To zależało trochę od osobowości pierwszego sekretarza. Wygłaszali to, co im przygotowano, ale ze zmianami, na których im zależało.Był obowiązek, ale była też przysłowiowa „marchewka”. Ludzi zachęcano na różne sposobyCzy któreś z tych pierwszomajowych przemówień szczególnie zapisało się w historii PRL?Nie przypominam sobie, żeby któreś z nich miało znaczenie przełomowe. W historii PRL-u były ważne przemówienia, jak to Gomułki na Placu Defilad w październiku 1956 roku albo Edwarda Gierka do strajkujących stoczniowców w Szczecinie w styczniu 1971 roku, ale te pierwszo majowe raczej do nich nie należały. Miały raczej charakter pewnego rodzaju rytuału. Tak też były odbierane przez ludzi same pochody. Było to coś, co jest obowiązkowe, nudne i męczące, gdzie nie chce się iść, ale trzeba.Ludzie na nie chodzili, bo nie chcieli podpaść lokalnej władzy, szefowi w pracy, często też z poczucia lęku przed władzą, nawet kiedy ta władza już nie była represyjna. Wszyscy wiemy, że nikt tej władzy i tak już nie popiera, ale trzeba pójść.Jeśli chodzi o moje wspomnienia: moja mama była w latach 80. zaangażowaną opozycyjnie dziennikarką w Warszawie. Przyjmowała sobie za punkt honoru, żebym nigdy nie poszedł na pochód pierwszomajowy ze szkołą. Chodziłem wtedy do ostatnich klas szkoły podstawowej w Warszawie, na warszawskim Powiślu, ale to już była końcówka systemu.Był obowiązek, ale była też przysłowiowa „marchewka”. Ludzi zachęcano na różne sposoby. W Warszawie tego dnia Trybuna Ludu, czyli redakcja głównego dziennika partyjnego, organizowała festyn nad Wisłą. Można na nim było zjeść, wypić i się bawić.Jak wyglądała „śmierć” pochodów? Kiedy zaczęły tracić na sile jako ten element propagandy?To się odbywało stopniowo. W miarę słabnięcia ideologii komunistycznej. Myślę, że przełomowe było odejście Gomułki i nastanie Gierka w latach 70. Epoka Gierka była już momentem, w którym system komunistyczny kładł dużo mniejszy nacisk na samą ideologię komunistyczną, a więcej na to, że rośnie poziom życia, kraj się rozwija, na pewien rodzaj komunistycznego nacjonalizmu. Ukazywał się jako jedyny prawdziwy patriotyczny system dla Polski, mniej lub bardziej wiarygodnie. Wtedy też charakter tych pochodów się zmienił. W latach 80., czyli już po stanie wojennym, po „Solidarności”, kiedy poparcie dla władzy było bardzo niskie w Polsce, wówczas w ogóle stały się desperacko podtrzymywanym przy życiu elementem systemu. Ich charakter ulegał zmianie. Wyglądały podobnie, jeżeli na nie popatrzymy na nagraniach, w kronikach filmowych czy materiałach telewizyjnych z tamtych czasów, ale ich realna treść się bardzo zmieniała.Jak się zmieniała?Z czasem była mniej partyjna, a bardziej festynowa, pozbawiona elementów stricte komunistycznych i agresywnie propagandowych. Miała charakter święta, konsumpcji i manifestacji lojalności wobec władzy. Była bardziej miękka, jeśli można użyć w tym kontekście, tego słowa.Czy partia podczas pochodów badała nastroje społeczne?Na pewno była to okazja do sprawdzenia nastrojów społecznych. Partia dosyć wcześnie zaczęła badać opinię publiczną. Mamy nawet archiwa tych badań. Osobna jest kwestia dotycząca tego, na ile traktowali te badania poważnie i na ile z nich korzystali.Wiemy, że o raportach społecznych donosiła też tajna policja, czyli Służba Bezpieczeństwa, ale robiła to po swojemu – zbierając plotki, to, co ludzie mówią. To był rodzaj takiego nasłuchu społecznego. SB robiło to w sposób policyjny, a nie naukowy. Pytanie, po pierwsze, na ile one były prawdziwe, w tym sensie, na ile one realnie odzwierciedlały nastroje społeczne, a po drugie, na ile władza z nich korzystała i się nimi przejmowała. I na jedno pytanie, i na drugie nie mamy dobrej odpowiedzi. Dużo uwagi temu poświęcił prof. Marcin Zaremba, bardzo wybitny polski historyk PRL-u, w książce o dekadzie Gierka, ponieważ dekada Gierka była takim momentem, w którym już relatywnie więcej wiadomo o nastrojach, opinii i akceptacji Polaków dla systemu. To, co wiemy, to jest to, że ta akceptacja po pierwsze nigdy nie była bezwarunkowa, po drugie ulegała ewolucji. Były momenty, w których PRL, władze komunistyczne cieszyły się większym poparciem, a były też takie, w których to poparcie wyraźnie słabło. To było raczej związane nie tyle z represjami, ile z sytuacją ekonomiczną, z którą PRL notorycznie sobie nie radził. Braki w sklepach, inflacja, podwyżki cen towarów – to realnie wpływało na poparcie Polaków dla władzy komunistycznej i sprawiało, że była często przez ludzi źle oceniana.Przeszłość jest skomplikowana. Dzisiaj pewnie chcielibyśmy powiedzieć, że nikt w Polsce nie popierał komunizmu. To nieprawda. Liczni Polacy i Polki popierali komunizm z różnych bardzo powodów. Z pewnością jednak była to mniejszość. Jeszcze więcej obywateli po prostu się bało i chciało mieć w życiu święty spokój. Obecność na pochodzie pierwszomajowym jest więc słabym sprawdzianem poparcia dla rządzących. Ludzie chodzili z bardzo różnych powodów na ten pochód. To, że poszli, to wcale nie znaczyło, że popierali komunizm.Czytaj też: 5 zł na kobietę, przymusowy odbiór goździka. Dzień Kobiet czasów PRL